Pan Tealight i Pantofelek…

Ojeblik – mała, ucięta główka, się obraziła. No zwyczajnie i na całego. Do końca i na zawsze zawsze. Trudno ją za to ganić. Poczuła się całkiem niekobieca i niezauważalna i ogólnie mówiąc, dotąd pewna swojej urody i frywolności, nagle przygasła, a wszystko przez cholernego kaloszka w różowe cętki.

I to bez pary!!!

Kaloszka zapakowanego w folię całkiem prześwitującą, z dołączonym pierścionkiem, suszonymi kwiatkami w typie potpourii i przewiązanego wielką, krzykliwo-rdzawą kokardą z perełeczkami. Zaadresowanego do: stópki najpiękniejszej panny. Kaloszka, który wprowadził zamęt w Białym Domostwie, bo chociaż do wiosny jeszcze daleko, to nagle wszyscy zaczęli ją czuć, znaczy wszyscy babskiego rodzaju… I zaczęło się strojenie, mazianie, gotowanie miłosnych eliksirów, pacanie maziajowatych maseczek, szycie, walki o koraliki, bitwy o pończoszki i potrząsanki o wszelkie świecidełka, które można było do siebie przyszyć, lub przylepić.

Pan Tealight od razu, gdy tylko nadepnął na ową różową paziaję wiedział, że coś jest źle i będzie jeszcze gorzej, dlatego ewakuował się i zamieszkał w Spiżarni Chatki Wiedźmy. Tam może nie miał takiego zamieszania jak w swoim fotelu, ale miał spokój, jedzenie, no i raczej mało obliczalną Wiedźmę Wroną pod nosem. Ta przynajmniej nie była zainteresowana przymierzaniem, czy cokolwiek z tym robieniem, no kaloszkiem. Nawet nie popatrzyła na pierścionek… guma ją odpychała chyba? Ni nie sztachnęła się płatkami. Po prostu… kopnęła to, naraziła się kobietom Białego Domostwa i umknęła, porywając ze sobą furkoczącego inwektywami Ojeblika. Teraz obydwie siedziały nad herbatami gęstymi od cukru i syropu i użalały się nad sobą…

A gdzieś tam był drugi kaloszek i tiurlilował swoją miłosną pieśń, wzywając swoją połówkę, by powróciła z wygnania.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_3067 (2)

Na Wyspie fajnie jest!!!

Serio. Znaczy, jeżeli chcecie wielkich marketów to nie. No i wszelakich głośności, to też nie. A i lubicie łazić w szpilkach, to raczej, no wiecie… chyba że nakładacie na nie kaloszki, to może? No i jeżeli uwielbiacie wyjeżdżać na chwilę gdzieś tam, to też nie. I… właściwie, to chyba już wszystko, w końcu w tych czasach moża większość zamówić przez internet, więc stan sklepu ma małe znaczenie. Oby było mięsko jakieś, chlebek i masełko, to gra gitara. Aaaa… leki, tak, te też lepiej zamówić. I jeszcze, no dobra, wielu takich spraw na Wyspie nie ma, ale przecież w zamian dostaniesz coś innego…

Ciszę, spokój i nagłe do natury się przywrócenie. Możecie też sobie tatuaż zrobić, czy zostać wymasowanym, więc bez boja, mamy spa i siłkę. Zresztą, komu potrzebna siłka, jak można pobawić się w lesie, lub kamienie ponosić na plaży? Wszystkiego czego na pewno potrzeba, to woda czysta, powietrze i dach nad głową. To jedzenie i… no cóż, dla niektórych i internet, dzięki czemu mamy rozkopane drogi ostatnio i wielu klących ludzi. Ekhm, wiecie, zwyczajowy Tubylec, może i chodzi w odblaskowych ciuszkach, kaloszkach, czy też trepkach, ale jednak potrzebuje internetu. I to nie tylko dla porno! Zresztą, tutaj przecież każdy w końcu znajduje sobie kogoś, by się ogrzać…

No dobra, Wyspa… w okresie, w którym wszystko śpi jest serio całkiem intrygująca. Mały Antropog Kulturowy miałby niezłą zabawę. Gdyby tak sobie łaził po uliczkach i ścieżkach, po drogach i sporadycznych chodnikach, czasem mógłby kogoś spotkać. Kogoś z pieskiem, Obywatela Turyścizny, który zagubił się tutaj i nazbyt boi się powrotu promem… Wiecie, szczególnie po ostatnich problemach promowych. Wyobraźcie to sobie… siedzicie na środku morza w sporej puszce aluminiowej, na dole auta, ludzie dookoła i nagle… gasną światła!!! Nagle wszystko spowija idealny mrok. No dobra, może kilka ajfonów trochę to rozgania, ale jednak, na środku morza siedzisz w ciemnej puszce. Co wtedy czujesz poza wielkim strachem? Nie wiem i nie chcę się przekonać. Albo fale takie, że nikt nie jest w stanie ustać i każdy, ale to każdy… rzyga!

Widzicie, Wyspa jest cudowna!

IMG_0071 (2)

Naprawdę jest cudowna.

Bo widzicie, w życiu można się obejść bez wielu rzeczy. Ale i bez wielu nie można żyć, więc dlaczego Wyspa? Może dlatego, że cisza i ciemność jest fajna. Oczywiści jak nie buja i stoisz na ziemi. I gdy potrafisz zwolnić trochę i zapatrzeć się na liści i skały, na gałązki i drzewa, na rzeczki, a nawet na kałuże?

A nawet popłakać, bo śnieg topnieje. Umierają małe Śnieżynki i Panowie Śnieżynkowie… a może tylko powracają do domu? Może byli tutaj przelotem, przejazdem i wszelaką przepadnością? Może były w drodze na dół, może naprawdę tylko się zatrzymali na chwilę na Wyspie? Ot zabawiły się ze sobą i nami? A może… może to rzeczywiście rytuały godowe? Może Wyspa jest Galapagosem dla wszelkiej śnieżnej płciowości? No dobra, a może to jednak miejsce, z którego pochodził cała wyobraźnia tego świata? Gdzie uwięziony w wieży książę zjadł Księżniczkę, która chciała go uwolnić i poślubić oczywiście, a potem puścił się ze smokiem?

Czasem się zastanawiam jak to jest z Wyspą i domami? Czy przenika ona przez ściany, czy pozwala każdej rodzinnej tak, czy inaczej, komórce tworzyć swój własny ekosystem? A może nie można się na Wyspie schować przed nią samą? Czy wyglądając przez okno widzę to, co widzę, czy też to, co Wyspa chce pokazać… Oj dobra, po prostu, gdy dookoła ślisko i mokro i człowiek boi się wywinąć papugę na chodniku, to tylko wyglądani przez okno mu zostaje. I patrzy na ten topiący się śnieg, szaloną zieloną trawę wyglądającą spod owych smętnych resztek… to jakoś mu to wystarczy, ale też goni człowieka do wszelkich przejawów artyzmu. Może dlatego istnieje taki czas spokojnej senności? Senności dla Wyspy, ale nie dla wyobraźni? Czas, by utrwalić wszelkie wspomnienia, ale i jednocześnie pracować nad nowymi. No i wiecie, zapełnić galerie, w końcu tutaj jak wszędzie, wszystko się kołem kręci, więc i znowu nadejdzie sezon i Turyścizna

Fajna jest taka cykliczność… nawet jeśli za nic nie mogę dostać czekolady Milka… no nigdzie jej nie ma!!!

IMG_7235

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.