Pan Tealight i Market Nieumarłych…

„Spojawił się.

Po tylu latach!!!

Oj…

… chyba od dwudziestu lat ich tutaj nie było! Niby mieli być raczej regularnie, ale wiecie, te zmiany w świecie człowieczym wpływały też i na nich. Jakoś tak oddziaływały. Nie no, oczywiście, że wsio zamykało się w granicach finansowej chcicy… martwi też chcieli zarobić, a już na żywych to w szczególności! Bo wiecie, się dawali. Jakoś nie rozróżniali co żywe, co martwe, jakoś tak…

Nie myśleli, więc dlaczego nie?

Dlaczego ich nie oskubywać?

Z onych piórek wiekuistego zapatrzenia w siebie, onej chciwości kumulujące się w łuskach ich porastających, tylko martwym widocznych, w onych wstążkach próżności wyrastających im z kuperków i jeszcze… w tych wielkich balonach, które falowały im dziwnie nad głowami, wiecie… Ta ludzka duma i wszechwiedzenie. Oj, tak im się wciąż wydawało, że widzą wszystko, tak byli pewni, iż różowiutka, milusia puszysta pani, to piekareczka, a nie Władczyni Śmiertelnych Mocy Oburącznych… zresztą, nawet jak się tak przedstawiała, to szeptali: aaa, że cukier… i rzucali te swoje sarkastyczne uśmieszki z jebanego erytrolu czy ksylitolu…

Byli tacy…

Przewidywalni.

Byli tacy…

Ech, przewidywalni i nudni, łatwi do wykorzystani, ale jednak nie do wytrzebienia, a jakoś tak, mimo onych trutek z przedłużonym działaniem cień Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki Pomordowane jakoś ich oplatał… wiedzieli, że co jak co, ale jak za bardzo się zabawią, to ona ich znajdzie, po Tej Drugiej Stronie i dokopie im w co się da. Co jeszcze boli, jak na przykład w Skarbówkę Umarłych.

No co… podatki są wszędzie.

Od tego nie da się uciec w śmierć i nie, Wiedźma Wrona nagle nie pokochała ludzi, zwyczajnie, wekować jej się nie chciało w tym roku, jak już to mroziła niektóre utensylia, suszyła, a już sprzątać…

W ogóle.

Ale sam market… oj było obiecująco!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Zbieżność przypadkowa!!! LOL

Naprawdę!!!

Albo nie, nie wierzcie mi, w nic… w końcu kiedyś ktoś mi zarzucił, że przecież ja się na niczym nie znam, ja tu nawet nie mieszkam i w ogóle. A no i tak można. Czy wciąż mnie to rusza? Czasem może… ale częściej, nie czytam komentarzy. Żadnych. Bo i po co. Czy mnie to wzbogaci, uzdrowi i oświeci?

Nie.

Ale… co do marketu, to spojawił się w końcu po onych pandemicznych latach, nie żeby pandemia nie minęła, małpami straszą, czy coś… jakimiś innymi tam, więc ja nie wiem, mnie nie pytajcie, ale market światowy się spojawił. European Street Market. Czyli coś z Polski, Italii, UK, Niemiec, Hiszpanii, Grecji…

Znaczy…

Powiedzmy sobie szczerze, to obiecali. Do 3ego lipca, w naczeniu przez tydzień na rynku od 10 do 18tej miał być fun. W większości jadalny, ale też i miała być sztuka czy ciuchy i inne tam mydła… no i, człek na to się nastawił. Jakoś durnie im uwierzył i co… no więc markt się odbył.

I było drogo.

Przede wszystkim jednak…

No właśnie…

Obiecali więcej, a było mniej. O wiele mniej. UK poszedł na całość, łącznie z porcelaną, nie że tylko fudge i herbata… a w ogóle fudge mają genialny. Po prostu można żreć jak świnka i te wszelkie smaki, no ale cena. Niby jak za opakowanie w Normalu, ale jednak, no wiecie, boli kieszeń. Jakoś tak wszystko zbyt drogie nagle… Kamyczki tyż, chyba z Włoch lub Hiszpanii, przyznam, że nie do końca pamiętam. Ale… wytargowałam kawał lapisu, więc… no piękny jest… więc wróciliśmy do domu trochę tak smakiem ino obabrani, ale niedojedzenie. Z kawałkiem kamienia i kilkoma cząstkami fudga. No wiecie, sorry, ale brak funduszy.

A szkoda, kubki były fajne…

Dziwny był brak Finlandii, Prowansja urzekała zapachami onych mydeł, ale bez urazy, od dawna nie używam w kostce, no chyba, żeby napachniać gacie. Wiecie, wsadza się taką kostkę i gacie pachną… bo co do lawendy czy innych ziół, to jak wożenie lasu do drewna. LOL No co?

U nas tyle tej lawendy czy innych zielsk.

Sama se zrobię woreczki.

Wianeczki i tak dalej, ale tekstylia kuchenne piękne mieli…

Za to nie rozumiem tego nibyperuwiańskiego stoiska… i czy to serio było z Peru? Nie wiadomo, tam nie było tabliczek. No i niby brak problemów z płaceniem, ale szczerze, często trzeba było czekać na połączenie. I jeszcze… ludzi trochę i jak na mój gust za głośno, kiełbachy wielkie, łeb dzika…

Co kto lubi.

… więc było i się skończyło.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.