„Właściwie Wiedźma Wrona, jeżeli już w ogóle budziła się, jeżeli rzeczywiście światy, które śniła chciały wziąć sobie wolne, odpocząć i ogólnie oderwać się od własnej rzeczywistości… to zawsze, ale to zawsze zawsze wstawała z dziwnym amokiem uczepionym skroni, z owym zaślinieniem oczekującym, owakim fascynującym szaleństwem, które przydarza się wyłącznie jednostkom… no jednostkom specyficznym i jednostkowym całkowicie i do potęgi, wiecie, nikomu więcej, bo gdyby tak było grawitacja wybuchnęłaby takim śmiechem, że po prostu byśmy wszyscy polecieli. Całkowicie na zawsze forever.
Podnosiła się i węszyła w owym atawistycznym, dziwnie mało jednak zwierzącym odruchu – no zwierzaki robiły to doprawdy bardziej elegancko! Czekała na coś, kogoś, czegoś i komuś… Listonosz. Oj tak, zawsze czekała. Jakby był owym wymarzonym kawałkiem czekolady dla grubasa na wakacjach odchudzających… owym narkotykiem, dla przymusowego odwyku… więc, gdy dziś rano ktoś załomotał w drzwi zerwała się. Zamotała w czerowny kocyk, wywaliła i wyrżnęła nosem we framugę, podniosła się, zaklęła gdy zabolała noga, znowu się potknęła, tym razem o kolczyk co uwiązł w sztalugach, zderzyła jedynki z progiem, jedynki się z nim nie polubiły… aż w końcu na wpół niezmiernie nietuzinkowo odziana wyrżnęła w drzwi. Gdy je otworzyła wyglądała oczywiście jak zwykle…
… świat za drzwiami Chatki Wiedźmy był raczej… atypowy!
A wiecie, że to trudno osiągnąć w takich okolicznościach takich okoliczności!
Bo na progu stała skąpo odziana, wysoka, doprawdy babska Baba. Z różową kokardką na czubeczku, dodatkowymi spowijającymi jej talię i ramiona, oraz dyskretnymi mało co robiącymi za dziewczyńskie podkolanówki.
– Przybyłam by cię uwieść…
Właściwie nie było na tym świecie, oraz najbliższych i tych równoległych, do których Wiedźmie Wronie chciało się dotrzeć, nic takiego, co wybiło by jej ząbki ze szczęki. A jednak ten widok sprawił, że nadmiernie oszołomione mało dyskretnym widokiem dzięki nazbyt otwartej jamie gębowej – i innym jamom też, Wiedźmy mają to do siebie, że okazują zdziwienie wszystkim narządami – po prostu złożyły wymówienie i wyskoczyły… uciekając z krzykiem gubiły kamień.
– Nie kochałaś, jeżeli nie poczułaś kobietą kobiety. Oto ja. Twój tegoroczny gwiazdkowy prezent! Możliwość prawdziwego seksualnego doznania…
Wiedźma obficie, z dziwnym pogłosem prychnęła. Drobinki śliny uwolnione z bezzębnych przestworzy rozleciały się po świecie płodzić szaleństwo. Podrapała się za uchem i skrzywiła, co było oznaką nadmiernie szybko i nadmiernie wcześnie przebiegających procesów myślowych.
– Powinnaś mnie rozpakować i porwać w ramiona! Któż by nie chciał się ze mną zapomnieć, kochać mnie, dotykać, dawać i otrzymywać rozkosz, rozmiękać w mych ramionach i stawać się na powrót sobą…
Na obiad dla Chowańca był gulasz. A Listonosz na szczęście przyniósł Misia i kilka kartek świątecznych… a Jeźdźcy Apokalipsy już byli ubrani i mieli naszykowane kanapki z jajkiem i kiełbaską.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)
Świat wycisza się czasami na Wyspie. Cóż, w owym wietrznym sezonie zdaje się to być nadmiernie dziwaczne, ale jakoś uznać chyba można to za rozrywkę… Drzewa zwalniają, wszystko wciąż się poci od owej wietrznej gimnastyki, ale jednak nie stygną. Jakoś tak po prostu są pewne, że owo wyciszenie nie będzie trwało długo. Wszelkie dyndające ze ścian utensylia zamierają i wyglądają tak, jak człowiek myślał, że będą wyglądały. To, co nieruchawe jest w końcu stałe…
… a to, co ruchome, cóż, w zależności od baterii, wiecie jak to jest. Czasem natura, czasem coś więcej, ale zawsze jesteś sobie sobą! Nawet jeżeli to wszystko dzieje się wyłącznie w twojej głowie…
… bo Wyspa jest rozrywkowa. Dla tych może, którzy mają po prostu trochę więcej zamieszania pod kopułką, a nie tych co muszą mieć knajpę, didżeja, wszelką procentowość i wielkie kalorie. Bo tutaj macie wszystko, jeżeli właściwie potraficie się zabawić… no sami ze sobą… Aczkolwiek nie mówię o TYM, chociaż o tym też, nie oszukujmy się, tutaj wstyd chyba nie istnieje? Tak czasem sobie myślę, że na Wyspie ludzie po prostu są i się tego nie wstydzą. Ni tego, że oddychają, ni tego, że wydalają, ni tego, że pierdzą, ani tego… że potrzebują zaspokojenia!
Wszelkiego!
A Wyspa potrafi zapokoić! Ma do tego wszelakie… końcówki. Wiecie, jak ktoś woli piasek jest, jak jednak skałki, no tyż są… jak gra w zielone, to jest, dla drzewnych zboczeńców jest i coś też oczywiście! A poza tym, to co pod kopułką macie, tutaj zdaje się dostawać skrzydeł, wytwarzać własne wszechświaty i płacić podatki!



