… chcę uciec od świata. Rzeczywistości zbyt nieforemnej żeby przyjąć taki wkład jak ja. Wypływam z ram, wytaczam się z pojemników… chowam się w snach. Ale one już tam są. Tak naprawdę nigdy od nich nie ucieknę.
KSIĄŻKI.
Niczym na targu niewolników prężą swoje okładki. Czuję się niepewnie, jakbym brała w rzeczywistości udział w castingu a nie była tym, który wybiera. Robię krok… i wpadam. Zachłystuje się, gdy książka okazuje się być poradnikiem nurkowania, po co mi to? Wyskakuję i unoszę się, książki układaja się w spiralne schody, a ja biegnę. Biegnę by się ruszać, nie by uciec, bo sama świadomość ucieczki jest śmieszna w tym świecie. Wiem, że w którymś momencie znowu wpadnę i widzę ją… okładkę, której nieznam. Kiedyś ją spotkam, może niezbyt szybko, ale tak będzie. To nie świadomość, raczej specyficzna pewność. Decyzja, którą ktoś podjął za mnie, a ja niczym marionetka, poddaję się jej… Bo czy może mnie skrzywdzić? Tak. Ale tylko ja zadecyduję czy będzie to krzywda. A może tylko wmawiam sobie pewną dozę samoświadomości…
Wchodzę.
Budzę się.
Oddycham.



„RECYCLING!!! Przyjmujemy stare wiedźmy, zużyte księżniczki, smoki co już nie zioną oraz miotły bez opcji wznoszenia. Buty, które wyciągają tylko milę, ale też czapki nazbyt uwidaczniające rzeczywistość noszącego. Domek z piernika przerobimy na jadalną bieliznę! WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!!!” Chepcher Jones „Sklepik z Niepotrzebnymi”