Anioł i wiedźma Pożarta…

Wiedźma miała naprawdę kiepski dzień. Właściwie Pan Tealight, specyficzny sprzedawca w „Sklepiku z Niepotrzebnymi”, był pewien, iż odkrył zależność pomiędzy brakiem wypełnionej skrzynki pocztowej, tudzież dużego pudełka dostarczonego przez posłańca, a smutnym spojrzeniem Pożartej Przez Książki.

Wygłodzonym, oszukanym, spragnionym, ale też i zdradzonym – a wszystko to jednocześnie!!!

Pan Tealight bał się… ale nie miał innego wyjścia. Ktoś musiał oskubać Anioła. Paskudny szkodnik, w dość nietypowym kombinezoniku, pojawił się na progu jego specyficznego mieszkanka wczoraj. Długo nie mogli dojść do porozumienia co zrobić ze sobą nawzajem. Ale Pan Tealight, który w anioły właściwie nigdy nie wierzył, gdy zobaczył swoje wątpliwości ucieleśnione – dość otłuszczone, różowiutkie miejscami (kombinezonik miał skrywać puch, ale lila to niezbyt anielski kolor), aczkolwiek dziwnie całe pokryte drobniutkim puchem – wiedział, że może mu pomóc tylko wiedźma. Ta niestety nie dość, że nie została dziś odwiedzona przez listonosza, to na dodatek miała dość anielskości. No wypryszczało ją od aniołów. Jednakowoż wyjścia nie było. Wrednego amorkowatego należało wydepilować, różowatość oliwką natrzeć, a skrzydełka jakoś wypersfadować… i zmienić gościa w porządnego diabołka!!!

W diabołki Pan Tealight oj wierzył!!! Mocniej od dnia poznania wiedźmy Pożartej Przez Książki Wrony Kobaltowej!!! I było to przekleństwo. W anioły postanowił nie wierzyć, nie pasowały mu do wystroju wnętrza.”

PS. Na szczęście piątkowy listonosz przyniósł nagrody od Wydawnictw: Prószyńskie i Ska – konkurs oraz MG – konkurs!!!

I zabieram się za „Pustynną włócznię”!!! bez aniołków, kurde!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz