Pan Tealight i Wyspy Baptyserium…

„Świat… zwyczajność wszelaka.

Drzewa, drogi, domy i ludzie, zwierzęta i maszyny, wszelakie zmienności i ciągłe kołowania. Tu rosną, tutaj znowu im opada, a tam… jakoś się zmienia. Bo i lato nadchodzi, więc się w większości opada wszystko i czerwieni. Maleńkie czeresienki i ta wszelaka zielonkawość w lasach. Jakby przez dębiny, kanarkowe takie, wciąż się przesączała tylko ta barwa nasycając światło zaskoczeniem. Bo przecież takiej zieleni nie ma. No nie może być. No dobra, ale na pewno być nie może w tym miejscu. Takiej słonecznej, ale i zimnej jednocześnie, takiej nieistniejącej…

Wiedźmę Wronę Pożartą Przez Książki coś wołało i wzywało. Coś męczyło ją, macało po wszelkich zmysłach i ogólnie nie dawało spokoju. A gdy coś takiego miało miejsce, zawsze się na to zgadzała… po prostu szła tam, gdzie owo coś ją chciało. Zwyczajnie. Bo jakże mogłaby się sprzeciwić. I tak dotarła…

… nad Baptyserium.

Nad miejsce tak błękitne, że aż białe i tak miękkie, że wszelkie głazy tam były nie tylko owłosione syrenimi perukami, ale przede wszystkim wygładzone do wszelkich granic możliwości. Ogromne, jakby pod warstwą owej wszelkiej bursztynowości piaszczystej, mieściły się śniące stworzenia o aksamitnej skórze, których lepiej nie budzić, bo nie wiadomo, czy nie śnią o tobie. I co będzie jeśli się obudzą? Może nie znikniesz? Może i trochę schudniesz, a może jednak zmienisz się w krostopatego potwora zakochanego w swoich własnych dwudziestu ogonach?

A jednak Wiedźma Wrona Pożarta nie myślała o tym wszystkim. Nie przerażona Bogiem Nagusów w swoim naturlnym, doskonałym stroju, który opalał siebie i swoje niewolnice golizny… rozebrała się i wlazła z mokre, lodowate błękitne fale. Wlazła, a potem nagle prawie zmieniła zdanie, chciała się wycofać, ale przecież i tak już goła była, więc durne by to było… i popłynęła! Zanurzyła się po czubki myśli, po same wierzchołki swoich snów i podduszona chłodem, zmroziła milusio wszelkie wewnętrzne powieści. Odświeżyła i odgrzeszyła…

A potem wyleciała z wody z wrzaskiem, nagle zauważając brak ręcznika, ciepłych, niemokrych gaci i… zamarła.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_0068

Z cyklu przeczytane: „Punkt zero” – … że ludziom się chce. No wiecie chce im się mścić, ogólnie mówiąc, wkurzać, niszczyć… że są w stanie dla tego zrobić wszystko, że mogą naprawdę się temu poświęcić. Na zawsze, do końca. Po prostu zniszczyć. Nie baczyć na cierpienie innych, może niewinnych istot?!!

Nie zwracać uwagi na ból…

Tym razem Cussler przypomina nam o energii punktu zerowego. Wybaczcie moją własną humanistyczność i kopalogiczność, ale sami sobie sprawdźcie o co chodzi. I to nie tylko wiecie o wielki bum począwszy od Australii. A tak, tam się zaczyna cała przygoda. Tutaj spotykamy znajomego Kurta Austina i tajemniczą Hayley. To przez nią wplącze się w całą kabałę z ratowaniem świata. A może nie przez nią? Może winny jest zwykły los oraz pewien naukowiec, który poczuł się odrzucony? A może… zwyczajnie, NUMA zawsze pakuje się we wszystko?

Ponownie NUMA, ponownie pasjonująca, szybka, sensacyjna opowieść. Może nie do końca tak bardzo podwodna, ale znowu trzeba się mocno trzymać. Oczywiście, że dla wielbicieli autora, ale i tych, którzy w tych pierwszych upalnych dniach chcą już poczuć emocje wakacji. Niepewność, brawurę, poczuć dotknięcie śmierci na karku. A jednocześnie do końca być pewnym, że się uda. Bo przecież Cussler raczej nie zrzuca na nas więcej, niż byśmy mogli znieść. Wie jakiego zakończenia pragnienmy, ale nie pozwala też być… nazbyt go pewnym.

A jednak… przekonajcie się sami!!!

IMG_1912

Polityka

Cóż. Wyspę też dotyka polityka. Niestety. Nikt nie spogląda na moją Wyspę jako środowiskowy czystostan, który należy chronić. O nie. Turyścizna uznaje nas za zwyczjany zoolog. A reszta państwa… cóż, za spiżarnię, coś, czym się można chwalić, ale i coś, co z taką samą łatwością można obrzucić odpadami radioaktywnymi. Ech!!! Polityka. Lepiej zrzucić uchodźców, którzy serio nie wiedzą co mogą tutaj robić, lepiej obciążyć i tak bogatą w bezrobotność Wyspę nowymi problemami, niż pomóc. Jeśli Wyspa nie będzie krzyczeć… a nawet jak i krzyczy, to kto tak naprawdę słucha, jeśli po drugiej stronie jest facet, co ubiera się jak baba, ale wciąż ma ptaszka, bo jakoś w płciowej odmianie on mu nie przeszkadza?

Nie chronimy przyrody, bo po co? Owej skromnej naturalności, co to nie kole w oczy swoją zwyczajnością. Ptaszków z plamkami, choć zwykle czarniawe, w przypadku pań brązowawo-kremowe, teraz nagle są łaciate… A tak solsorty nam się albo zbiesiły, albo zwyczajnie opadła je jakaś genetyczna zmienność, bo bieleją. I co zrobić z białym kosem? Jako odrzucić leucyzm kosa? Kurcze, przez to wszystko człowiek poznaje moc nowych słów… a potem obuchem, że to wina białka i Arystotelesa. No dobra, przesadzam, ale on pierwszy podobno o tym pisał. A może inni tylko o tym gadali? Kto to wie? Jeśli ktoś to zapisał, zbierze wszelkie nagrody?

A może to wina wyborów?

Wybory…

A tak, oto i mamy wybory. A to oznacza twarze i golasa!!! Twarze są na drzewkach i parkanach, na słupkach i dziwnych palikach. Na bramkach i płotkach, a że tego wszystkiego u nas niewiele, więc często oklejają się owe twarze wzajemnie. Najbardziej śmieszne są plakaty przyczepione do samotnych drzewek na polach, jakby za największy elektorat nagle uznano krowy, sarny i zające. A może chodzi o żubry? Kto tam te polityki wie? Bo chyba nie o ludzi? Nawet ten golas jeden, wiecie co to twierdzi, że gołość ino dobra jest odpowiednia dla polityka… jakoś nikogo nie rusza. Bo Wyspa wybrała sobie ludzi lekko nie do końca zbieżnych z polityką.

IMG_0038

Folkemodet…

Czyli ludziówspotkanie. Taka tam tradycja. Co roku jakoś tak się spotykają i gadają. Pokazują i uświadamiają. A to oznacza, ni mniej ni więcej, ale wzmożoną aktywność POLITI. W końcu obejrzałam sobie autko policyjne, bo nigdy nie widziałam. Zwykle chowają się, no i na tych co na nogach to mało zwracją uwagi. Chyba, że wypadek, ale wtedy już po ptokach. Niestety z powodu zbliżającego się spotkania… są. Gorzej, jest ich więcej. I nie chodzi chyba o wystawę karykatur islamskich, którym nasza pani Burmistrz bana dała, mówiąc szczerze, że sztukę to do muzeum. Nie chodzi nawet o wywortowców antyiislamskich, którzy bardzo chcą przyjechać i pogadac… oj nie. Chodzi oczywiście o bombkowe możliwości. A przecież nam się zamachy nie uśmiechają!!! Jakby się w ogóle innym uśmiechali, to niech sobie ich stąd zabiorą, a co!!!

Widzicie… bo gadać to wszyscy chcą. A już przez neta to wiadomo, każdy taki cudownie wygadany, każdy się na wszystkim znający… ale sprowadzać na małą Wyspę gromy z jasnego nieba? Oj pewno, w końcu oni tutaj tylko przyjeżdżają na chwilę. No i WOLNOŚĆ przecież jest, czyż nie? Tym to wszyscy uwielbiają się podcierać niezależnie od obywatelstwa. A Wyspa? Cóż… ona dba o to, by małe wronki, które już uczą się latać, latały, by nażarte były i by raczej nikt ich nie rozdeptał. By stare mury postały jeszcze chwilę… a Hammershus, który wciąż remontują, kiedyś miał może penthausa? Hihihihi… no dobra, to akurat większy żarcik, ale jak tak patrzę na te murki, na te cegłówki i kamyczki, a i rusztowania barwne wciąż stojące przy ruinach, to czekam na penthausa jak nic! Codziennie!!!

Polityka jest przerażająca.

Szczególnie w tym, że kurcze wydaje się jej, że uszczęśliwia sobą samą wszystko i wszystkich. Jakbyśmy wymagali uszczęśliwienia. To tak jak z tymi odwiedzinami Victoria’s Secret do Afryki. Jakby babkom tam coś przyszło ze staników. Ech!!! Nie wydaje się wam czasem, że przez cały czas po prostu od nowa gnębią rdzennych mieszkańców. Jakby każdy miał być tylko i wyłącznie konsumnetnem…

No to macie problem! Bo my tutaj konsumujemy Wyspę!!!

IMG_7943 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.