Pan Tealight i Parne Przejawy Codzienności…

„No było…

Może pojawiło się nadto wcześnie, może i tak by marudziła, gdyby zaczęło się miesiąć później… może… Nie, no wcale przecież nie ganiła Pani Wyspy za to, wcale a wcale, ale jednak… może?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4749

Z cyklu przeczytane: „Alice” – … ten tom jest inny. Bardzo inny, bardzo specyficzny, bardziej mroczny, babski nawet…

IMG_5489

IMG_4601

IMG_9854

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Parne Przejawy Codzienności… została wyłączona

Pan Tealight i Gubiąca Kolczyki…

„Była srebrnouszną, która śniła opowieść o Niebieskookich, dziwnych tworach, ludzkokształtnych, a jednak, nie ludziach… Była tą, która dzwoniła uszami, której wiatr nie dmuchał, ale prawdziwie grał na wiszących z małżowin sreberkach… Była… też tą, która jako jedyna na Wyspie natrętnie i nagminnie gubiła swoje kolczyki. Serio, nie miała pojęcia dlaczego tak się dzieje, ale fakt to fakt…

Wyspa była usiana jej kolczykami. To miejsce na przykład, z którego skradziono Wielką Jabłoń, było tym, które zgubiło długą, srebrną gwiazdkę. Na plaży Słimu zniknęło kilka kolczyków, między innymi te ukochane, kwiatkowe… A tam, no za rogiem, to dziwnym trafem poszły się paść te szkliste…

A może… a może jednak wcale ich nie gubiła? Może uciekały od niej, od tych uszków, natłoku, od ciągłej, telepoczącej się pracy, od brzęczenia i smerania? Albo… był niewidzialny, ale i całkiem niewielki złodziej, który uwieszał się na nich i po prostu ciagnął, ciagnął i ciągnął i wyciągał? Czy one tęskniły wtedy za nią? Za Wiedźmą Wroną Pożartą? A może… próbowały do niej powrócić?

Bo ona tęskniła…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9949

Z cyklu przeczytane: „Panowie i damy” – … one. Elfy. Piękne, cudowne, wzruszające, poruszające, dominujące, ale jakże słodkie. Niesamowite i…

STRASZNE!!!

A tak, oto w końcu przyszedł czas na to, by wybrzmiała prawda! Prawda o nich samych. Zaklętych w kamiennych kręgach, złośliwych, utrzymujących ludzi przy życiu tylko na czas zabawy. Popatrzcie w niebo, czyż nie spadają z niego płatki śniegu mimo… lata? Mimo tak radosnej chwili, jaką jest ślub byłej czarownicy i błazna? Tylko, kto uwierzy w jazgotanie starszych dam: Niani Ogg i Babci W.? No kto?

Niesamowita, zakręcona, pełna subtelnych wtrętów z przeszłości, opowieści niedopowiedzianych o życiu tej najstarszej, o jurności średniej od jeża i o niej, najmłodszej, która… która właśnie nie do końca jest pewna, czy chce być królową. Ech, te kobiety!

Oto są czarownice i magowie, siły natury i byty wszelakie, falliczne kształty i takie tam… wiecie, no przecież wszystko ma w sobie dwie kulki i armatkę, czyż nie? Ekhm, prawie wszystko! Oto jest i magia i głowologia, przygoda, emocja i dyskretne puzzle, które dopełniają ich historię… wiedźm!

Jak zwykle należy uważać na możliwość zmoczenia się podczas lektury!!! LOL

IMG_7814

Karetki…

A tak, główna zmiana na Wyspie w sezonie, to karetki. W zwyczajny czas raczej ich człowiek nie słyszy. Kompletnie. No może raz na kilka miesięcy. A teraz, z powodu Turyścizny i oczywiści ukropów, są… ich dziwny dźwięk wdziera się w tą całą naturalną naturalność niczym jakiś alieni dźwięk. Przynależący do innego świata, całkiem niepasujący do wron zrzucających mi na głowę jakieś dziwne, nie pierwszej świeżości, nie do końca opisywalne szczątki… Do ćwierkolenia, świergolenia, do tych wszystkich ptasich treli, kolejnych miotów ptaszyn pod naszym dachem, w kominku od wywietrznika, w dziwnych zakamarkach…

Aż człowiek nagle przypomina sobie o własnej śmiertelności. O bólu, cierpieniu, o tym wszystkim co jest i co będzie… bo przecież ból przeszłości już jakoś stracił na ważności, więc… karetki.

Po raz kolejny w gazetach problem uchodźców…

Problem?

A może jednak coś więcej? Bo przecież… No dobra. Jestem biedna, byłam, ale mieszkanie na Wyspie było tą jedyną sprawą, dla której warto było rzucić wszystko, sprzedać… a tak, zwykły człowiek nie może przecież ot tak się przeprowadzić, co nie? Nawet w EU, nie da się. Tralalalalala!!! Jeżeli spyliłeś wszystko, załadowałeś resztę na autko i wyjechałeś, nagle uświadamiasz sobie, że po pierwsze wynajem to koszmar na Wyspie. Koszmar finansowy oczywiście. W sommerhusach spać cały rok nie można, na dodatek też nie masz autka, bo ponownie musisz za nie zapłacić tyle ile w Polsce… więc żyjesz na kwaśnych jabłkach z ogródka i kluskach z mąki, wody i soli. Można? Można… warto, jeśli robicie to dla tego, co kochacie… w końcu Wyspa jest piękna, czyż nie? A uchodźcy? No cóż, w dziwny sposób ludzie pustyni nie doceniają wody! Mają gdzieś chłód drzew, spokój i pokój. Nie chcą Wyspy… i to wkurza. Poinformowani o przeprowadzce trzydziestolatkowie tak się wkuli słysząc słowo Bornholm, że pobili wszelkie służby…

Cóż… wkurza mnie to. Bo sorry, ale jestem z tych, co wiedzą jak to jest, gdy człek się boi i gdy nie ma niczego do jedzenia, i gdy pojawia się ten ktoś, kto chce ci pomóc, to bierzesz wszystko co ci dają i całujesz ich w zimne pięty…

Widać, za mało byłam biedna?

IMG_9963 (2)

Kocham ten wieczorny chłodek. Jakąś taką północność w powietrzu, którą Wyspa kończy czerwiec. Już za progiem lipiec! Gotowi na urlopy, czy jak ja, zwyczajnie jakoś tak lubicie pracować i… nie lezycie na plaży? Serio!? Co ludzie widzą w smażeniu się na piaskowej podkładce? I czernieniu, czerwonieniu i różowieniu? No co? Czy po prostu nie toleruję nadmiernego ciepełka, gorąca szczególnego, czy może…

… aż taką jestem dziwaczką?

No co! Kocham zimno!!!

W powietrzu oczywiście wisi sobie parny żar i człowiek czuje, dość wybitnie, że ten dzień raczej spędzi bezproduktywnie. Szczególnie, gdy już od w pół do siódmej remontują człowiekowi carport. I sąsiadowi, którego ustrojstwo styka się głośno z moją sypialnią… więc, no wiecie, w hałasie człek i tak nie ruszy… nie da rady. Trzeba wstać, i zabrać się do roboty. Można by uciec od hałasu w las, ale gorąc za bardzo przeraża… i ten południowy wiatr. Tia, południowego wiatru nie rozumiem. Gorącego, dziwnie piaszczystego, takiego wiecie, bardziej piling niż ino podmuch…  pustynna to rzecz, to wszystko. Lekko dusząca zapachem piramid, mumii i pradawności papirusowej. Słychać w niej krokodyle kłapanie, trąbienie słoni i strzykanie w żyrafich szyjach…

Afryka!

W wietrze jest wszystko. Naprawdę! Każda kraina, każdy inny świat, każde wspomnienie, marzenie, myśl jak najbardziej pokręcona. Wiatr ma gdzieś granice, trochę plącze się w górach, ale zwyczajnie GPS mu ostatnio trochę się rozstroił. Kocha gry komputerowe i naturalne, zwiewne krainy. Ma oczywiście też fetysze… szczególnie damskie uda jakoś tak mu działają na wyobraźnię… a jednak tutaj, nad Wyspą, jest jakiś jeszcze bardziej dziwaczny. Maca każdego, wdziera się w niewinność Turyścizny, szczególnie ten południowy… bo północy, to już nie…

IMG_0882 (2)

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Gubiąca Kolczyki… została wyłączona

Pan Tealight i Kamienne Trolle…

„Leżały.

Jedne takie gołe całkowicie, wiecie, kompletnie gładkie, albo ino odrobinę chropowate swoimi krystalicznymi wstawkami, wtrętami i żyłkami czegoś mineralnego inaczej. Inne znowu włochate mocno, lub miejscami, plackowato włochate. A właściwie, kurcze, to nie wiadomo czy one wolały włoski, czy nie włoski, znaczy raczej meszki, czy jednak… kurcze, trudno je spytać, gdy tylko mruczą, gdy ona je gładzi, gilgocze, pieści dziwnie dwuznacznie, ale każdy tylko się odwraca i wiecie, no… rozumie, tak? Miała srebrzysty grzebyk, bo z jej awersją do złota, to wiecie, nie można było inaczej… i je czesała. Z włosem i pod włos, jak chciały. Jakoś wiedziała, mimo iż wcale nie mówiły.

Nic a nic!!!

Opowiadała im bajki, nuciła kołysanki, śpiewała mocniej, nie do końca niefałszywie… ale nie protestowały. Nigdy sie nie zdarzyło, żeby któryś z nich uciekł, czy ją ugryzł. No chyba że ten, co leży przy Pałacu Mrówczym, wiecie tym z basenem, dwudziestoma garażami i wielką suszarnią odwłoków. On lubił, gdy one go tak podgrywały, gdy go łaskotały i uznawały za swój podnóżek. Kurna, submissive jakiś, czy coś? No poza nim, to nie. Nie protestowały.

A u tamtego, Mrówkolovelasa, to i tak była ich wina, więc się nie liczy…

Przychodziła do nich, ale tak zwyczajnie, wiecie nie jak matka, ale raczej jak ta ciotka, której można opowiedzieć o wstydliwościach, która nie zakapuje i w ogóle… prawie przyjaciel, ale i coś więcej. Na pewno nie wsadzisz jej żaby za kołnierze, ale… Wiecie, ta ciotka, którą to matka z chęcią by wykorzystała, ale się boi, że gdy wróci, domu nie będzie, z piwnicy ino szczątki, a na podwórku kółko wypalonej ziemi informuje o wizycie alienów… albo lepiej, dzieci nigdzie nie może znaleźć, ino z piekarnika wystają ogryzione nogi w tenisówkach, które przy niej kupowała sąsiadka dla swoich łobuzerskich bliźniaków w zeszłą sobotę.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4471

Z cyklu przeczytane: „Wijec” – … już prawie. Prawie koniec tej opowieści. Prawie… ale jeszcze nie. Jeszcze 3 tomy. Tylko, czy aż?

Oni dorastają.

W powieściach Delaneya bohaterowie zmieniają się naprawdę. Uczą, dojrzewają, ale nie raptownie. Nie dziwacznie i nadnaturalnie, raczej… jakoś tak logicznie, po prostu. To co widzą, zmienia ich, to co zabijają, zostawia swój ślad, to co zabili inni, uczy często, by czasem… odpuścić.

Nasz główny bohater mierzy się z coraz większymi zadaniami. Uświadamia sobie „kłamstwa”, a może raczej niedopowiedzenia tych dorosłych – mistrzów. Plącze się, kocha i nie do końca pojmuje zło i dobro, jak jego nauczyciele. On – uczeń stracharza.

Cały cykl jest niesamowity i naprawdę może być rozrywką i dla tych trochę młodszych i starszych. Jakoś tak… Delaney potrafi pisać dla wszystkich. Z jednej strony nie wulgarny, z drugiej tez nie maminsynkowy, rozdziabany dziecinnie, sepleniący…  prawdziwy. Dobitny miejscami. Poruszający i przerażający! Świetnie spisany, plastyczny i lekko mroczny cykl! Dla każdego!!!

IMG_5485

Niby wieczór przynosi jakieś ochłodzenie, ale bez urazy, nadal piecze. I wiecie co? To pieczenie mnie przeraża, bo to nie jest zwyczajowe tam się lanie żaru z nieba. To raczej coś, co spopiela rośliny i to serio, na popiołek. Wiecie, niczym to coś, co niektórym w Środę Popielcową czółka naznaczają…

Słońce na pewno ma jakies luki w naszej ozonowej ochronce i jest źle. Nie przesadzajcie z tymi podróżami poconymi w okolicach wszelakiego południa, serio nie warto. I szczególnie uważajcie na kleszcze… w dziwaczny sposób przyroda zaczyna mi przypominać film „Zdarzenie”. Film może i dziwaczny, pokręcony i z cholernie kiepską grą aktorską, ale… dowodzący tego, że roślinki też wiele potrafią.

Dlatego jak nigdy pozwalam sobie na gnicie w domowych pieleszach! Mniam! Serio, naprawdę można na nowo odnaleźć w sobie szczególnie leniwe zwierzę, gdy się sobie na to pozwoli, uwierzcie mi! Sama próbuję! Żadnej napinki na kilometry i Endomonda, żadnych porywów wszelakich, żadnych… no niczego. Po prostu ściany, które pozwalają, które chowają, które odcinają. No za nic nie jestem zwierzem socjalnie dysponowanym. Za nic, serio!!! Wolę jednak w domu, schowana… nawet z tym wkurwiającym zwierzakiem za ulicą, co szczeka jakby mu płacili, albo owym dziwnym pojebem, którego należy zlikwidować… co to lata dookoła i strzela.

Co się kurna dzieje z tym światem?

Oj pewno, że wiem o decyzjach UKejów i innych tam, ale co mi to, zwykłem zjadaczowi sałaty tak naprawdę mówi? Nic, guzik. Mimo całych internetowych rozgrywek i tak człek się uczy, że gówno może i wszystko gówno daje. Ale za to wie, że dobre gówno po przebudzeniu serio cudnie wpływa na wszelkie perystaltyki myśli!

IMG_4619

Świat już dawno stanął na głowie i macha uszami bo dostał na to papiery, że właśnie tak powinno być – serio, od najwybitniejszych instytucji i naukowców z całego świata. No co, nie wierzycie?

Dostaję własnie niezłej cholery z powodu… ptasich trelów. Nie no, oczywiście że piękne i tak dalej, iż sama natura i ekologiczne, ale jak się tak przeraźliwie drą, to atawistyczne uczucia, od praprapraszczura mego nakazują mi ową durną, melodramatyczną, płodności jurnej pełną gadzinę złapać i zeżreć. I to razem z piórami. Nie ma we mnie nic z tego bajorka lotosowego, puszystego kotka i leżących na tęczowej łące jednorożców. Jest za to we mnie wkurw i ma się serio dobrze. Co innego trele dochodzące z lasu, który jednak oddzielony jest ode mnie płotem, a co innego taki wkurzający gość piejący z mojej czereśni! Założę się, że mi zeżarł część z nich, albo i obsrał! Bo one to kurna złośliwe są. Po tym jak mi wpierdoliły sadzonki choineczek zmieniam swe ptasie zdanie!

Gorąc wprowadza mnie w nader wkurwiony stan. Nosz… waleczny nawet.

A Wyspa? Wiecie co? Ostatnio to chyba i sama ma tego wszystkiego dość i wcale się jej nie dziwię. Nie ma tez motyli… Co to za rok bez motyli? Pszczół tak niewiele, bączków ino kilka… co się dzieje z tym światem? Maków i bławatków brak, na polach zboża, które sięgają ino człowieczych łydek… i te pola kukurydzy, które nagle aż nazbyt przypominają te horrorowe, wiecie dzieci kukurydzy i inne tam. Był też taki horror o polu, a na środku był dom i maszyna do szycia, co to było?

Ciepło!!!

IMG_4472

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Kamienne Trolle… została wyłączona

Pan Tealight i Duch Czasu…

„No nagabywał ją.

Listownie, macalnie zboczenie i namacalnie względnie akceptowalnie chyba. Wyskakiwał jak ten czub z pudełek, piekarników, lodówki, pogryzał jej aurę i cień macał… przymilał się, kusił, a ona nic. No niente i nada. Kompletnie go olewała. Nie chciała za nim chodzić, nie chciała biec, czy choćby się skradać, przyjaźnić ni knować. Wciąż wyrywając się z nastawionego na nią koła, no wkurwiała go maskymalnie. Próbował ją nęcić, przekupić, próbował więzić i wymyślnych salach tortur i tam… no nakłaniać ku sobie, a ona kurna NIC!!! Próbował ją nawet przekupić, a kurde… no nie wyszło. Na początku już myślał, że to już i w ogóle, że się uda, że opłaci…

Ale nic.

Za cholerę nie mógł jej ku współczesności nastawić. Ku komputerom, telefonom przyklejonym do ręki, ku czipom i wszelkiej, nieludzkiej telewizorności. No nie chciała. Ona wolała ołówki, listy pisane ręką, choć pismo miała horrendalnie obrzydliwe i mniej czytelne niż linearne i inne tam glify. Kartki z nalizanym znaczkiem lubiła, wciąż świętowała wynalezienie koła, a książki ino w papierze. Choć mogło być gorzej, kamienne tablice i zwoje z Qumran…

Ona jedyna mu się opierała… Wiedźma Wrona Pożarta.”

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_3877

Z cyklu przeczytane: „Wyprawa czarownic” – … boska. Tak, chyba jest jedną z moich naj opowieści ze Świata Dysku. Chyba? A może jednak nią jest? No nie wiem. Kurcze, nie wiem!!! Jak tu zdecydować?

Znowu one, wiedźmy. Trzy oczywiście, wiecie: ona dziewica, matka, no i ta, której nazwy lepiej nie wymieniać, a już na pewno nie przy Babci W.!!! Właśnie umarła jedna z czarownic i, jakoś tak, to właśnie tej najmłodszej z nich dostaje się pozycja Wróżki Chrzestnej, a co za tym idzie… wyprawa do Genoi. A tak, nasza trójca wyjeżdża aż tak daleko. Miotły gotowe, kot pewno tez pojedzie…

Ale… jak to mają NIE dopuścić do ślubu? I o co chodzi z tymi lustrami? Kto je śledzi? Kto mota historie, kto sprawia, że biedny wilk staje się… ludzki?

Niesamowita, przekomiczna, wciagająca opowieść o tym, że nawet w bajkach nie powinno się motać. Że każda historia ma swój początek i koniec, a magia magii nie równa. I jeszcze o suwenirach, pisaniu kartek z podróży i oczywiście o złych siostrach… bo takie istnieją, naprawdę!!!

IMG_7813

Gorąc, gorąc, gorąc…

No wiem, szczyt monotematyczności, ale już nie mogę patrzeć na zdychające roślinki. To strasznie dobijające i dowodzi tego, że serio z roślinkami jak ze zwierzakami. Żyją, czują i tak dalej, więc całe te żywieniowe hocki klocki są pomyłką, ale…

No jest gorąco.

Strasznie, obrzydliwie. Coś, jak mieszanka piekarnika i rozgrzanej patelni, które najpierw walą cię w twarz, a potem zwyczajnie, tak jakoś owijają się dookoła i już wiesz, gdy zasłaniają ci twarz, że nawet skok w fale nie pomoże. Może i lekko schłodzą one skórę, ale jakoś tak, no za nic nie rozwiążą sprawy.  Nie daje się oddychać, myśleć, trawić. I chociaż możesz mieć dostęp do częściowej chłodziarki, znaczy wiecie, przełącza się warmepumpe na chłodzenie i jakoś działa. Ale tylko do 18 stopni!!! I na dodatek drogie to cholernie, więc i tak pocisz się w nocy, a w dzień, nawet pod tym siedząc, jakoś tak wiesz, jakoś tak masz to zakodowane, że jest gorąco…

… i jesteś rozmemłany, drżący i wkurzony. Nawet nie poszedł na Sol over Gudhjem, bo zwyczajnie nie dał rady. A podobno super było. Znaczy jak zwykle. I nawet jeśli moja chłopsko-królewska dusza nie pojmuje współczesnej kuchni, a jedzenie to dla niej wciąż ino paliwko, choć może być smaczne i w ogóle, to jednak maz na talerzu plus garść chwastów obok i po środku kawałek mięska, który z lupa szukasz mikrym swym widelcem bojąc się, iż jeśli kichniesz, to… ucieknie…

Można nie rozumieć dzisiejszych gotowaczy, ale jednak… zaraz, a gotowacz, to nie był ten co w buduarach i gotowalnie damskie strzegł? a nie chyba, mniejsza… Dzisiejsza kuchnia nie polega na najedzeniu się i tyle. W końcu po raz pierwszy ta część świata marnuje żarcie, więc można se kleksić na porcelance!

IMG_3793

W końcu wczoraj wieczorem troszeczkę popadało, ale… to tak, jakby ktoś lał wrzątek na Wyspę. Straszne to było, ale cóż… trza przetrwać i tyle. Byle do zimy!!!

Sezon się zaczął.

Jak nie patrzeć mamy lato. Czas wszelakich zabaw, głośniejszych imprez, niechcianej muzyki w czasie ciszy nocnej i tak dalej. Nawet stało się coś dziwnego. Coś serio tutaj mało spotykanego – sąsiadka po skosie nabyła sporego psa, a może i zawsze go miała, ale wiecie, nie mieszkała tutaj… bynajmniej bestia ujada strasznie i jest to dość wkurzające. Pomijamy fakt tego, że psiak jest nowy i biega sobie za żywopłotem, który nie jest do końca płotem… i jakoś tak mam wizję kolejnej pogoni policyjnej za czworonogiem. Co prawda nie wolno już strzelać jeśli bestia pojawi się na twojej posesji, no ale… kara za psa bez smyczy jest łeb urywająca.

Tak, psiaki powinny być właściwie zawsze na uwięzi, ale jednak mało kto tego przestrzega. Wkurza to, tym bardziej u przyjezdnych, którzy myślą, że kurde mogą wszystko… bo jeśli serio nie mam nic przeciwko psiakom na plaży, takim wiecie leżącym, czy pływającym, to biegająca bestia rozpierdzielająca cudze zostawione rzeczy nie jest fajna. Tym bardziej na plaży, na której serio gacie nie są obowiąkowe!!! LOL

IMG_3815

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Duch Czasu… została wyłączona

Pan Tealight i Narodziny Bogów…

„Ogólnie mówiąc…

… ona była jedną z tych, a może jedyną, która budziła Bogów. Tych zapomnianych, porzuconych, tych mało przebojowych. Nie tych, co to teraz są na topie, żadnego mainstreamu, jak zawsze. Tych innych. Wiecie, tych całkiem innych. Coś w niej jakoś tak ich wołało, jakby wysmykiwała sie z niej lina przyciągająca, wołająca, nucąca na tyle wkurwiająca melodię, ze trzeba było w końcu wstać i pacnąć grajka. Dlatego wstawali i to robili. A ona, no cóż, ona zwyczajnie przyjmowała swoje przeznaczenie. Albo, coś w tym mało pochmurnym mniemaniu.

Czy robiła to świadomie?

Dla wielu nie miało to znaczenia. Dla innych wielu miało to znaczenie, a ona nie wiedziała. Znaczy, może dokładniej. Nie wiedziała… kiedyś. Kompletnie sobie z tego nie zdawała sobie sprawy. Po prostu wiecie, jak zwykle chodziła tutaj i chodziła tam, wspinała się na drzewa, właziła na płoty, skracała sobie drogi, wpadała na zapomniane głazy, a potem wracała w wąwozy. Wiecie, te wiosną zakwiecone. Oj, ale to były kolory. Wszelakie pastele, niczym zgromadzenie Najwyższych Bogiń Wszelakości. Coś niesamowitego, coś wielkiego, coś powalającego… taka zapatrzona w te kwiaty, dziwnie nie zwracała uwagi na pnie o ludziowych kształtach, na kamienne fiutki, wszelkie zakrzywione dłonie wyłaniające się spod mchów…

A one się budziły.

Czy sprawiało to jej gadanie, a tak, zawsze gadała sama do siebie, albo do tych wiecie, Mocno Niewidzialnych? A może jednak coś innego? Nucenie pod nosem? Ten dziwny zapach, który czasem się do niej mocno przyczepiał i nic nie miał wspólnego z higieną? A może dziwne nakrycia głowy, którymi karała ją Królowa Matka Zła? Tego nie wie, ale oni się budzili…

Niby nic wielkiego, ale… Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki to nader uczuciowa osobowość i uważa, że jak już budzi Bóstwa, to winna im jest jakichś, no wiecie, zwyczajowych wyznawców!!! Nawet jeśli miałyby one je zjeść. Serio! Jak już sie obudzili, powinni dostać jakieś dziewice!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_0361

Z cyklu przeczytane: „Czas żelaza” – … masakra. Powiem Wam, że czasem człowiek juz traci nadzieję i… pojawia się coś nowego. Pojawia się szokująca powieść, dokładnie trylogia, ale wiecie i trylogię trzeba zacząć od początku. A ów początek jest aż nadmiernie obiecujący!

No dobra, zakochałam się i tyle!!!

Oto opowieść z nie do końca wiadomego okresu tej części świata, który zwiemy Wielką Brytanią. Poznajcie naszych bohaterów: wojownika, wojowniczkę, dziewczynkę i świat, który oczekuje najazdu Rzymian. Zawieszony w niepewności. Pełen wciąż swoich bogów, swoich wierzeń i swoich własnych tradycji. Druidzi stoją obok władców, zwykli ludzie obok tych, którzy nie sa w stanie wpasować się w jakiekolwiek definicje. Fatum zdaje się mieć własny pomysł na tą opowieść…

Świetnie opisana, waleczna i krwawa, dosłowna, ale bez przesadzonych i przydługich scen walki, mądra i szalenie… akuratna. A tak, świat tamtych dni mógłby tak wyglądać. Naprawdę! Zatopienie się w owej przeszłości doprawdy nie pozwala sie oderwać od stron. Czytacie, przypalacie obiad i zawalacie terminy… ale nic to. Bo drugi tom już w księgarniach, a trzeci na dniach!

Nic to!!! Czytajcie, bo warto. Czytajcie, jeśli lubicie przygodę, historię, magię, fantasy, ale i gdybania na temat tego, co by mogłoby być…

IMG_0713 (3)

Gorąco, sucho, ja pitole!!!

Chyba nie pamiętam takiego lata, by serio jakoś tak nic nie rosło. Przez tą garść lat, gdy dane jest mi dosadniej spoglądać na zmieniające się pory roku, jakoś tak… no nie. Pamiętam najfajniejszą zimę, pamiętam tak deszczowe lato, że drewno pleśniało, a to co materiałowe pokrywało sie intrygującym, lekko zielonkawym kożuszkiem, ale takiego nieurodzaju, to nie pamiętam. Koniec czerwca, a spora część zbóż już dziwnie żółta. Na dodatek brak maków i bławatków, które przeniosły się na jedno, jedyne pole, pełne…. rzepaku!!!

Na szczęście ogłoszono właśnie urwanie chmury!!!

Oficjalna strona pogodowa, znaczy wiecie, te tam prognozy, cuda wianki i całe te wróżby sróżby…. przewidywane ulewy dla CAŁEJ Danii!!! Całej? Skacze sobie człowiek z radochy, planuje już, co zrobić z czasem, którego nie wykorzysta na podlewania tych ogródkowych szczątków, a nagle… doczytuje mocniej, zauważa pewne niedokreślenie na rycinie, pewne niezaciemnienie… No oczywiście! Jak zwykle!!!

Cała Dania nie włącza w siebie Wyspy.

A tak, Dania jako taka uwielbia pomijać Wyspę. Wiecie, nie dopisywać, usuwać z magnesów krajowych, przycinać, lekko mrużyć oczy i ogólnie mówiąc… olewać. Nie wtedy, gdy trzeba zwalić gdzieś odpady radioaktywne, ludzi niechcianych, tudzież napiętnować wszelkie specyficzne zachowania… A tak, moja piękna Wyspa, to takowy wiecie, chłopiec do bicia!!! Niestety… Aczkolwiek nie wtedy, gdy mamy wakacje. I chociaż większość uznaje za nacjonalistyczne wakacje na Ibizie, czy innych Majorkach, to jednak, spora część Duńczyków ląduje wciąż tutaj. Zapominając o braku dotacji na drogi, o dziwnych zachciankach rolniczych, czy też… owej niesamowitej inności, której nie da się wepchnąć pod jeden wskaźnik. Wiecie, po prostu korzystając, zużywając, a potem jak wracają do tych swoich Kopenhag, zwyczajnie zlewając…

IMG_4290

Tak, jak najbardziej jestem zgryźliwa, zjadliwa i wkurzona!!!

Po pierwsze wraz z Turyścizną wzrasta śmiecenie. Spora część z przyjezdnych osobników w dupie ma wszelkie prawa i powinności, jak na przykład rozbijanie namiotu gdziekolwiek. Nie, nie wolno. Są miejsca, nawet kilka darmowych, co więcej, są takie fajne drewniane chatki w Almindingen, gdzie można się rozłożyć tylko ze śpiworem, macie miejsce na ognisko i ogólnie mówiąc jest milusio… ale jednak nie. Na co to komu, lepiej przecież rozłożyć się gdziekolwiek i kurna zdeptać młode drzewka. Nosz bo przecież myśmy Turyścizna, co nie? A już tumany rzucające pety, czy spore papiery na ziemię, nosz kuźwa miodowa mać!!!

Co bardziej wkurza?

Darmowa Turyścizna!!!

Oto są oni. Osobnicy, którzy decydują się wydać małe, cudowne, okrągłe NIC na wakacjach. Czyli wiecie, wszelkiego rodzaju sępy, mamuty i kurzu tumany. Co to serio wolą wydać na jebany błyszczyk, lakier do kłaków i wypasione sprzęty, zamiast dać zarobić tym, co po nich będą musieli przywrócić wszystko do życia. I nie, jak najbardziej nie mówią tutaj o Polakach. Ojojojojojojjjj… co jak co, ale wszystkie nacje są w tym względzie takie same. A już Niemcy potrafią przywieźć i swoje pyry! W worach!!!

Nie wiem co się dzieje z ludźmi poza tak ich zwanym domem. Serio. Dlaczego zmieniają się w świnie, prosiaki i wąsate flądry? Może to sprawa genów? A może jednak zwyczajowe, wszelako swojskie niechlujstwo? Może to, iż wakacje dla większości oznaczają… bycie nieludziem? Może… Nie wiem. Nie rozumiem tego, podobnie jak nikt nie rozumie, z Tubylców, dlaczego moje wakacje spędzam tutaj. Na Wyspie. I nie, nie tylko dlatego, iż mam fioła i przerażają mnie podróże, tudzież ogólnie mówiąc mnie nie stać, albo azaliż… no nie wiem, coś innego.

Ale tak serio? Na co mi coś innego? Plaże są. Pogoda jest. Znajome kąty, a jednocześnie możliwość wyłączenia netu – jest!!! Czyż nie jest to maksymalnie ekologiczne? No pomyślcie. He he he!!! Tylko ten gorąc!!!

IMG_9831

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Narodziny Bogów… została wyłączona

Pan Tealight i Te Światy…

„Ogólnie mówiąc, było ich wiele.

Mnogo…

Strasznie dużo!!!

A ona, z czystej, durnej ciekawości, sobie je macała. Bo wiecie, innych chętnych nie było, a światy niczym koty, lubiły być głaskane, drapane za uszkami, leciutko trącane i oczywiście lubiły mieć dostęp do nóg głaszczącego. Wiecie, by sie poocierać, by tak jakoś cię okłaczyć, a na koniec wbić pazury… byś cierpiał!!!

Wejście do światów mieściło się naprzemiennie, albo przy Lodowej Połaci Lilijek, albo wiecie, na Skałach Rozmyślań, tam w tym takim zagłębieniu, w którym też należało zostawić czekoladki dla trolli. Dla tych Kamiennych Trolli, oczywiście. A jednak ona zawsze wiedziała gdzie będą i kiedy się otworzą. I choć niektórym się wydawało, że dla niej one jakoś tak, no zawsze się uchylą. Zawsze jakoś tak przycupną, zwolnią, zwyczajnie ją wpuszczą, ale tylko ją… i to jej mamrotanie.

A ona?

Ona tak po prostu uwielbiała patrzeć, jak to one się ze sobą zazębiały, jak fastrygowały swoje granice, jak się wzajemnie łatały, jakby… nie było już możliwości, by powstały nowe. Jakby w świcie było tylko i wyłącznie to. One. Już, i niczego więcej. Już, i zwyczajnie wszystko się skończyło. Już… Jakby na tym świecie nie było nikogo, kto chciałby zaszaleć ze swoją wyobraźnią, a może tylko ona nie potrafiła się wyartykułować tak, by magia zaskoczyła? Może?

A ona? Tylko spoglądała… czasem dotykała. Muskała ich cząstki, całości, gładziła, pieściła, łaskotała. I łatała. Pomagała im utrzymać się w całości, chociaż, azaliż wszelako nogą była z haftowania i szyków modowych. Choć tylko podstaw liznęła w zasadach szydełkowania i innych tam drucianych tańców… nie była dobra. Była raczej, jedyną, która je czuła, widziała i nie uciekała w krainę naukowości, lub religijności. Nie chłostała apokalipsami, grzechami wszelakimi, po prostu… była ciekawa.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4355 (2)

Z cyklu przeczytane: „Zbrojni” – … ludzie miasta. Strzeżący Ankh Morpork! Dzielni i… od dziś zróżnicowani. Wszelako niecodzienni.

I na dodatek Vimes się żeni!!!

A tak, jeżeli chodzi o straż tego polis, to ma ona coś w sobie. I nie chodzi tylko o stanięcie w obliczu takich zbrodni. Powoli, cios za ciosem umierają członkowie gildii. Ale dlaczego? I po co? Czy jest w tym jakiś system, a może potrzeba jednostki? A może jednak marzenie o przeszłości chmurnej i górnej, koronnej i prawodawczej? Ale przecież ma się odbyć ślub!!! W końcu to radosne wydarzenie, czyż nie?

Tylko… kto zostanie komendantem?

Cudowna opowieść o praworządności i rycerzach. Może nie mają już zbroi, ale przecież mają woje przysięgi i pałki! Historię i idee. Może i niegdyś byli dość nieokrzesani, ale od czasu przybycia kaprala Marchewy, coś się w nich zmieniło. Coś się wzmocniło. Może Nobby nie urósł, ale jednak, stał się kimś większym! Potężniejszym. A samo miasto, cóż, ono jak zwykle działa po swojemu.

Bo wiecie, może!!!

IMG_2644 (2)

No to wakacje!!!

Zdaję sobie sprawę z tego, że mieszkając tutaj, zawsze mogę sobie je zrobić. Wiecie, wyleźć w las, na plażę, czy skały… i po prostu poudawać. Jakoś tak, mieszkając na Wyspie, jest łatwiej się wakacjonować. Ale… to tylko ułuda. Kłamstwo straszliwe. Bo przecież wieczorem zawsze wracasz do pracy i jakoś tak, musisz wszystko nadgonić. Jak to jest, że ta współczesność, pełna maszyn, co to pomagają nam żyć… jakoś tak straszliwie zmusza nas do pracy w pracy, pracy przed pracą i pracy po pracy?

Ale jednak czuje się te wakacje. Coś w powietrzu się rozleniwia, więcej ludzi na ulicach, a co najważniejsze: auta na drogach!!! Ha ha ha!!! Podpatrując na tablice widzimy, że i północ i południe, a i wschód i zachód już na Wyspę zaglądają. Na plażach ci pojedynczy, ostrożni, dzielni… chociaż. Nawet przy takim nagrzaniu i lekko chłodnych nocach, woda jest ciepła. Gęsta od minerałów, solanek wszelakich i innych tam cudów. CUDOWNA! Wczoraj wskoczyłam. Z wyjściem z wody było gorzej. Nosz kurde, ale zimnisko!!! Ha ha ha! Ale cudnie i tak.

Chyba dziwnie pojmuję wakacje. Znaczy tak serio, w pełni to chyba byłam na wakacjach raz. Znaczy wiecie, za względnie człowieka dorosłego. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić tylko i wyłącznie odpoczynku. No cholery dostaję jak mam leżeć. A już opalanie, kompletnie nie dla mnie. Chodzenie, może być, uwielbiam, jak najbardziej, ale po pewnym czasie człowiek się męczy i powinien odpocząć, ale jak to zrobić, gdy mózgownica szaleje? Domaga się pisania i malowania? Nadmiernie myśli, tworzy historie, no pałęta się pod deklem, męczy i nerwuje!!!?

No to patrzę…

Wiecie, na tych, co potrafią się wakacjować. Leżących, siedzących i sączących wszelako różne napoje, podjadających to, czy tamto. Jak człek nie ma wakacji, to se chociaż popatrzy, co nie? Windowshopping działa podobno, więc może podglądający rowerującą i opalającą się Turyściznę, jakoś i ja… no odpocznę? Może to wiecie, przez osmozę podziała? No, warto spróbować!

Ale… gdzie Wyspa wybywa na wakacje?

IMG_1240 (2)

Sterowiec nad Nexø

A tak, wczoraj można było się trochę steampunkować, czy zwyczajnie zachwycić, a może i przerazić, widząc takową maszynę nad miastem. Ale, nie ma boja. Wiecie, jakieś tam badania, cuda wianki. Nie, raczej nie planujemy uruchomienia nowej trasy przelotowej w kierunkach Polski!

Sorry!!!

Po sprężenie się z okazji Folkemodetu, sklepy odetchnęły. Wiecie, zwolniły trochę w okolicach Allinge, jakoś tak odpoczywają. Przecież nawet w pełnym sezonie nie ma tam takich tłoków, jak na folkowe spotkanie. Lekko się wszystko dookoła rozleniwia. Nawet kolesie remontujący dachy zaliczyli jakieś takie opóźnienie… co najmniej kilkumiesięczne!!! Może się opalają zamiast pracować? A może i oni czują to coś w powietrzu, może działa to na wszystkich… i jakoś tak fajniej zostać w łóżku, nie ruszać się w ogóle, nic nie robić?

Ech!

Może ktoś otulił Wyspę czarem Totalnego Lenistwa? Bo jakoś tak czuję, że nawet w mojej głowie zbyt wielu myślom się nie chce. A może to po prostu lato? I te bale stojące dookoła, znaczy sorry, no ogniska. Dobra, jeszcze nie ogniska, bo do ogniska potrzebna i wiedźma i ogień, ale wiecie, stosiki patyczków, drewniaków i wszelakich połamańców. Gotowe. Czekające… na Sct. Hansa oczywiście!!!

Ciekawe jakie będzie to lato? Gorące, czy łagodne? Wodniste, czy jednak znowu zakwitniemy? A może jednak będzie i takie i takie? Pozwoli się podpiec, ale i nocą nie ukropić? A może…

Lata nie będzie? No bo wiecie, ta Winter, co to coming, w końcu no… jakoś w końcu dojdzie!!!? LOL

IMG_4291

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Te Światy… została wyłączona

Pan Tealight i Folkemodet…

„Zjechali się ludzie na Wyspę w ilości nadmiernie przytłaczającej, więc Wiedźma Wrona Pożarta przeszła w stan permanentnego maskowania. Nie dość, że ubierała się na czarno, to akurat jak zwykle, to jeszcze maziała sie po ryju taką ciapają, która nie dość, że kolorowała, to na dodatek jeszcze woniała odpowiednio, więc nawet jak ktoś ją zauważył, to wiecie… wolał się nie zbliżać. I dobrze, o to w końcu jej chodziło!!! Odsunąć od siebie ludzi! W końcu Tubylcy wiedzieli, że lepiej się do niej nie zbliżać, bo jak nie rzuci jadem z oczu – łatwiejsze, to się rozryczy, a z rycząca babą, to kurna pierun i tak wie co robić, więc…

Do Pana Tealighta przybyli goście. Załapali się na kurs Kopciuszkiem Wikińskim, bo w końcu jak politycy mogą, to dlaczego nie Przedwieczni? Wiecie, za darmo się znaczy. No, może trochę pokombinowali magicznie, nastraszyli co po niektórych. Lekko zmusztrowali, coś tam powiedzieli, coś podźwięczeli, coś… nakłamali. Coś. No wiecie, tak jak tylko oni potrafią, z tym spojrzniem: my wiemy wszystko, kompletnie wszystko, co było, co jest, co będzie i gdzie schowałeś te zdjęcia z wakacyjnej bibki, no i ten tatuaż, który starasz się usunąć…

Wyspa była zatłoczona, na szczęście tylko w swojej północnej części, więc jakoś tak, zwyczajnie, Wiedźmie udawało się przemykać i przenikać te wszelkie welony równoległych światów. Na szczęście ten po prawej, wiecie, tu za tym domkiem białym, z ciemniejszym piętrem i suchą brzozą przed oknami, no tu zaraz za tym kawałkiem ziemi, co się jej widzi idealnym na sad jabłoniowo-czereśniowy… jest Świat Wszelkich Pustek i Zwyczajnej Ciszy. I na jej szczęście, udało się jej dostać w nim pełne obywatelstwo! Tak wiecie, jakby się tam urodziła. No uznali, że ponieważ ten świat w rzeczywistości jest Wyspą, choć nie do końca, ale nią jest, i wyłącznie stąd można się do niego dostać, a i, a może przede wszystkim Pani Wyspy uwielbia w nim suszyć swoje owoce, więc… znajdzie się i miejsce dla niej.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_8341

Z cyklu przeczytane: „Czarodzicielstwo” – … o chciwości. Opowieść o kompleksie boga i wszelakim innych „uszczęśliwianiu”. Wiecie, o tym, że sie niektórym w głowach rodzi, iz wiedzą lepiej, więc zmienią świat, zaprowadzą swój porządek…

… zabiją innych myślenia.

Oto opowieść o dziecku, które nie mogło nim być. O dorastaniu przepełnionym nadmierną rodzicielskością, nawet jeżeli mówimy o lasce, ale… tak to już jest z ósmymi synami ósmych synów, czyż nie? No mają trochę przerąbane. Wolna magia i te sprawy, wszelakie możliwości… i całkowite niezrozumienie.

Jak zwykle pasjonująca, tym razem w roli głównej występują magowie, więc i Rincewind! A co! Jest i Bibliotekarz, stały element wystroju Niewidzialnego Uniwersytetu, magia, wszelaka rozpusta mocy i wstydliwe pragnienia.

A Wy co byście zrobili, gdybyście mogli wszystko? Nie chcielibyście zmienić życia i innym, aczkolwiek bez pytania? Czy zapomnielibyście, że ludzie często lubią to, co mają, choć Wam zdaje się to ino śmieciem?

IMG_2795

I połowa czerwca!!!

Jak to się stało? A pierun wie, ostatnio godziny mijają jak sekundy, a sekundy… przestały istnieć. Czas zapierdziela i mimo tych jasnych nocy, jakoś tak człowiek nagle się orientuje, że połowa roku za nim, a on wciąż w papciach w Mikołaje. Ale z drugiej strony, no czemu nie? co złego w całorocznym świętowaniu… Świąt? LOL

Czerwiec jak czerwiec, jedno wiadomo… gorąco. Serio. Ciepło bardzo, słonecznie, wietrznie trochę. Opalić się można w kilka chwil i zakończyć dzień w maślance. Chociaż jeśli chodzi o maślankękoldskål, to polecam lody. Nie wiem jak oni to robią, a raczej postanowiłam uznać to za magię, ale smakuje jak sernik!!! Serio, jak sernik. Ale taki z kruchym spodem, pełen przypraw, drobiny czegoś cytrusowego, jakichś ziołowych machnięć, jak słoneczny wieczór, który jednak nie rosi czoła potem, a pozwala na zakutanie się w kocyk i przycięcie komara. W tych lodach jest coś tak dziwnie mlecznego, a jednocześnie lekkiego. Bo wiecie, to już nie tłustości, ale wciąż jeszcze ten dziwny, bezpieczny, atawistycznie znajomy odcień śmietany. Takiej milusiej, żółtawej, mocnej i mało płynnej. Gęstej, zapowiadającej nie tylko pieczenie, ale i smażenie…

Czterolatek potrącił sarnę?

A tak, oto wieści z pierwszych stron gazet! ŁAŁ!!! Oto i niesamowite doniesienie z duńskich dróg. No dobra, dokładnie wiejskiej ścieżki, którą podążał czteroletni kierowca, pod wpływem cukrów i przetworów mlecznych… ale bez przesady, nie fermentowany, podążał w swoim elektrycznym autku z prędkością zawrotną, jak dla niego… i wpadł na świeżutką, dopiero co narodzoną sarenkę. Policja nie ma pojęcia w jaki sposób ukarać go za mało ostrożną jazdę. No i wiecie, bez prawka! Niby byli rodzice, niby mama sarna do dziecięcia wróciła, ale…

… jak karać?

Bo wiecie, w lesie też trzeba zachować ostrożność. A w kraju, w którym sorry, ale większość pije i jedzie, no te kary winny być raczej widoczne!!!

IMG_2779

Folkemodet się zakończył.

Poza wszelakimi dziwnościami, należy zauważyć, iż Wyspa się wyludniła. Znaczy, nie że oni wszyscy wyjechali, no wyjechali, ale nie o to chodzi… w ten pokręcony sposób z okazji zjadu folków, wszyscy jakoś przenieśli się na północ Wyspy, więc cała reszta była dziwnie spokojna i pusta. No serio! Wczoraj w Gudhjem były wolne miejsca parkingowe!!! Aż dziwne, niespotykane, pokręcone to wszystko…

Oczywiście jak to na Wyspie, i tutaj mieliście wybór. Ekkodalen reklamowało się właśnie w taki sposób: wszyscy na północy, więc jeśli nie chcecie tłoków, chodźcie do nas. Do Doliny Echa, gdzie cisza, spokój, krowy jedzą trawkę, skały się zielenią, lesistości powalają malowniczością. Wdrapujecie się na ścianę doliny i nagle świat się zmienia. Prastarość zderza się z nowoczesnością, coś w zakątkach Gamleborga szepcze. Nie do końca namoknięta ściółka łka wąskim strumyczkiem. A Kamienne Trolle śpią i śnią. Może właśnie nas…

Drzewa, odziane w owe fosforyzujące mchy, wyglądają jak łapy smoków. Aż się człowiek boi spojrzeć do góry, bo może… może jeden z nich właśnie wylądował, a my to ino mrówki, na które całkiem nie zwracają uwagi. Chociaż, jeśli mówimy o mrówkach, to kurna, ale my mamy mrowiska! No jak kupa takiego smoka, powiem Wam, że tak w rozmiarze porażają. Wysokie, kopułowate, lekko spiczasto czasem sklepione. Wielkie! Niczym mały samochód, ruchliwe o tej porze bardzo. Lepiej nie stać zbyt długo i zbyt blisko, ale jeśli macie jakieś kości do oczyszczenia, to proszę bardzo, spokojnie się nie krępujcie!!! Mróweczki pracują tak na prawdę 24 na dobę!

A może Teneryfa?

Uruchomiono przelot bezpośredni, ale dla mnie to serio zdrada! Na jakiego Wam jakieś inne wyspy?!!! To po prostu jak bzykanie innej, gdy pod bokiem ma się rajcowną, inteligentną, zieloniutką i spokojną, czystą i piękną… żonę!!!

IMG_8153

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Folkemodet… została wyłączona

Pan Tealight i Parada Wielu Słów…

„Czasem, chociaż pewno częściej, niż się Wam wydaje, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki przeczesywała swoje półki, wietrzyła je, odkurzała, czyściła i polerowała. Może i były obwiśnięte i miały zakwasy, może mimo białości miały też widoczne rozstępy… ale były jej. Może nie ulubione, wolałaby więcej drewna, mniej sklejki i drewniane podłogi do tego i fotel, ale gdy się nie ma co się lubi, to wiecie, lubi się…

Gładziła, szeptała do nich i zapominała o tym, co zawierały. A dzięki temu zawsze mogła coś przeczytać od nowa. Bo to, że ją pożarły, to jakoś tak było jedno, a to, że ona czytała, wiecie… inne, nie tylko drugie. Z jednej strony one ją zżarły, z drugiej, ona wciąż je, więc brzmiało to ze wszech miar obrzydliwie, ale… takie życie. Taka budowa osobniczki, to co się będzie ograniczać?

Wszystko zwykło zaczynało się od tego, że uświadamiała sobie, iż ZNOWU brakuje jej miejsca. Bardzo, mocno i boleśnie. A raczej nie tyle brakowało miejsca na półkach, co raczej na podłodze, powierzchniach wyraziście płaskich, a i nagle Chochel przesadzał z architektonicznymi wynaturzeniami, tworząc dość wulgarne w wyrazie zameczki. Trzeba było więc coś zrobić. No trzeba… przekładać je, macać, przypominać sobie zapomniane. Znowu ich kosztować, zeżreć stronę, dwie, trzy… nie baczyć na to, że tak wielu gromadzi się dookoła niej, by zwyczajnie popatrzeć. I to całkowicie bez wyrzutów sumienia, jakbyście spoglądali na motylka, bzykającego motyliczkę. No przecież w ogóle byście nie uznali tego za TAKIE podglądanie, czyż nie?

Ale przecież każdy ma jakieś dziwactwa!!!

Każdy!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_1317 (2)

Z cyklu przeczytane: „Kolor magii” – … bo ona ma kolory. Co nie? No ma!!! Zresztą, oto jest początek. Zaraz, powinnam napisać Początek, bo przecież to wszystko właśnie się zaczyna. Od Rincewinda i Dwukwiata, Pierwszego Turysty Świata Dysku!!! Bo wiecie, tak fajnie…

Poznajcie Świat Dysku. Taka tam płaska ziemia, wiecie. Żółw, słonie i kawałek czegoś, na czym mamy i kontynenty i państwa, niby odbicie owej bluźnierczej, okrągłej, ale z drugiej strony, hmmm… Poznajcie magów. Bo wiecie, magów, to zawsze warto znać. I oczywiście dziwne krainy i w ogóle wybierzcie się z nami na wielką wycieczkę, ogromną, pasjonująca podróż… która, co całkiem prawdopodobne, zakończy się mocną, niesamowitą, całkiem abstrakcyjną Apokalipsą!!!

Nietuzinkowe postacie, bohaterowie, co serio nie chcą nimi być i człowiek zdesperowany, by zrobić wszystkiemu obrazek. Do tego pewne przypadki wynikające z odmienności kulturowych, oraz lenistwa… pragnienia po prostu przeżycia, bez medali i tak dalej… smoki, magia, wątpliwości i częste wizyty Śmierci. Czyli wiecie, Pratchett. Jedyny człowiek, który pokazując na płaskie wytyka pękatym ich wady! Ale spoko, tak jak on wytyka, to nikt tak wytykać nie umie!!!

POLECAM!!!

Zawsze!!! A może szczególnie wtedy, gdy pękate życie Wam dopiecze i przestaniecie rozumieć dlaczego to wszystko tak nie działa!!!

IMG_2796

No to pada…

Może nie ulewnie, może i tak wciąż za mało, ale najważniejsze, że w ogóle pada! W innych zakątkach świata jakieś powodzie, wichury i inne dopusty boskości, a tutaj, no cóż… trochę pada. Fajnie, co nie? Znaczy fajnie, że pada, bez urazy, nikomu nie mówię, że ma mu padać, że jakoś tak ino padanie jest właściwe…

A tak, na Wyspie też istnieje poprawność polityczna. Ale prawda jest taka, że nawet jeśli cię głaszczą, to tylko wtedy, gdy im to pasuje, bo jak nie pasuje i są po godzinach pracy, to lepiej w drogę niektórym nie wchodzić. Szczególnie na Folkemodet. Ech… tak dziwnie się zrobiło. Jakoś tak przyciężko na Wyspie. Jedni nie zarabiają, inni zarabiają na tych, co zrobili coś za „dziękuję” i teraz mają wonty. No wiecie, serio jak wszędzie. Taka jest prawda, że ludzie to raczej wszędzie są sobą. Nawet jak kłamią, to po swojemu, nawet jak oszukują, wciąż są sobą… wszędzie.

Deszcz uderza o taras i przepędza nisseny, które właśnie zabrały się za polowania na mrówki. Wiecie, one w końcu też muszą jeść, a kurde ile można te zieleniny wpierniczać?! No ile?!!! Dlatego polują na mrówki. Ale dziś chyba nic nie będzie z tego polowania, więc ściągną swoje mikre, ale skrzydlate i bardzo kolorowe, pokrętności miniaturyzacji: smoczki pod siodło i wrócą w krzaki. Tam, gdzie mają hodowlę wróbli bojowych. No tam po prawej, w żywopłocie, między krzakim bzu, forsycją, a tym dziwnym dąbkiem, który rozkrzaczył się na trzy…

Bo deszcz na Wyspie szaleje… wszyscy się o niego modlili, między płotami krzakami widać było gołe tyłki tańcujące w błagalnych skrętach się płożące… proszące. O wodę, o krople, o owo niemyślenie o podlewaniu, no i w końcu jest, ale czy deszcz po prawie dwóch miesiącach posuchy, jeden deszcz, nieulewny, wystarczy?

Chyba nie…

Niestety nie.

IMG_1258

Gdy tak pada, strasznie fajnie się siedzi w drzwiach tarasu. Pewno, że jeszcze fajniejsze byłoby spore okno z takim siedziskiem, takie mi się marzy, że można z niego wyglądać, patrzeć na świat, nawet dotknąć go, ale wciąż być w domu… gdy jednak brak i okna i domu, to człowiek cieszy się tym, co ma. Tymi drzwiami, które częściowo siedzą pod okapem i rynną, ale jak wyciągniesz rękę, to już moczysz się w późnowiosennym deszczu. A może już letnim?

Siedzę i słucham deszczu… takie to oklepane, co nie? A jednak kurcze, takie wciągające. Muzyka i wykonawca: najlepsze na świecie i wiecie… nigdy nie jest to mokrzenie takie samo. Brzmi inaczej gdy się wyjdzie, inaczej, gdy dochodzą brzmienia ościenne, oszybowe i odachowe!!! Inaczej, gdy serio od dawna czekaliście na deszcz, inaczej, gdy macie go dość. I ptaki ucichły… jakby nie tylko nie chciały moknąć, ale przede wszystkim, zwyczajnie nie miały sił i śmiałości, by deszczowości przeszkadzać.

Czy wspominałam, że pada?

Mocniej i słabiej, zwalnia i sie potęguje… Aż kurcze słychać, jak ziemniaczki na polu piją. Serio słychać! Takie były mikre, a teraz, jak się opiją, no dopiero będzie!!! A pijcie maluchy, na zdrowie. W końcu ekologiczne macie być!!! Pijcie marchewki, pijcie buraczki… kapustek nie widziałam, ale też pijcie i kukurydzki, no i wszelakie zbożowe pędy! Pijcie drzewa, krzaki i rzeki!

Pijcie!!!

Sama też się napiję. W końcu ile można tańczyć w tej całej deszczowości bez picia? No ile?! no nie da się długo. Wszystko nagle w człowieku też pije. I skóra i włosy i oczy. Palce piją i nogi, ręce i dłonie, uszy i wszelakie korpusikowości. Może tylko mój laptop nie pije. Jak stary się napił przez przypadek, to kurcze całkiem oszalał. Więcej już chyba nie będę nikogo na wilgotność nawracać… LOL

IMG_6173

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Parada Wielu Słów… została wyłączona

Pan Tealight i Wiedźma Definicyjna…

„Tak było i już.

Ona była wiedźmą, zwyczajność w zwyczajnościach, całkiem stary przepis i serio bez nowoczesnych domieszek, no nigdy się na nie nie zdecydowała, i nie zamierzała tego zmieniać. Jakoś tak… nie podchodziły jej!!! No i wiecie, nie było jej stać! To powinno zostać głośno wspomniane. Czy gdyby mogła, gdyby ją było stać, może byłaby jak wszyscy inni? Bo… kto ją tam wie? Kiedyś serio eksperymentowała, jak onego czasu, gdy postanowiła zostać duszą towarzystwa.

Rany! Ale to był ubaw!!!

… wiedźmą.

Tu definicja jest jedna, ale długa, bogata w przypisy i dywersacje, dygresje i dziwne odcienie, ale jedna. Można się było zgubić, zawieruszyć w niej, mapy nie dodawali, ale była definicja. I chyba z tego powodu Wiedźma Wrona Pożarta miała na punkcie definicji pewnego specyficznego fioła. Lubiła, jak żona była żoną, matka matką, a kurna dziwaczka sobą samą! Bo wtedy jakoś wszystko było prostsze. Wiadomo było do kogo mówić: psze pani, a kogo unikać, bo na pewno wali kurami. Za zaciemnionymi oknami rosły pieczarki i wiecie… nikogo nie łapano za marychę.

Świat ogólnie dla niej… domagała się ram, ustaleń i porządków. Definicji, w których można się schować… i przeciwko którym można protestować. Oj tak, wkurzała ją ta współczesność właśnie przez brak owego protestowania!

Za cholerę nie mogła się w tym wszystkim odnaleźć.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_3000

Z cyklu przeczytane: „Carpe jugulum” – … za gardło! No bo widzicie, wampiry też się zmieniają. Ciężka praca popłaca, niektórym się wydaje, że może zmienić krwiopijcę w sałatkożercę.

Czy warto wierzyć w to, że niektórzy mogą się zmienić?

Król Verence właśnie ma ochrzcić swa pierworodną, o intrygującym imieniu, gdy wiedźmy przybywają. No dobra… powinny przybyć, a jednak coś/kogoś brakuje. Tylko dlaczego, przecież zaproszenia rozesłano, wszystkim, a jednak kogoś brakuje!!! Tylko… może tak ma być? Przecież one zawsze są trzy: Dziewica, Matka i ta no, której nazwy wymieniać nie można. Ale wampiry? Wampiry?!!! Oszalałeś Verence?!!! Kompletnie cię chłopie porąbało, nic dziwnego, że małe, niebieskie demony muszą zadziałać…

… nieprzemyślanie!!!

Jak zwykle dowcipna, jak zwykle przemądra i cudownie niepokorna politycznie. Inteligentna i z jajem, znaczy z jajnikiem bardziej, ale nie oceniam. Genialna. Wiążąca to co wiemy z tym, czym jesteśmy i to co opowiadają legendy z tym, co zdaje się być stałą w życiu tej planety. Wciągające i do końca niepewne, a jednak…

… poruszające. Bo pisanie Pratchetta to nigdy nie jest tylko jedna strona medalu. To zawsze są one dwie, równiutko przycięty brzeżek, zawieszka i oczywiście kilka słów od haftowanej we wzroki wstążki!!!

IMG_2794

Pochmurność i deszcz. Deszcz i pochmurność. Zwały kłębiących się niebios, mokrość, szarość, lekka spokojność i tak dalej…

A dupa, nic z tego!!!

Dobra, gwoli ścisłości i oddając sprawiedliwość niebiosom – kichnęły były one! Raz, dobra może dwa, ale z tego drugiego kichnięcia, to smarki w kułak już poszły, bo nam sie nic nie dostało. Oto i szumnie oraz dumnie zapowiadane deszcze. Sucho jest nadal, a może i bardziej? Bo widzicie, zdaje się, że roślinki też naprawdę czekały, wychlały co tam miały i teraz im wszystko smętnie powiewa i pochyla się ku ziemi… suchej ziemi. Jebana pustynia!!! I wrzątek…

Podobno znowu ma padać, ale wiecie co? Nosz kurde im już nie wierzę tym przepowiadaczom pogody i wszelakim, dziwnym wróżom. Po prostu, zwyczajnie im już nie wierzę!!! Dawno nie widziałam żeby wszystko tak marniało, nie tyle schło, co najpierw sie gotowało w sobie, a potem jakoś tak ginęło… ale najpierw nie osiąga swojej właściwej wzrostowości… jak w przypadku lubczyku zwykle bujnego, sięgającego na ponad 2 metry… a teraz mikrej krzewinki pustej w środku…

Susza strasznie wszystko niszczy i nie mówię wyłącznie o roślinach, dziwnie mikrych zbożach, problemach z ziemniakami i innych takich tam. Mówię o ludziach, którzy nagle kąpią sie we własnym zmęczeniu. Dziwnie są oklapnięci i sflaczali. Niczym te lekko nakłute baloniki, z których uchodzi powietrze, ale nikt nie wie którędy dokładnie, ani czym to załatać, bo przecież poślinić sie nie da, a tylko śliniąc, czy polewając wodą mmożna odnależć punkt skaleczenia…

Brak deszczu oznacza też nadmierną wrogość ptaszencjów, porąbane śpiewy i trele, oraz… co zaskakujace, wciąż zeszłoroczną ściółkę w lesie!!! A tak. Liście nie zbutwiały. Nie pojawiła się stała, tymczasowa warstwa dość wysokich, zielonkawych traw i krzewinek miękkich. Jakoś tak, nie ma dla nich miejsca, nie ma też i wody. A bez… bez próbuje zakwitnąć i straszliwie śmierdzi, niczym mieszanka moczu i bardzo wykorzystanych skarpet… ale to bardzo!!! Stojących, skruszałych, namoczonych, potem podgrzanych, skoncentrowanych. Bez urazy bezik, smaczności z ciebie lody, ale w tej suszy bardzo woniejesz. Aż rzekłabym, za nadto!!!

IMG_7217

Folkemodet…

Gliniarzy dostarczyła Cinderella!!! A tak, na takim wypasionym cudzie będą sobie bezpiecznie politycy i inne takie odpoczywać. I oczywiście… no sorry, ale w większości przecież gadać będą o… biedzie, wydając jednocześnie tyle kasy na to? Tosz pod namiotem spać kurna nie łaska!!! Albo chociażby w hotelu, czy domku? Nie, nosz przecież trza nam skajskrapera na wodach… pewno, że rozumiem iż ochrona kacyków zgromadzonych w jednym miejscu może być prostsza, ale idąc tym tropem, sorry jednak wysadzenie wszystkich w powietrze też, więc…

… dlaczego?

Czy się boję? Oj pewno, co roku! Folkemodet nie tylko oznacza nalot dziwnych ludzi na Wyspę, ścisk i hałas, ale przede wszystkim nadmiar policji i dziwnych służb szepczących sobie do ucha, a co najwazniejsze i najtrudniejsze… zerowy dostęp do lodów w Kalas-Kalas!!! No sorry, ale dotrzeć na północ raczej trudno. Polecam helikoptery i łódki, choć te drugie bardziej, bo już słychać, że przestrzeń niebiańska jest mocno obciążona lataczami szpiegującymi.

… więc trzeba wrócić na południe. Do Svaneke, gdzie łubiny na znajomym polu znowu przesycają powietrze tak niesamowitym aromatem, że aż człowiekowi świeczki stają z wrażenia w oczach, ryczeć się chce, znowu czuje zapach ciasta Babci i w ogóle… na ramionach lekki czas dni, gdy pole oznaczało zboże, na łące były krowy i wszystko było ekologiczne. Proste. Była ziemia, był dom, było bezpiecznie. Tak na mnie działa ten łubin, że z chęcią bym z niego nie wyłaziła. I z tej koniczyny, która dołem go oplata. Wiecie, tej zwyczajniej, o okrągłych brązowawo-kremowych główka i sporych liściach trójlistnych. Ona też pachnie… jak to, czego już nie da się odzyskać. Jak wspomnienia, te sny, co wciąż mnie kręcą, zapominanie złego…

Ogólnie mówiąc, nawet z ta susza, Wyspa wciąż rusza w człowieku oznaki wszelkiego uduszenia. Znaczy duszenia, no wiecie, że dusze mamy!!!

IMG_4815

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wiedźma Definicyjna… została wyłączona

Pan Tealight i Wiedźma tańcząca…

„Chyba tak to należało nazwać, naprawdę…

Chyba?

Bo widzicie, może nie była goła, jak tradycja chyba nakazuje, ale kamień był. Hmm, aczkolwiek kamień był jeden ino, choć sporawy, i miał koliste wgłębienia, ale nie był kręgiem z ostrymi szpicami wbijającymi się w niebo, który oddzielał wszystko od wszystkich innych i nie prowadził do zarażenia profanum baj sacrum, ale jednak… Było miejsce. Odpowiednie, choć z kamieniami deficyt, ale było, chyba… i była ona. Błagalnica. Prosinnica. Owa, wiecie osoba zdecydowana, by zrobić z siebie pośmiewisko i cyrk wielki, ogólnie zabawę dla innych, nie bojących się podglądać, a i nadmiernie wierząca, bo przecież bez wiary by się nic nie dało zrobić, kompletnie… Osoba i miejsce i oczywiście byt jakiś, który nie poczułby się tym wszystkim obrażony. Tak, to jest bardzo ważne. Bo widzicie, zdawałoby się, że owe bóstwa wszelakie i inne tam duchowości, sprawcze i tak dalej, to jednak no jakoś tak mają nie po kolei pod kopułą. Sami pomyślcie te ofiary, co nie? Tosz przecież rozumiem, że nie chcą tulipanów i stokrotek, a i serce bijące może jakoś inaczej się do tego składać, ale jednak… Serio? Truposze i to cięte odpowiednio? Albo te tam wyrocznie z flaczków! Podobno potem to ktoś zjadał, ale i są przypadki takich się marnujących! A jednak… wciąż to robili. A owe duchowości wciąż to przyjmowały? A może nie?

… ona tańczyła.

Tak, Wiedźma Wrona Pożarta w imieniu spadającego deszczu tańczyła. Prosiła, błagała i takie tam…

Albo miała atak jakiś.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_6466

Z cyklu przeczytane: „Ciekawe czasy” – … są ciekawe!!! No wiecie, wszyscy znamy to powiedzenie: obyś w ciekawych czasach żył… Znamy, czy nie? Ale czy poprawnie ono powiedzenie interpretujemy? A kto tam wie. Jedni uważają, że ciekawe czasy sa dobre, większość ino puka się w czółko.

Ja się pukam. Jam jest większość!!!

Jeśli czytaliści dwa pierwsze tomy serii, to znacie i Rincewinda i Dwukwiata. Tak, w tym tomie ponownie się spotkają. Tak, znowu jest dziwnie. Tak… jak najbardziej coś jest nie tak, ale jednak starsi panowie znowu gryzą i są WIELCY! Bo wiecie, jeśli kraj z innej strony Dysku błagam Patrycjusza o pomoc, to on owej pomocy udziela, nawet jeżeli pomoc ona domaga się sprowadzenia Maggusa! Wielkiego Maggusa, który ma zmienić pewne, wielce waleczne sprawy…

Czy Rincewind jest waleczny? No wiecie, Bagaż jest!

Jak zwykle Pratchett idealnie przypominam nam mity i sprawy wstydliwe z wstydliwej historii człowieczeństwa. Czepia się wojen, dziwacznego pragnienia gromadzenia złota i innych tam kosztowności, walk wszelakich, przemocy i dziwnego niezrozumienia dotyczącego religii. Ale tym razem dostaje się też tym, którzy uważają, że zawsze mają rację, tym, co to natrętnie pokazują swoje albumy z wakacji i… no wiecie, gdy też w tym udział biorą magowie, to wiadomo, będzie wybuchowo!

IMG_2797

Trochę nowości! Wiadomo, praca to praca, co nie? LOL Mamy i to i tamto, a to się już kończy, a to dopiero zaczyna!!!

IMG_5546

A jak się nie było na Targach Warszawskich, to się można pocieszyć LOL

IMG_5506

… torbami!!! Wiecie, tak serio, to nie lubię zgromadzeń ludzkich, ale lubię, kocham materiałowe torby, bo plastiki mnie wkurzają i robią mi pryszcze!!!

IMG_5594

Port w Nexø…

Byliście? Tak, to owo miejsce, do którego zawija Rzygolot z Kołobrzegu!!! Owo mityczne stworzenie, dziwnie nie do końca działające na burzliwych wodach Morskości Dookoławyspowej. Mieszanka smoka, krakena i całkiem niewinnego płazińca, serio!!! Szczególnie jak te rowery spuszczają, takie to wszystko malutkie. Takie nieprzystające do ogromu promów. Dziwnie zagubione…

Tak, oto jest port.

Spory bardzo. Port z miejscem na łódki, ze sporym basenem remontowym, suchym dokiem, w którym niegdyś była ta drewniana łajba, co się w końcu twórcom znudziła i tymi ogromnymi, srebrnymi silosami, czy co to tam jest. Z ową żółtą ścianą muzeum, z działkiem poczernionym, bombką, co już nie buchnie, jakimś śmigiełkiem, tudzież tym czymś co kiedyś napędzało łódki… z dziwnym parkiem po prawej, który widać jak się wpływa, bo przeciez tutaj wszystko jest takie… płaskie. Serio, to własnie wyróżnia to miejsce – płaskatość. Maleńkie domeczki, śliczne niesamowicie, ale i te mnogości wszelkich baraków. No wiecie, tych co przechowują łódki, czy inne rzeczy, towary, czy co tam jeszcze. Nie zaglądałam…

Po lewej płaszczyzna wielce tam plażowa. Ale jeszcze wcześniej Smrodliwy Rezerwat. Serio warto nie oddychać zbyt głęboko w tamtych rejonach, serio!!! Ale jeżeli lubicie takie klimaty i wszelkie podglądactwo, to polecam niewielką, ale wystarczającą, dość nieźle zbudowaną widokową wieżę. Bo wiecie, chyba ptakom nie przeszkadza to, że się na nie gapicie, gdy one brodzą, a nawet chodzą po wodzie… składają jajka, tylko latają, nie przebierają we wrzaskach i całkiem nie dbają o smrodek rozkładających się wszelako dumnie, morskości.

Ptaki…

… ciekawe co one myślą, gdy słyszą, jak wiatr w/na masztach gra. Bo tutaj, w Nexø słychać je najbardziej, najmocniej. Może i przez ową płaskość, może i przez ciszę, szczególnie niedzielną, może i jest w tym coś więcej?

IMG_2020

Muszę przyznać, że słuchanie owej muzyki, szczególnie w bardziej wietrzy, sztormowy dzień, szczególnie, gdy niebo się zbuntuje i wiecie, wciąż będzie dość niebieskie i słoneczne… osz kurde jak połączenie Halloween i Jula! No serio. Z jednej strony temperatura i wianie, z drugiej te potępieńcze dźwięki, a jednak niebo błękitne, jakby snieżne, jakby… W tym porcie jakoś wszystko się ze sobą splata, niczym wiecie, te tam warkocze cebulowe. I czasem zapachnie odpowiednio też.

Z portu oczywiście od razu trafiacie na rynek miasta i w inne intrygujące miejsca, ale o tym kiedy indziej. Na razie po prostu popatrzcie na te wszelkie łódeczki małe stateczki. Nie znam się na nich kompletnie, są dla mnie wciąż magicznymi ptakami, którym serio dziś akurat latać się nie chce. Bo przecież i kto je zmusi? No kto? W tym porcie zderza się ta mechaniczna konsumpcyjność, tymczasowość wycieczek i to dziwne parkowanie… wiecie, na dłużej. Z suszącymi się ręcznikami, z oczekiwaniem…

I strach o to, jakie będą fale. Bo przecież tutaj tak płasko, a mewy tak często kłamią, gdy się je zapytać o prognozę pogody na tym tam dalekomorzu.

Pączusia? Bo od niedawna w porcie stoi różowiutkie autko, w którym za 10 koron możecie nabyć donuta, ale nie tylko. Uważajcie jednak, bo chociaż godziny otwarcia są przedstawione, to gdy tam dotarliśmy interes się właśnie zwijał i… że tak powiem tyle z pączusia. Ech!!! A już myślałam, że zadam kulinarnego szału na Facebooku! No wiecie, te smaczne foty i tak dalej… ale nic z tego. Człek się musiał obyć smakiem. Ech, serio czuję się zamieciona pod klientowy dywan, a z drugiej strony, może zwyczajnie dziewczynie nie chce się tam siedzieć w niedzielę, jeśli wszędzie takie pustki.

Szczególnie w przypadku odkrycia maryśki w Tejn taki donut może wydawać się potrzebny, czyż nie? LOL A tak… Chowaniec będąc w robocie, która ponownie wymagała od niego błąkania się po Wyspie i dżetlagowania… widział policjantów z doniczkami. Przypomniało mu się Breaking Bad, zaśmiał się w duchu, a potem w gazecie przeczytał, że… no miał rację!!!

IMG_2881

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wiedźma tańcząca… została wyłączona