Pan Tealight i Wietrzne Anomalie…

„Uciekała przed wiatrem, bo nie dość, że on nią majtał, to jeszcze obalał to na smoka, to na trolla, to na drzewo, a potem w tą kałużę bez dna, która się okazała przejściem do bardzo dziwnego, porządnego świata, w którym wszyscy siedzieli na krzesłach, nikt nie jadł palcami, a białe kołnierzyki i dokładnie zapięte bluzki były jedynym strojem. Bo widzicie, majtek tam nie nosili… Mimo wszystko było to aż nazbyt wiele dla Wiedźmy Wrony Pożartej i… uciekła stamtąd. Nie pamiętała jak się jej udało z tego dziwnego miejsca wydostać, spomiędzy owych wyfokiowanych par, które góry miały okey, ale dołem już niezbyt, ale nagle była znowu na Wyspie, w lesie i pomiędzy wiatrami. W końcu dotarła do Dziwnej Dziury Awietrznej i tam się rozłożyła. Bo widzicie na Wyspie jest wszystko dla wszystkich, nawet miejsce, które nie wieje, gdy cała reszta furczy.

Oj Wiedźma Wrona Pożarta miała dziwne stosunki z wiatrami. Zwykle ciągłe, mało przerywane, ale jednak atypowe. Podrywały ją one to z tej, to z tamtej strony. Majtały nią, nawet wtedy, gdy pamiętała, by do kieszeni naładować więcej kamulców. Nawet wtedy. A jednak… mimo częściowych nazbytnich podenerwowań i wkurzeń, strachów, które wiatry upuszczały na Wyspę, jakoś tak nie umiała bez nich być… ale czasem nawet ona musiała wytchnąć pomiędzy pniami w lekkim zagłębieniu, tuż przy smoku co lubił dzieci saute, nawet bez soli, przy starym murku… I się nie bujać. Nie przewiewać, nie szorować dupskiem po mokrej trawie, nie powiewać sobą…

W takie dni, gdy wiatry uprawiały dziki seks grupowy z Panią Wyspy, Wiedźma Wrona wolała jednak dziwną spokojność swojej Chatki, niechętnej wietrzanym umizgom, aseksualnie spoglądającej na wszelkie podrywy, niż ową chuć.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_5067 (2)

Z cyklu przeczytane: „Umrzeć po raz drugi” – … cudo! Serio! Znaczy ogólnie lubię Tess Gerritsen, ale ta powieść… miodzio! I nie chodzi tylko o to, że znów w niej Rizzoli i Isles, ale przez zbrodnię. A może tak naprawdę kilka ich? Bo przecież jedno ciało wiosny nie czyni, ale kilka…

Oto opowieść wielowarstwowa, z jednej strony Boston, z drugiej Botswana, tutaj zwłoki świeże, tam pamięć o tych, co już nie wrócą. Tutaj zwierzęta, dzikie, w pełni swej wolności i Zoo, a do tego wypychacz zwierząt potraktowany tak jak one… Tylko, czy rzeczywiście jedna zbrodnia może  być dowodem na seryjnego mordercę? Czy naprawdę ciała z trzema nacięciami na dwóch kontynentach, można powiązać?

Dwie kobiety, a właściwie trzy. Każda ze swoją traumą, każda ze swoim koszmarem. Każda coś przeżyła, co ją zmieniło, ale nie każda sobie z tym poradziła. Jak zwykle pasjonująca opowieść i choć można się domyślić kto zabił, wciąż wciąga!!!

IMG_6120

… i ucichł.

Dziwnie jest, gdy wiatr ucicha po tygodniu wiania. Nagle coś nie pasuje, czegoś brakuje, nagle wszystko jest inne, dziwnie ciche i nieruchome, jakby.. świat się skończył. A przecież to nie jest możliwe? A może jest? Może po każdej wichurze, huraganie i wszelkiej sztormowości świat się odradza? Może tak naprawdę wszystko się skończyło i świat był kompletnie wyłączony przez pięć wietrznych bardzo dni? I tylko ludzie niczego nie zauważyli, bo nie dość, że byli zajęci swoimi dziwacznymi, martwymi sprawami, plastikowymi zabawkami, plastikowym jedzeniem i wszelką plastikowością, to na dodatek dawno już utracili to coś. Ową własną naturalność, dzikość i wszelką ludzkość? Zapomnieli o niej i o tym, że są częścią tej planety, tej Ziemi i tego Kosmosu. I nie zauważyli, że świat się skończył. Znowu. Tak w ogóle, to od dawna już tego nie zauważają. Niektórzy tylko czasem czują ból w dziwnej kostce, tudzież jakieś zawroty głowy, mają koszmary, albo czują strach całkowicie nieuzasadniony. Cała ta naukowość strasznie wszystko spieprzyła. Pewno, że jutro odwołają to, co uznali dzisiaj za naukową prawdę, ale kto o tym pamięta. To co dziś naukowo święte, potem zostanie zdetronizowane… Znam to.

A wcale tak długo nie żyję!!!

Nie wieje.

Nawet nie pada. Temperatura nadal nazbyt wysoka na zimę, co oczywiście usprawiedliwia dziwne zagmatwania Tubylców. Skarżące pienia Listonosza Gburka, który narzeka na technikę i co rozumiem… Paczki zaginione i te, które przyszły zbyt wcześnie. Świat się potrząsnął i obsypały go plastikowe płatki. Wiecie, jak tą śnieżną kulę, ino Wyspa w tej kuli chyba stała na słońcu i nazbyt się podgrzała. Czasem tak myślę, że co jeżeli jesteśmy taką sporawą śnieżną kulą z wymiennym wkładem? I dziwny, owłosiony olbrzym czasem nią potrząsa, a czasem ona sama jakoś tak mu wypada z dłoni, toczy się po kamienistej podłodze, wpada na dywanik wypleciony z ludzkich włosów… przecieka. A on tego nie widzi? A co, jeżeli czasem zapomina o nas na dłużej? Wtedy mamy lato, bo stoimy na tym oknie i jest nam ciepło, znaczy Wyspie jest… a czasem bawi się nami, podrzuca, zabiera na spacerek, może nawet wiruje nami i wtedy mamy wiatr. Może i czasem gra kulą w siatkówkę, czy inną piłkę?

IMG_6568

Tia…

Melduję brak skandali w ostatnich dniach. No poza tym całym czymś o biedzie. Bo widzicie, nagle się okazało – co większość już wiedziała i czego boleśnie była świadoma, że jesteśmy biedni. Znaczy ogólnie mówiąc Wyspa jest. Bo tak naprawdę ceny mamy ogromne i mało kogo na co stać, a Turyścizna i tak wolałaby za nic nie płacić. Czy oznacza to bankructwo Wyspy? Czy rzeczywiście wolno nas zasypać uchodźcami i odpadami radioaktywnymi? Kurcze… martwię się. Bo szkoda Wyspy. Wiem, jak to brzmi, ale serio mi jej szkoda. Przyrody, spokojności i chwiejności, owej mokrej rzeczności i źródeł no i całej… urody. Tej ciszy i ciemności, a potem rozświetlonych nocy. Tego braku sklepów i względnej dzikości…

Tak, jestem sentymentalna i ważniejsze są dla mnie drzewa niż fabryki rzeczy kompletnie idiotycznych. Bo tak serio… nie da się żyć bez natury, bez drzew i tlenu, ale bez plastikowych obrzydlistw da się jak najbardziej! Serio! Żyłam tak i to było całkiem dość niedawno. Całkiem… a może tak naprawdę był to inny świat i inne życie i całkiem daleka przeszłość? Serio! Spacery po centrum handlowym nie są tym samym, co spacer przez las! Całkowicie. Pomijając fakt, że las jest właściwie za darmo! Macie tylko wydychać, a w zamian wdychać i tyle. Finał pieśni.

A teraz czekamy znowu na wiatr. Na wichurę wszelaką, niesamowitą i podobno znowu nadzwyczaj bardzo silną. I wiecie co? Cieszę się z tego, nawet jeżeli rąbnie mnie ona znowu w psychikę, bo to jest Wyspa. Inny świat w innym wymiarze wszystkiego. Wyspa, czyli schronienie. Jedyne miejsce, gdzie można uciec, schować się i zwolnić, choć i u nas nie brakuje wariatów, co chcą techniki, jeżdżą jak wariaci i ogólnie mówiąc narzekają, że Wyspa nie jest Kopenhagą. A cała reszta… cała reszta jest normalna, chociaż może dla innego świata zachowujemy się lekko nieszablonowo? Może zbyt często patrzymy w morze, gadamy do skał i głaskamy drzewa, na dodatek pijemy z drzewami zostawiamy skrzatom nie tylko cukierki, no i trollom oczywiście, ale i piwo! I to najlepsze, nie jakiś bluzgi, o nie!!! A pogaństwo wciąż tutaj trwa… właściwie, to wszystko to, co nim nie jest, jest tak naprawdę bez sensu.

IMG_6441 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.