Pan Tealight i Krowi Klan…

„Gangsta.

Taka na maksa.

No serio tak wyglądały. Chociaż… właściwie to nie wiem. Czy w tej ich różnorodności jest w nich jakaś spójność poza… poza krowiością właśnie. No wiecie, są w końcu krowami, chociaż. Tak bezczelnie zaglądając pod ogon, to jakoś tak… no wiecie, pewnych rzeczy brakuje, a inne zdają się być…

Inne niż zwykle.

No takie nie do końca, wiecie, pięcionożne, ale jednakowoż, wiecie, jednakowż jakoś takoś nie do końca, no i serio, tam też fryzowane? Bo widzicie, to był ten Klan, klan, których osobniki włosie miały kręcone i loczkowane i fryzowane, i na lakier i odżywki wszelakie i długie i mięciutkie… A, że się tak dobrze widać razem rozumiały, to jakoś tak wszędzie przemieszczały się razem.

Może i na wszelki wypadek?

Może z miłości, czy rodzinnych konotacji?

Może?

A może jednak powiązało je zaklęcie, które w rzeczywistości wcale nie było jakoś uciążliwe. Jakoś tak im nie przeszkadzało? A może już o nim zapomniały i wcale nie życzyły sobie, by im przypominać.

Wiecie…

Życie mają i nie jest złe, więc…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Stojące kamienie…

Zwyczajne, a może spełnione marzenia? Zaznaczone ważne miejsca w przeszłości, wszelakie pamiątki… myśleli, że przetrwają na zawsze, może nawet wierzyli, że będą o nich pamiętać, ale jednak…

Ale…

Hjortebakken.

Już od razu wiadomo, że znowu coś się tutaj zmieniło. Serio… po raz pierwszy one kamienne niegdyś kręgi, skupisko pewnie największe bszarowo niegdyś, możliwie, że i z drzewem pośrodku, może jesionem, nie dębem… no więc ono kiedyś skupisko stojących kamieni, strażników, wyznaczników świętego środka… poznałam je w 2006. Wtedy drzewa były mniejsze. Naprawdę i o wiele mniejsze. Niższe, dziwnie bardzej wszystko było odkryte, widoczne, a same kamienie…

Przysięgałabym, że wyższe, ale…

Nie, to tylko te drzewa.

A to, co otaczają emanuje świętością. Taką, naturalną i zwyczajną. Prostą, aczkowleik dobitną i od razu wcierającą się człowiekowi w skórę. Ale najpierw jest parkin i jakiś dziwak, pewno wiecie, Youtuber czy inna influenca. Miejmy nadzieję, że nie wirus w koronie, co to podobno go Koontz wymyślił wieki temu, ale tak naprawdę nie, a w ogóle to wirus inaczej się nazywał…

No taka przejściówka. Sorry, ale po parkingu ja musiałam w krzaczki, a tam wiecie co? A przebiśniegi. Chyba ktoś sztucznie wysadził cebulki w grupeczkach, ale przesłodko to wygląda. Las wiadomo, młodnik i lekki staarik po drugiej stronie. Gęściutko, bo rosnąć ma wiee i tak dalej. Pewno będą przecinkować, nie chcę o tym myśleć. Ja chcę drzew. Onych wysokich, wielkich i mnogich.

Siku, przebiśniegi i wiatr.

Bo wieje.

Nie, żeby przestało, czy coś. Zresztą, nawet jeżeli, to tylko na godzinkę, dwie, nie ma co, nawet już człek nie zauważa.

Ścieżka prawie dwupasmówka, ale wiecie, taka leśna.

Prawdziwa.

Pewno, że czasem ktoś tam jeździ nią, w końcu daalej jakieś gospodarstwa, świat biegący ku morzu, w końcu niedaleko Aakirkeby. Ale ja tutaj nie po to. Po kamienie. Do tych trzech strażników, onych resztek po kręgach zewnętrznych no i jeszcze ten wielki po lewej i jeszcze… i jeszcze ten krąg z drzewem otoczony kolejnymi pomniejszymi kamieniami. Chciałoby się przytulić je wszystkie, obdarzyć miłością, ale jakoś tak, no się nie da, więc daje się ile się może.

To w końcu świętość.

Wymiar sacrum rozumiany przez cały czas.

Ten, niewyplewiony przez chrześcijańską okupację. Ten, który się oparł i ludziom i czasom i nie dał się przekupić. Bo przecież są rzeczy i sprawy na tym świecie, których nie można ot tak po prostu usunąć z codzienności.

Z ludzkich dusz i marzeń sennych.

Nie można.

Nie da się.

I dlatego tam, w tym miejscu, tak naprawdę człowiek się modli. Jakoś tak. Jakoś inaczej. Bez słów, ale emocjami. Uspokaja się, zdrowieje, oddycha. Wdycha mądrość i wydycha niepewność. Krąży tak dookoła własnego jestestwa dotykając każdy z kamieni wewnętrznego kręgu i nagle wie, że jest w jakimś tym właśnie miejscu Onym określonym miejscu. Gdzie miał tak naprawdę być…

W które nigdy nie zwątpił.

Pierwotnym.

Nawet jak kurna znowu wieje zbyt mocno.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.