Pan Tealight i Makolągwa Bźdźwiągwa…

Miągwa, Bźdźwiągwa Makolągwa… a przynajmniej tak brzmiało zaproszenie. Widzicie, bo to nie tak, że napis ów, jak to mają w zwyczaju, widniał na lekko kremowym, grubym, falowanym papierze, nie, on nie widniał tylko, on brzmiał. Literki złote, lekko się poruszały i zwyczajnie… nuciły. Może i odbiór był całkiem podświadomy, może i była to magia… może… nawet i było w tym coś nienaturalnego? Te wszystkie różyczki, aniołki i złote kóleczka, te wszelakie bukieciki do tego dołączone, no i okrutnie zniewalające, otumaniające zapachy, jakby ktoś serio zastąpił słonia w dziale wszelakiej perfumerii, czy jak to się kiedyś zwało… drogerii?

Ojeblik – mała, ucięta główka, zwymiotowała śniadanie i obiad. Znaczy ogólnie od wczoraj wszyscy się kiepsko czuli, bo coś czuli… ale jakoś nikomu do głowy nie przyszło, że ta cała zniewalająca wymiotnie aura wypływa ze skrzynki na listy. Że te szepty jątrzace miłosne strofy, właśnie tam się skryły. Dopiero dziś rano, gdy Pan Tealight przeszedł się po gazetki, coby wiecie, Smokowi z Komina wyłożyć kuwetę… a Wiedźmom z Pieca pomóc kręcić skręty, sprawa się wyjaśniła. Niestety w wyjaśnianiu brała udział też Wiedźma Wrona Pożarta, więc… tak…

… dobrze, że ona nie lubi śniadań…

I wystawnych przyjęć. I spotkań z bardziej żywymi… zresztą wszyscy niepotrzebni nie lubili. Nie rozumieli pacykowania się dla innych, siedzenia przy stole, owej sztywności i picia, by zapomnieć. Dwóch małp w środku, szczerzących się, lekko poniewieranych przez całe towarzystwo…

Nie no!

Oczywiście, że wszelako żeńskie elementy Sklepiku z Niepotrzebnymi, jak i sama Wiedźma Wrona, charakteryzowały się romantycznym usposobieniem. Czasem, dając się wyliczyć w czasie, ono lekko kulawiło, ale dajcie im serduszko, dajcie róże… przynieście ciastko w kształcie stokrotki, albo i zwyczajne pudełko czekoladek, kartkę z wierszykiem, misia z kokardką. Albo goździki w doniczce… i już…

… rozmiękają.

Ale wesela, to co innego!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9414 (3)

Z cyklu przeczytane: „Geek Girl” – … księżniczką czy mądralą? Tak naprawdę, kim chciałybyście być? Czy wciaż jeszcze liczy się inteligencja? Wykształcenie? Wszelaka mądrość? A może… wszystkie tylko chcecie być modelkami?

Holly Smale, gdy miała 15 lat, została modelką. Raczej chyba się jej nie spodobało, bo wróciła do szkoły, skończyła z modelingiem i wzięła się za pisanie. Tak, to nie ona jest bohaterką tej książki (początku serii), ale Harriet. Jednak… gdy tylko przeczytacie krótki opis i zagłębicie się w internetowe biografie zrozumiecie, że… to jednak opowieść o niej. Mądrej i pięknej. Zwyczajnej nastolatce. Może dlatego jest tak… prawdziwa? Może dlatego tak bardzo… szokuje?

Ta książka to monolog, pamiętnik, coś pomiędzy. Zwyczajne, pełne wątpliwości i pytań życie nastolatki. Życie kogoś, kto wiele przeżył i ma świadomość, że tak naprawdę to dopiero początek, ale też zwyczajna, zabawna historia. Lekka, ale nie głupkowata, dobrze wdzierająca się w codzienność. To opowieść o planach, nadziejach i o codzienności. Zgryźliwe spojrzenie na modelkową codzinność…

Ot opowieść o życiu, współczesnym, młodym.

Może i nawet bardziej niż prawdziwa. Sama autorka opisuje ją jako… nietypowy katharsis. O wszystkim, o codzienności po, o tym, co wydarzyło się potem i, jaki będzie dalszy ciąg tej historii, możecie przeczytać tutaj!

IMG_9826

Zastanawiacie się czasem…

… nad tym, by się nie zastanawiać. By przestać myśleć o tych kredytach, o sąsiadach, co to kupili se nowy samochód, czy co tam teraz jest modne? Widzicie… mieszkając na Wyspie – mimo iż to Dania, gdzie większość szaleje za nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi… gadżetami – człowiek jakoś tak powszednieje i ubiera się jak menel… znaczy w innych częściach świata to się teraz pewno szafiarka nazywa, czy coś? No wiecie, spodnie powycierane, szerokie, porozciągane, zwykła bluza, czy koszulka. Sporadycznie spotkacie kobietę w szpilkach i spódnicy, tudzież całym tym żeńskim garniaku! Znaczy… no dobra, powinnam powiedzieć, że wierzę w to, iż można spotkać taką kobietę. Ja takiej nie widziałam. Serio. Ostatnio widziałam taką, ech… chyba trochę lat temu. A już babkę z makijażem, poza zbuntowanymi nastolatkami oczywiście, to serio wieki temu. Ale bez przesady, wszyscy są śliczni, tacy dziwnie młodzi, zaradni i uśmiechnięci i wyluzowani. Jakby nie potrzebowali tych reklam o odchudzaniu, botoksach i innych szitach. W kończu Wyspa radzi sobie z dojrzewaniem całkiem nieźle.

Może coś z niej i na nas skapuje?

Mój sąsiad nie ma nowego auta i chodzi w dresach. Drugi ma nowe stare i dwójkę dzieci. Żonę też ma. I wiecie co… też im chyba dobrze, bo jak ten facet skacze do małego baseniku z córką i małym synkiem, rechot się rozchodzi, no i lekkie tsunami też. Ale o co mi chodzi? O to, że wszyscy jęczą, iż teraz każdy gapi się w telefon. A ja… a ja jeszcze tego nie widziałam. Za to widziałam ludzi wpatrzonych w morze, wglapionych w skały, kobietę siedzącą na skałach zapatrzoną w drzewa. Nie wiem, ale czy to serio tylko ja? A może naprawdę żyję na Mniejszym Krańcu Świata? Bo widziałam faceta zbierającego kamienie, który jednocześnie gadał przez telefon – na uszną modłę – nie przeszkadzało mu to jednak powoli, kamyk za kamykiem ładować sobie bagażnik. Ekhm… sama też wzięłam trochę kamieni.

IMG_8765 (3)

Nie zastanawiać się…

Po prostu iść do przodu, reagując tylko na to, co się dzieje? Czy to w ogóle jest możliwe? Nie widzieć reklam? Bo mimo braku telewizji, radia, gazet, to wiecie, te reklamy wciąż na człowieka wyskakują. Atakują go, odgryzają kawałek nosa… i nagle stoisz tak, smarki zmieszane z krwią i zmiażdżoną chrząstką ścieka ci po zmasakrowanej twarzy, ale mimo odczuwalnego bólu myślisz tylko, jak możliwe jest życie, takie jak toczysz cały czas, gdy nie masz ajfona?!!! I jak w ogóle możesz oddychać nie fascynując się serialem Gra o Tron, tudzież nowymi Avengersami? Bo są nowi, co nie? Czy tylko mi się wydaje? W jakiś dziwaczny sposób zakochałam się w G. R. R. Martinie, gdy był ino papierem… i wiecie co, to mi wystarczy. Tak, było to wiek temu, ale wciąż… starczy. I wiecie co, kręcić sobie mogą, a mnie to jak woda spływa… po sąsiednim budynku.

Ale zastanawiam się.

Dlaczego kurcze wcale mnie to nie kręci? Co jest ze mną źle? A może to Wyspa? Wdarła się w moją mózgownicę, pozmieniała tam, posprzątała, poukładała po swojemu i co, zwyczajnie jakoś tak… na swoją modłę przekształciła? Ale, chyba nie? Przecież tak naprawdę telewizję rzuciłam już dawno temu. Ale jednak… czemu mnie świat współczesny nie zaspokaja? Zaraz, no przecież miałam się nie zastanawiać?!! Nad tym, że nie mam tego kremu, co mnie ma odmłodzić na zawsze, kasy na operacje plastyczne, tudzież ogólny tuning, malowaie i jakąś tam tapicerkę wnętrza, zewnętrza, pochwy, a może i cienia? Czy odchudzają teraz cień? W końcu ta współczesność taka jest porąbana, że może i do tego doszli, a ja niczego nie wiem…

Albo są te quizy! Wiecie, w typie: zgadniemy twój wiek, wiemy ile ważysz, jakim kwiatem jesteś, tudziez jakim Muminkiem… Wszyscy klikają i się cieszą. Może problem w tym, że wiem jakim jestem Muminkiem? Zawsze od zawsze Buką zmutowaną z Małą Mi!!! Niektórym nie wystarczy jedna strona medalu! Muszą mieć ich co najmniej pięć! A co się będę ograniczać! Tego właśnie uczy Wyspa… nie ograniczać się, wiedzieć czego się chce, a jak się nie wie, to wybierać i pizzę i lane kluski, a na deser lody z sernikiem! Bo czemu nie? Właśnie, czemu nie? Przecież jak można wszystko, to można i zwyczajnie wybrać… co się chce. Można… a jak można i nikt nie zakazuje, to ubaw mniejszy… może o to chodzi z tymi quizami? A może nie? O czym to ja mówiłam? No cóż, o tym, by się nadmiernie nie zastanawiać i po prostu iść. Wybierać drogę, potem wracać, cofać się, a potem… przespać w krzakach może?

Makolągwa zwyczajna i trznadel… ostatnio upolowane. Aparatem oczywiście! Piękne bestie!

IMG_8808

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.