Pan Tealight i Wnętrze Wiedźmy…

Wiatr się namiętnie, bajecznie frywolnie i kompletnie bez jakichkolwiek zabezpieczeń, puszczał.

Puszczał i popędzał.

Popędzał i dął, no i oczywiście dmuchał co popadnie i właściwie w co się dało. Nie wybrzydzał, to mu trzeba przyznać, ale też nie dzielił siebie po równo… był chyba dziś wybredny! Jakby tego jeszcze było mało bezczelnie wiał od Wyspy, co oznaczało, że Sztorm wciąż nie był dany Morzu. I tak Wyspa miała na sobie podmuchy i poderwania, podstępne zawirowania, dęcia i pierdnięcia; tutaj coś przybyło, tam znowu ubyło… tych wysprzątano, tamtych zabrudzono, a pośród wszystkiego tańczyła Wiedźma Wrona Pożarta i całkiem nie wiedziała co robi.

Zewnętrzność Wiedźmy Wrony oddała się podmuchom. Nie żeby dogłębnie, jakoś Wiatr wciąż nie potrafił dotrzeć do tej dziwacznej kreatury… ale psychicznie majtał nią nieźle. Bo i było czym majtać. Wiedźma składała się z malowniczych i różnokształtnych problemów, głównie cudzych, ale i własnych, które jednak zbiegały się w jednym miejscu. Ubogości kieszeni. Muszelkami, patyczkami i kamykami nie można było spłacić życia… i tak naprawdę tylko tego Wiedźma nie potrafiła wynieść z magiczności Pani Wyspy… Tylko tego nie mogła zażyć do końca – człowieczeństwa.

Ale potrzebowała go.

Musiała w jakiś sposób, dziwny, przerażający może… Pan Tealight wiedział jednak, że nic z tego. Tylko on widział ostre trawy raniące jej stopy i dziwną, połyskującą, złotą ciecz, którą krwawiła…

Tak naprawdę nie możemy stworzyć tylko siebie… wydaje się nam, że „JA” budujemy z przeszłości i teraźniejszości, nadziei na przyszłość i marzeń, ale tak naprawdę ktoś już obliczył i pokolorował świat. My tylko wybieramy drogi. Nawet, gdy jesteśmy niewielką w końcu… wiedźmą.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Popadam w bardzo waleczny nastrój, bo banda biurokratów i gości przy kasie postanowiła zrobić z mojej Wyspy – Bornholmu – składowisko odpadów nuklearnych. I to dlatego, żeby sobie pod nosem zbudować wypasiony ośrodek ekologiczny…

NIE PODDAJĘ SIĘ… jak będzie trzeba złamię swoje przysięgi i sklątwię ich po kolei i każdego z osobna. Za głupotę i okrucieństwo!


Recenzja: „Czaropis tom 2”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz