Pan Tealight i Sensu Wiedźmy Bytu…

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki właściwie nie wierzyła w SensSwojegoBytu… a dokładniej uznawała, że sensu żadnego w bycie własnym nie ma. Bo i jaki miałby być? Jako kształtny i jako kolorowy? Czy obły, czy chropowaty? A może wygórowany i niedotykalski? Nizinny, czy też kompletnie doła zdobiący? Jaki jest w ogóle sens w byciu… wiecie owym byciu nie tylko wiedźmą, ale czymś, co właściwie nie istnieje? Bo i jak to coś opisać i definicjami opasać? Jak podczepić pod ogólną systematykę nie końca ludziny?

Jak zrozumieć coś, co samo siebie nie pojmuje…

… dlatego poszła nad morze. Poszła, gdy mrok począł zapalać światła ulicznych latarni, w oknach, świeczki dygotały, bojąc się nagłego zgonu z ramion okrutnych powiewów, a na krzakach bijące po oczach kawałki lustra Królowej Śniegu, topiły się w kształtne kule i łezki. Poszła, bo nie było sensu, by zrobić coś innego. Dreptała śliską, lekko lodowatą drogą, w której migotały światy niechciane.

Do portu…

Ale tak jak fale wszędzie zwykle biegły by ją powitać, zmoczyć i zatiopić, a dziś wieczorem wyrośnięte były na drożdżach i chemicznych dodatkach E, tak tym razem naburmuszyły się i wybiły w górę… Nie chciały jej. Dlatego zrobiła krok i kolejny i znowu ślizgając się na oblodzonych kamieniach… Wtargnęła w morze, ale ono natychmiast się rozstąpiło i dookoła niej były tylko wilgotne, dziwnie nieprzyjazne, spiczaste granitowe ostańce. Morze tym razem, po raz pierwszy od kiedy oddychała, po raz pierwszy od kiedy stała się myślą, a nie tylko obrazem czyjegoś podobieństwa, nie chciało jej.

Może i nie było sensu?

Stojącą na daleko wbijającym się w otmęty betonowym mostku, była smutnie i wstydliwie sucha. Oszukana. Obserwowały ją co prawda tylko okna kamieniczek i kilka nazbyt zajętych telepaniem łódek, ale i tak czuła się zakłopotana. Dwie flagi nad nią, zanurzone we własną łopoczącą muzykę nie zwracały może i uwagi… ale było pośród sztormu i odłamków luster, pośród błąkających się cieni i świateł lamp owo zadziwiające, niepokojące wszystkich… i COŚ JESZCZE.

… zajęta sobą nie zauważyła nic więcej. Odeszła moknąc, nie widząc wielkiej fali rozlewającej się za nią, znaczącej jej ślady łez swoimi własnymi łzami.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Książka na dziś!!!

Wybaczcie moje nadmierne podniecenie, no i to jakże niewinnie, może i niezbyt odpowiednio do wieku metrykalnego, drobię stópkami – nie, nie chce mi się siku – ale nie wąchałam nic nowego od miesiąca, a tutaj taka niespodzianka! „Saga o Rubieżach tom 2” pierwszy mnie urzekł i powalił, a drugi zaczyna się tak… i tak cudownie, pasjonująco pachnie!!!


Z cyklu przeczytane: „Dziewczyna, która chciała zbyt wiele” – muszę przyznać, że jestem zaskoczona. I to pozytywnie, czego, powiedzmy sobie szczerze, nie spodziewałam się zupełnie!!!

Powieść jest prosta i naturalna. Bohaterowie dziwnie zwyczajni, ale też nadzwyczajni, i chyba dla każdej młodej kobiety, tej przebywającej w owym rozgwieżdżonym ekosystemie hormonalnych wrażeń, kiedy zwyczajnie się kocha lub nie, będzie to naprawdę wspaniała rozrywka. Nie epatująca wydumanymi problemami… taka codzienna, a jednak… i coś więcej.

„Nie mogę powiedzieć ci prawdy” – kolejna powieść z najnowszej serii dla młodych kobiet Wydawnictwa Jaguar. I choć nie ma tu smoków, zombie ni wampirów, muszę przyznać bez bicia, że coś w tej historii jest. Przyznam, że nigdy nie przepadałam za taką literaturą – czytałam Winnetou! – ale w tej historii, mimo iż może spoza mojego finansowego pułapu bohaterów, nie ma nawet tej odrzucającej dziwności świata, tych problemów na wyrost, a i przyznam, że to, iż bohaterowie nie idą od razu do łóżka, też jakoś mnie przekonuje – z punktu widzenia starej już Wrony

Może i to nie do końca mój „target”, ale przeczytałam bez bólu. Co więcej, naprawdę można dzięki tym powieściom powrócić do tego czasu, gdy świat miał inne problemy… zrozumieć ponownie jak wiele często młodość nosi na barkach…

… wiecie co? To by były niezłe historie dla Mam i Córek!

Recenzje: „Gonić króliczka” i „Błędne siostry”.

Na Wypie kropla za kroplą zima wciela się w morze, wilgoć ciągnie ku wilgoci, tęsknie i pierwotnie tak jakoś… spod lekko przybrudzonego śniegu, miłosiernie dotąd skrywającego innych brud i obdrapania, wyziera to, co trzeba zrobić. Ściany wołają chrapliwie – wciąż jednak czasem mrozi, węc grypka nadal panuje – o nowe kolory. Marzą o innych odcieniach, może w tym roku pójść w żółcienie? A może błękity jednak, czy też tradycyjnie dosłownie krwista czerwień?

Ale co teraz w modzie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz