Pan Tealight i Mglista Nenufaria…

„Romantyczność…

Raczej nikt nie podejrzewał, iż ten dzień, zwyczajnie mglisty, lekko wilgotny a i suchy w tym samym czasie, nie tyle ciemny, co szaro-srebrzysty i… dość okrutnie śpiący i jeszcze głodny, bo jakoś nikt nie zaproponował Ojeblikowi śniadania do jej szufladkowego łóżeczka… no nikt nie podejrzewał, że okaże się być tak… mało zaskakującym, nudnym wprost. Wcale a wcale nic sie nie wydarzyło. Wszędzie było cicho, zegary nie cykały, dzwonki nie dzwoniły, większość wyposażenia Białego Domostwa zwyczajnie się lenił i nicnierobił. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki, które w końcu po trzymiesięcznej abstynencji dostała coś do czytania, postanowiła dać sobie na wstrzymanie z robotą i tylko czytać. Jak zwykle poległa i tylko azaliż tęsknie spoglądała na świeżutki zastęp karteczek klikając w klawiszki i przekłądając kamyczki…

Nic się nie działo. Serio, całkiem nic. Nawet to, co ukryte, o czym wiadomości miały dopiero dotrzeć na Wyspę… tyż spało. No kompletnie nic się nie działo i chyba dlatego Ojeblik wybrała się na wycieczkę. Wycieczkę po wewnętrzu. Po schodach i podziemiach, dachach i kominach, po stopniach i progach, ścianach i oknach… no wiecie, ot tak po prostu… zwykłe wścibstwo i tyle i całkowite pragnienie niezmoknięcia, możliwe tylko pomiędzy ścianami.

No i tak się turlała i podskakiwała. Większość nawet nie podejrzewała jak ogromne było Białe Domostwo wewnątrz, jak bardzo powalające. A ci, którzy mieli jakieś pojęcie, to wiecie, albo byli zombie, albo już nie żyli całkowicie, albo kruszeli w spiżarni, bo pewne tajemnice muszą pozostać tylko i wyłącznie tajemnicami. Jej powiązane w warkoczyki włosy lekko podskakiwały, sprzątały i wilki i koty spomiędzy kątów, przeszkadzały, wkurzały, ale niektórym nawet pomagały, bo co to za alchemia, jeśli nie ma na czym wypróbować smakołyków… a ostatnimi czasy Pan w Spiczastej Czapce mieszkający w Jaskini pod Schodami coś znowu kombinował. Duchy w ścianach nawet uważały ją za pewną rozrywkę. Gdy tak kurcze była w stanie wcisnąć się w każdą szparkę, w każdy pozostawiony but i papierek.

Jednak… w pewnym momencie pojawił się krzyk, potem dziwny łoskot. Z dłoni zbyt wielu wypadły skrywane wstydliwie sekrety, wszelkie wilgotności zadarły nosa… coś się zmieniło, coś poskładało. Ojeblik wróciła na swoje posłanie blada i dziwnie drżąca. Nigdy nie powiedziała, co widziała. Nie przyznała się, co sprawiło,  że zamilkła na tydzień. Nie narysowała tego, nie pokazała na lalczanych główkach w gabinecie psychiatry… nie pisnęła, nie wyartykułowała uszami. Ale podobno nauczyła się, że czasem lepiej nie pukać przed wejściem, że czasem lepiej nie zamykać oczu… nie zaglądać przez ramię czytających. Bo sekrety winny czasem zostać sekretami.

A Pan Tealight nauczył się chować swoje zboczenie troszkę bardziej i obwijać harlekiny w papierowe okładeczki z męskimi obrazkami.

A ona? Cóż, jej w ogóle nie było… to tylko mgła, mgnienie, oj tam zwyczajnie jakaś spiskowa teoria, całkowite zaćmienie zmysłów.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_2666 (2)

Książki!!!

IMG_2562

Książki, książeczki, książunie!!! 3 miesiące nieczytania… znaczy wiecie, nieczytania czegoś nowego, żywienia się tym, co już przetrawione, miejscami wkute na pamkę… Nie wiem co z nimi zrobić. Nie wiem od czego zacząć… nie wiem. Czuję się, jakby ktoś mi dał telfon do łapy i kazał się nim bawić… a ja wciąż ciosam krzemienne siekierki.

IMG_2547

Oczywiście wymieniłam dostawcę. Tym razem, po upadku Merlina postanowiłam oddać się w ramiona innego maga… świniuch mnie zawiódł po raz ostatni! Wszystko tam teraz ma czas dostarczenia dwa tygodnie, a na dodatek nie wysyłają za granicę i wciąż robią w konia… jak mają upaść, to i tak jestem niska, może nie mam owłosionych stóp, ale jakoś tak wymieniam go na innego maga…

IMG_2548

Gandalfa!!! Przysłali szybko, sprawnie, a i dostałam zakładkę gratis!!! Małe, ale strasznie miłe to…

Ale dostałam też smakołyki z Nowego Targu!!! DZIĘKUJĘ!!!

IMG_2565

Mgła

Od kilku dni nie tyle wisi, nie tyle się przewala, tańczy i absorbuje dookolność, ale raczej przyciska wszystko do ziemi. Przywala i wciska się w każdą najmniejszą szparkę, pod każdy kamyk, pomiędzy gałęzi i kupki liści, w ludzi i samochody. Opada, przytłacza i namakrza wszystko. Może i dobra jest dla cery, może i owa szarawość sprawia, że jakoś tak nagle każdy kolor pasuje do otoczenia, ale jednak… Może i pachnie śniegiem, ale jednak przytłacza. Ciężka ta mgła, przyciska cię do ziemi, gdy tylko odważysz się w nią wyjść, więc z czasem zaczynasz się jej obawiać. Jakoś tak. Niczym nieznajomego radioaktywnego opadu, czy czegoś w tym sensie. A jednak… czasem dobrze się dać przekonać i wleźć w mgłę, bo wiecie co? Bo ona jest szalenie smaczna. Ta nad Gudhjem pachnie lakridsem i słodkością wszelaką, troszkę orzeszkami i mocno ciągnie karmelem. Taka troszkę jak mglista krówka ciągutka. Wychodzisz, prostujesz się i od razu wyciągasz jęzor. Bo czemu nie? No przecież w tej mgle nikt niczego nie zobaczy. Samochody ślamazarzą się nie widząc na odległość maski, więc co dopiero sporadyczni przechodnie? Ci, co musieli wyprowadzić pieska na większe siku, albo dziecko uśpić, czy coś w ten deseń? Kto mnie tam podejrzy jak mgłę wpieprzam? Wyciągam śliniaczek za pazuchy, sztućce i małą filiżankę. Wiecie, co jak co jesteśmy tutaj cywilizowani mocno!!! Do tego srebrny nożyk i już można i ciąć i obierać i wpierniczać aż się uszy trzęsą i popijać nie trzeba! Bo ona taka soczysta i wilgotna, nawet jak lukrem zajeżdża.

Taka mięciutka, rozpływa się w ustach…

Jak już się obeżresz mglistości, to się lżejszy jakoś robisz. Nie wiem w jaki sposób, bo przecież przez cały czas namakasz, ale jednak to fakt. W pewnym momencie nawet się wydaje, że mógłbyś pofrunąć, polecieć, wznieść się ponad mgły, ale próżne to nadzieje. Zostajesz na ziemi i dalej wcinasz mgielne spaghetti. Może to jednak nie był dobry pomysł? Bo wracając do domu zdajesz sobie sprawę, że zostawiłeś w amoku drzwi otwarte i teraz już nie możesz uciec przed ową mgielnością. Jakoś nie wiem dlaczego, ale w domu pachnie ona kiszonymi ogórkami, więc nie jest źle… w końcu ile można lecieć na tym słodkim, co nie? Wcinasz dalej, a mgła pcha ci się i do szafy i do łóżka, przymierza twoje ukochane ciuszki i strasznie je rozciąga, jakby się nabijała z twoich przyszłych kilogramów, a w łóżku zostawia wstydliwe, wilgotne plamy. Nosz kurcze i co teraz? Jak wygnać z domu mgłę? Jak ją delikatnie wyprosić, bo przecież jak się wkurzy, to jak nic sprawi, że znikniesz i choć to nie wydaje się być aż tak przerażające, to jednak kurcze… no jak zniknięty człowiek będzie jadł? Spał i żywotował? A może jednak się uda, może zniknięcie nie jest takie złe? Może tak naprawdę cała Wyspa zasnuta mglistością zniknęła i tylko niektórym promom wydaje się, że ją mijają, a jeszcze bardziej nielicznym, że do niej cumują? Może tak naprawdę jesteśmy tylko taką szklaną śnieżną kulką, której tymczasowo nikt nie porusza?

Może?

IMG_0066

Nie, to wcale nie dziwactwo, zwyczajnie jak się mieszka w dziczy, to nagle i dziko się myśli. Wszystko jest możliwe: jednorożec w różowych trampkach żłopiący dziwny koktajl z zielonkawej kałuży i wszelako mikry troglodyta w bikini, a już mężczyzna w jaskrawopomarańczowym wdzianku z serduszkową łatką na pupnym policzku to norma. Wiecie, taka tam wyspowa zwyczajność. Może to i ta mgła, a może jednak owo słonko, które od czasu do czasu zza niej wyziera – jakby kurcze szybki myło i za bardzo na nie dyszało, aż nie chce się myśleć, co też za tymi szybkami owe słonko wyprawia. lepiej nie myśleć, bo gdzie słonka ma te no… narządy? W środku, na zewnątrz, a może kurcze w promieniach i w rzeczywistości ono nas tymi narządami wciąż tak dopieszcza? Przyznacie, że takie ujęcie sprawy lekko wszystko komplikuje, czyż nie? I nage każdy sięga po krem, bo ochrona to konieczność. A niektórzy wybierają czapeczki ze srebrzystej folii, kaloszki z futerkiem i płaszczyki… Wiecie, dla każdego coś miłego, bo w końcu kto nas podejrzy. Turyścizny nie ma, a mgła dookoła, to co? Na youtuba nas nagrają? A gdzie tam! Wolność rządzi!!!

Ave Wyspa!!!

W internetach ludzie jęczą, że święta, że ozdoby, że coś tam, ciekawe jak by im było bez nich? Bez kolęd w sklepach, co ja mówię bez sklepów też. Z przymusem wyprawy za morze do IKEA, a potem spotkaniem połowy mieszkańców na tym samym promie. Oj tak. Jesień i zima uświadamiają nam jak bardzo Wyspa jest niewielka. Na pierwszy rzut ucha 40 tysięcy duszyczek zdaje się być ogromną ilością, dopóki człek sobie nie przypomni, że mieszkał we Wrocławiu. Tam jakoś jazda z Biskupina na Leśnicę nie wydawała się tak wielką podróżą jak z Gudhjem do Rønne. Hmmm? Czyli prawdą jest to, co mawiali, że mieszkając tutaj wszystko się zmienia. Nawet odległości. Ludzie zamiast dojeżdżać do pracy wolą zamieszkać bliżej… a mówimy o kilku kilometrach. Jakby epoki się wszystkim pomieszały, a może jednak chodzi tylko o to, że człowiek się przystosowuje do natury, a nie odwrotnie? Niby to logiczne, a jednak… Siedzisz w domu, czekasz na kuriera, który jak zwykle wczoraj poinformował cię, że Wyspa to Narnia, a szafy nie otwiera sie codziennie, więc czekasz…

Tia, na Wyspie często się na coś czeka. Albo na kogoś… i tylko mgła to rozumie. Powiem Wam, że ona serio rozumie wszystko!

Doskonale.

IMG_0070

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.