Pan Tealight i Senny Sen…

Pan Tealight śnił.

W jego szarej głowie toczyły się bitwy i łamano namiętnie serca. Stwory i potwory były codziennością, a zło nosiło imię Normalność. Dziwaczność Namolna władała czarowną krainą, w której tylko Śmierć nosiła imię Nuda. Mieszkańcy tego świata nigdy nie zamykali oczu i zawsze otwierali uszy. Nikt tutaj nie zakładał skarpetek na prawą nogę, chyba, że tak akurat mu się chciało, a zabawne nosy dostawało się przy narodzeniu. Rękawiczki z piszczącymi odciskami były ostatnio w modzie, ale wszystkim bardziej podobały się klekoczące uszy. Pierdzące poduszki były nader passe, ale Szkoła Odgłosów Nadzwyczajnych przechodziła oblężenie.

Choć zdawać by się mogło, iż była to nader frywolna kraina, to jednakowoż prawa i obowiązki były spisane i przestrzegane. Chociaż tak naprawdę spisano je atramentem niesympatycznym i nikt nie chciał ich oglądać. Nie pachniały też fajnie! Wielu podejrzewało, iż Dziwaczność Namolna ukryła je w jakimś srebrzystym miejscu, zbudowanym z łez, ale… nikt nie chciał go odnaleźć. Bo i po co. Łzy były dobre tylko czasami. Ot by odświeżyć wzrok, tudzież trochę otumanić wybranka serca. Ale zawsze musiały to być własne łzy, a nie cudze. Ekipa Troskliwych Budzących, która pilnowała porządku w tym świecie, często zbierała zagubione krople i przekazywała latającym stworom, by zwyczajnie wyniosły je najdalej stąd… Nie oznaczało to jednak, że nie istniał tutaj Smutek. Był jak najbardziej obecny, choć niewielu potrafiło go zdefiniować…

Pan Tealight śnił, ale Sen był bardzo śpiący, więc też zasnął… i śnił własne sny.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


PS. Recenzje: „Osiem” i „Hyperversum”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz