Pan Tealight i Krasnokurnaludek…

„No tia…

Zjawił się jakoś tak punkt w południe. Z nieba waliło słonko, dookoła wszystko starało się jak mogło, by oddychać, a jednocześnie się nie pocić, a on tak stał… Oświetlony od góry słabo widoczny dla Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki, opływającej potem.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_6335

Z cyklu przeczytane: „Słońce w chwale” – …

IMG_0705

Pola namiotowe…

No nie ma.

IMG_6733

Nadal sztuka…

IMG_6697 (2)

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Krasnokurnaludek… została wyłączona

Pan Tealight i Zerkadło…

„Jakoś tak… no dobra, obok zegarów to właśnie lustra nie objawiały się często w Sklepiku z Niepotrzebnymi. Po pierwsze wciąż cholernie były w cenie i pożądaniu, a po drugie, no wiecie… Wiedźma Wrona Pożarta.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_7588

Z cyklu przeczytane: „Córka pustyni” – … ech. Niby się nastawiłam, no strasznie na ona biografię, ale zderzyłam się ze ścianą i wciąż mnie boli.

Bo takiej meczącej historii w życiu nie czytałam. Opowieści tak powolnej, bez polotu, bez tego czegoś, bez iskry, skry i powalenia… Wydaje się niemożliwym, że ktoś, kto zaczynał istnienie właśnie w taki sposób, jakoś tak skończył, by stać się i filmem i intrygującą postacią i w ogóle…

Należy powiedzieć, że kocham biografie. Poznawanie ludzi, ich wersji zmagań się z codziennością sprawia, że uczysz się pewności siebie, mówienia nie, a tutaj macie rozpieszczoną, wkurniczająca młódkę… ekhm, i jej rodzinę, której historia strasznie mnie irytowała… więc…

Wrócę może kiedys do tej powieści. Może… może będę umiała przebrnąć przez nadmiar słów i nie dość życiowej skry. Przez to twarde pisanie. Może…

IMG_8143 (2)

I znowu rakieta…

A tak, nie pierwszy raz i przyznam się, że nawet nie chce mi się zerkać, od kiedy to ciągną. Może to przyzwyczajenie, może tak naprawdę niczego w tym nie ma… poza cudnymi duńskimi przekleństwami, na które można się natknąć w rakietowym eterze. No i śmieciami, których potem nie ma komu zbierać, a na które pieruńsko jestem cięta, no sorry, ale to wkurzające…

Bynajmniej pod linkiem możecie obejrzeć jak to dokładnie było. Od początku do końca, no i jak się skończyło. Powiem tylko tyle… ekhm, komentarze pod filmem są dość druzgocące. Łącznie z tymi o odwadze przyszłych kosmonautów, bo przecież to o to chodzi, by kiedyś wysłać zwykłego człowieka w kosmos… Tak się zastanawiam, że jak na naukowców, to kurna sorry, ale USA zbanowało program z powodu kosztów – albo może i spotkali kosmitów i oni im powiedzieli, że sobie nie życzą zaglądania w ich pola, wianki i posesje, no i zakładanie im googli jakiś i oczywiście facebooków, czy innych internetów. No przecież na pewno wszystkiego nam nie mówią, czyż nie…

Rakieta rakietą, ja tam wolę zostać na Wyspie. Na ziemi, kamieniach, pod drzewkiem, bo słonko daje jak uparta, żarząca się sąsiadka, która serio nie rozumie moich praw do jakiejś tam odrębności cielesnej i własnego spejsa… Wiecie, taką, która dużo gada, nie wymaga interakcji poza spoglądaniem na nią i oczywiście ciagle garnie się do waszej lodówki. I jeszcze nie ma jak się jej pozbyć… I oczywiście uznaje, że przecież robi to wyłącznie dla ciebie, bo to tobie tak potrzeba towarzystwa.

Żar z niebios żarzy się, dookolność grzmoci o deszczu, ale u nas jak nic susze. Aż człowiek stara się pocić nad roślinkami, chociaż pewno owo słone człowieczeństwo się skraplające nie działa na nie dobrze, no ale… nie wybrzydzają w takich okolicznościach. Powoli zastanawiam się nad sikaniem w ogródku. Podobno działa na koty, ale nie wiem, czy nie wyłącznie ono męskie… Próbowaliście? LOL

IMG_8771

Ostatnio staję sobie w cieniu i spoglądam na Turyściznę męczącą się na rowerach. Ktoś im nie dość, że wmówił, iż u nas Północ, to na dodatek jeszcze powiedział, że Wyspa jest płaska. Serio… to widać. Rozpoznaję własny wyraz ryjka u tej pani w niebieskiej koszulce, która wcześniej zlazła z rowera i zrezygnowana drepcze powoli w górę… w pełnym słońcu. Oczywiście, on, jej przyjaciel/partner/cokolwiek nadal próbuje udowodnić sobie lub jej własną wyższość, wszelaką moc i superanackość… ale i on w końcu staje. Przez chwilę drży na jednośladzie, przez sekundę zdaje się, że może tak po prostu stać na onych dwóch, wąskich, wypasionych, zapewne drogich kółkach, ale…

W końcu z niego złazi. A raczej się stacza, lekko się trzęsie, męczy się… mocno spocony, dziwnie zaczyna blednąć… Idzie powoli, spokojnie, jakby przypominał sobie jak się to naprawdę robi. Ale dobrze będzie, byleby tylko dotrzeć do jakiegoś cienia. Byleby tylko w jakiś sposób dać radę…

Ludzie kochani…

… kto Wam powiedział, wmówił, że poruszanie się po Wyspie w pełnym słońcu – czyli w okolicach południa, tudzież na zachód pod wieczór – nie jest dobrym pomysłem. Słonko wali jak szalone, jakby nie miało już żadnej osłonki, jakby naprawdę odbijało się od morza, a ono dookoła nas, a potem rżnęło Wam krwawe tatuaże. To naprawdę nie jest dobry pomysł. Potem takie osobniki, w tych swoich sztucznych ciuszkach, które nie pachną różami, męczą się w miejscach dostępnego cienia. Leżą na trawie i ledwo dychają, gdy jeden z nich, ten najbardziej chodliwyw, udał się do sklepu w celu nabycia wody i jakichś batoników… oczywiście batoników nie dostał, bo przecież u nas ino po zdrowemu się żre. Nawet Nutellę chowają!!!

PS. Do dziś pamiętam wyprawę na Christiansø i spotkanie biednej dziouszki, która oczywiście dostała okres, a z Gudhjem miała wrócić na pole namiotowe po drugiej strony Wyspy… do dziś pamiętam jej ból. I moją ulgę, że ja nie muszę. Panowie! Dbajcie o damy, bo one często mówią, że mogą, a potem… umierają.

IMG_8811

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Zerkadło… została wyłączona

Pan Tealight i Obi Brzdęk Narobi…

„Ten co się narobił i o nim nie wspomniano!!!

No tak można było go w skrócie, a jednak pełnie, opisać. Wiecie, sprzątał po wszystkich, pomysły miał i niestety nazbyt głośno się o nich wypowiadał… i jakoś tak, niby zasłyszane nie kradzione, więc…

A po wszystkim, on jakoś nie potrafił powiedzieć, że to jego dzieło, że wpadło mu pod prysznicem, gdy ulżył sobie na kafelki i ciepłym moczem omiótł ten turkusowy błękit. No nie mógł, nie umiał, jakoś tak, azwyczajnie, winić należy wychowania, matka zawsze mu mówiła, że ma nastawiac ten drugi policzek, nie wspominając o tym, że brzuszki, fąłdki i pośladki się nie liczą… Nastawiał więc. I nie umiał powiedzieć, że to jest jego dzieło. iż to jemu należą się wszelkie nagrody, ukłony, złocone toalety i limuzyny z kobietami plastikiem obdarzonymi…

Nie umiał.

Nie potrafił, a jednocześnie Wkurw Mocarny go ogarniał i tak bardzo chciał… ale mu się nie udawało. Chciał ich rozerwać, chciał tłuc pięściakiem, chciał podtapiać, mordować krwawo i boleśnie, potem wskrzeszać ich i ponownie wystawiać na bóle i pośmiewiska. I kraść ich pomysły i doić świat za cudze…

Ale nie mógł.

Dlatego Pan Tealight zaadoptowało Obiego i nawet zbudował mu komóreczkę pod schodami, tak jak prosił, by mógł się on tam skulić i wiecie, płakać i żalić się samemu sobie, ale innym zawsze pokazywać uśmiechniętą twarz… bo tak chujowo go wychowano, tak obrzydliwie skurwysyńsko!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9096

Z cyklu przeczytane: „Folklor Świata Dysku” – … takie wiecie. Etnograficzne. Socjowszelaokiczne. Opowieściowe. Czyli skąd się wzięli oni…

Wiedźmy, wampiry, małe gnomy, większe gnomy i zombie i… wszyscy. Oto opowieści, które doprowadziły do opowieści. Czyli wiecie, otwierają się przed Wami przestrzenie wszelkich bajdurzeń i mitów, opowieści, bajd, pieśni i tych strachów, które kryją się pod łóżkami. Wciąż. Przecież nawet oni, dorośli, wciąż czasem boją się wystawić nogę spod kołdry nocą ciemną…

Oto historie z całego świata… te, które stały się inspiracją, lekko dowcipne opowieści o bogach, herosach i chochlikach. O wróżkach, elfach i wszystkich tych, którzy sprawiają, że Świat Dysku jest taki, a nie inny. Cudowny!!!

IMG_6669

Wrząco…

Oto ponownie roztwarły się wrota wszelakich słonecznych piekieł i ponownie powietrze wonieje niczym pachy i mocno przeobracane skarpetki. Oto znowu żar i dary składane Bogom Wiatraczków, Dmuchaw i Eirkondiszionów!!! Oto i czas jest dla wszelkiej golizny, bo przecież nie da się nosić na sobie więcej niż skórę… a lepiej, to w ogóle i z tego zrezygnować! A może by tak zdrapać skórkę, trochę tłuszczyk potem wyrównać, opalić i zostawić ino one kosteczki…

Ino kosteczki?

Wrząco…

Serio, jeśli chodzi o świeżości, to zapomnijcie. No niby wolne przestrzenie, a żadnego friszelufta! Pewno, że to wodorosty, a i morze dziwne, ale wciąż… chyba mój pierwszy raz. Ponownie pierwszy raz, by widzieć Wyspę taką. Taką inną, dziwną, nieruchawą, smrodzącą, ale i o czerwonym morzu.

A tak wczorajsze wejście w tonie było po raz pierwszy. To nie tyle wodorosty zepchnięte z głębokiego Niewiadomokąda, nie tyle gęsta zupka, miejscami bąbelkująca, nie tyle ono morze bezsztormowe, o dziwnie niewymienionej toni… ale raczej coś na kształt planu dla kolejnego odcinka Szczęk. A serio… całe morze zrobiło się bordowo-rdzawe. A po wierzchu oczywiście granatowe. Do tego jeszcze srebrzystoszare odciski niebiańskich stateczków i… macie cudowność. Przerażającą, ale jednak i intrygującą cudowność. Mój kolejny pierwszy raz, by widzieć toń z jednej strony ponownie tak atłasową, a z drugiej…

… tak przerażającą.

IMG_0396

Z drugiej strony co się dziwić… przecież morskość to twór bardzo żyjący i bardzo żwawy, ale jebana chełbia o tej porze? Serio? Uciekałam tak szybko, że nawet do końca nie jestem pewna, czy to była ona, czy też dowód na to, że Bałtyk się ociepla…

Pola pokrył dziwnych proch, dym i wszelakie zamieszanie. Oto naczęły się sianokosy, zbożokosy i wszelakie sprzątania plonów. Ino te plony wyglądają jakoś dziwnie. Jakoś tak marnie, jakby w okresie dojrzewania nie tyle dojrzały, co raczej się spaliły. Strasznie to smutne, no ale… spoglądanie na pola ogólnie nie jest już takie jak niegdyś. Nie dość, że wszyscy straszą glutenem i nagle człek zdaje sobie sprawę ze śmiercionośności ich samych, to na dodatek są one takie dziwnie niskie i gołe. I jakieś takie… chemiczne, i to nie z tej chemicznej zwyczajowej strony.

Na ulicach oczywiście mnogość luda. Ale bez przesady, zauważalne braki w polskiej Turyściźnie, no ale… promu nie mają, więc co się dziwić. Żygolotem to serio nikomu nie polecam wyprawy. Wszyscy na rowerach, co przeraża, bo nagle małe dzieci na ulicy, tosz to w każdym momencie może się majtnąć i wyląduje pod samochodem! Zresztą, taki wypadek niedawno zaliczyła dziewczynka z Niemiec. Albo trochę większe dzieciaczki, ale kompletnie nie panujące nad rowerami. Nie mam pojęcia czy to moda, czy jednak inne dziwactwo, ale rowery nie są wybierane by pasować do wzrostu, ale… do kieszeni kupującego. Wiecie, im bardziej wypasiony, tym widać ich zdaniem bezpieczny. A potem patrz kierowco na te męczące się i zygzakujące dzieciaki i módl się by ci nie wpadły pod koła. i to od razu wal w nowenny!!!

IMG_8957

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Obi Brzdęk Narobi… została wyłączona

Pan Tealight i Pustelnik Gerwazy…

„Sprawa mody?

A może jednak zwyczajny kaprys? Nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Ale to kompletnie nikt, a każdy został spytany, uwierzcie. Czy żywy, czy martwy, ładny, czy brzydki, wszelako goły, czy ubrany… każdy. Nie pominięto nikogo. Kompletnie. Cudownie się okazało, iż długie nagabywania sprawiają, że ludzie robią wszystko, byle się tylko was pozbyć, wiec jakby co… korzystajcie spokojnie z naszego pomysłu w nadgorliwości. Pukajcie, aż w końcu otworzą, bo ile można wymieniać drzwi.

Nazywał się Gerwazy.

Był całkiem młody i muskularny, dziwnie filuterny i sprawiał, że zarazem Królewny, jak i Księżniczki… zaczęły więcej czasu spędzać na zewnątrz. Pod tym słupem, na którym z podziwu godną wytrwałością utrzymywał doskonała nieruchawość. Ale serio, ni w prawo ni w lewo! Musiał oddychać, co nie, a jednak jakoś tak się mu nic nie poruszało. Żeby przeprowadzić odpowiednie doświadczenie, sensu strikte naukowe wyłącznie, serio… WYŁĄCZNIE z naukowych pobudek, uwierzcie… no więc jedna, z onych koronowanych, no wiecie, ta z najlepszymi walorami, to jakoś tak postanowiła powodzić go na pokuszenie i… zrobiła to. Wodziła go w pełni, mocno, silnie i w dobrym oświetleniu. Wodziła go długo, najpierw kusząco, zza liści… ależ oczywiście, że eksperyment został udokumentowany, no oczywiście!!! Potem już zwyczajnie, zaczęła sie opalać w pełni odkryta, z tym, co jej natura dała, a błyszczyk podkreślił…

I nic się mu nie poruszyło!!! Może to związał? Zakajdanił? A może trzymał między nogami? Może zassał do środka…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_3675

Z cyklu przeczytane: „Ostatni kontynent” – … że Australia? Ale na pewno? Bo zdania są podzielone, chociaż, kurcze… może jednak Australia?

Oto jest opowieść geograficzna i z magami. Oznacza to masę pomyłek, dziwnych wpadek, kapeluszy, szat i wiecie, tych wszelakich spraw, które zaskakują. Oto historia powstania, narodzin, stworzenia i tak dalej. No wiecie… w końcu trzeba było o tym opowiedzieć. O początku kontynentu…

Mądra, jak zwykle czerpiąca z tego, czym aż pulsuje kulista wersja tego świata. Jak zwykle kręcąca naszą tożsamością, a jednak… odrobinę bardziej poważna. Jakaś taka mocniej filozoficzna. Bardziej głęboka nawet, a może li tylko przewrotna?

IMG_8368

I znowu afera…

Bo przecież czemu nie, co? LOL Mój idealny, idylliczny, cudowny Mniejszy Kraniec Świata… ma znowu problem. A nawet silny shitstorm i takie tam. Okazuje się, iż jeden z fotografów, tutaj, mieszkaniec Rønne… robił zdjęcia dziewczynom i młodym kobietom, od tyłu. Oczywiście bez ich wiedzy, bo i trudno przecież wiedzę mieć, ludzie zwykle nie maja oczu z tyłu głowy, chociaż, zdawałoby się, iż niektóre matki mają, no ale… Bynajmniej fotograf oczywiście umieścił zdjęcia w sieci, bo przecież i… w końcu się zaczęło. Oj, oczywiście, że podobno zdjęcia zostały usunięte, ale sorry miśki, z sieci nic nie znika. Wszystko tutaj zostaje.

Zdjęcia kursują teraz po świecie internetowym i wkurzają wszystkich. Właściwie niczego nie da się zrobić, ni usunąc ich, ni powstrzymać niegrzeczne myśli tych, którzy wolą od tyłu i takie tam… Wiecie, co jest mega wkurzające? A na przykład to, że nikt dziewuchom nie zapłaci! Te zdjęcia będą wykorzystywane, ale za darmo. Oj oczywiście, że one się zestarzeją, znaczy dziewczyny, może i o tym zapomną, może i część to oleje, może i niektóre się nie dowiedzą, jeśli ciotki i inni krewni i znajomy królika ich o tym nie poinformują… ale kurde no! To ich wizerunek, to ich sprawa, to… powinno być finansowo nagradzane. Dlaczego do cholery nikt nie rozumie, że internet to świat i kasa się należy?

Facet ma raczej już przesrane. I to mocno… tłumaczenie się, że chciał pokazać piękno od dupnej strony, że przecież to sztuka, czy inne kurna tam, nie ma racji bytu, a po tym, co Bornholmczycy pokazali po sprawie z wiatrakami, czekam na stosy i widły. I może jakieś wiecie taczki kupy gnoju. Az mnie korci im podpowiedzieć rozwiązania zza morza. Serio korci!!! Byłoby malowniczo, etnograficznie, skromne zapożyczenie, no wiecie, rozwój społeczności bazujący na mitologii…

Korci LOL

IMG_8070

Cudowne wieści!!!

Deszcz nadchodzi. Burze i wszelkie niepogody… Chmury i załamania, oblewy i ulewy. Ojojoj, zamartwia się Państwo Duńskie, że wakacje będa od czapy. Znaczy od parasola i wiecie, tych takich reklamówkowych płaszczyków, których serio nie rozumiem. No wiecie, to tak, jak nałożyć na siebie torebkę z Biedronki, czy Netto – bo żółte są też – czy innego miejsca shoppingu i… pocić się od środka. I to pocić sie straszliwie. Jak to niby pomaga, jak i tak mokniesz?

No mniejsza… ma padać i się w końcu ochłodzić. Goodbay pocące się pachy i ciecze spływające człowiekowi po szyi w najmniej odpowiednich momentach. Idźcie precz plamy na tyłku, bo przecież kurde nawet bawełniane gacie mają sztuczne metki, które tam go drażnią, aż tak, że pośladeczki łkają. Idźcie precz te wszelkie się niechciane dotykania, paszoł won masakry robalowe…

Ma padać. A to oznacza tęcze i białe króliki i dziwne stworki potworki latające po ogrodzie w końcu w gaciach. W końcu!!! I chmurki malownicze, dzięki którym zdjęcia zapierają i dech i kał w piersi… znaczy dech, no sorry, kał to nie, co nie… znaczy zapierają kał, ale nie w piersi, no chyba że kiedyś ktoś tam taki dech miał i w ogóle, oddychał złem i wdychał zło i w ogóle… Ale bez urazy, wszystko jest okay. W końcu deszcz nadchodzi, a to oznacza, że chłodziarka nie będzie działała na cały regulator! A od niej łeb mnie boli no strasznie! Nie wiem dlaczego, ale kiepsko działa na mnie…

Deszcz idzie!!!

A potem człowiek doczytuje, że… nie na Wyspie.

Miłego smażenia.

IMG_8246

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pustelnik Gerwazy… została wyłączona

Pan Tealight i Mała Skierka Mocy…

„Była niebieska i niewielka.

Oczywiście, że jakoś w towarzystwie Wiedźmy Wrony Pożartej lepiej było być niebieskim, ale gdy przychodzi czas zbierania Calineczek z Gråmyra, to lepiej być niebieskim naprawdę i do końca, jeśli chce się być zauważonym. W końcu Czas Calineczek to tak zajmujący czas, że zdarzało się, iż nasz Wiedźma mniej widzi, że mniej czuje, że tylko w objęciach trzyma ją ona chuć ich łapania…

Małych, przesłodkich, obleśnych, niskich i szczupłych blondyneczek. Doskonałych w zalewie korniszonowej!!! Albo wiecie, lekko podgotowanych, ale jak homary i ważne, żeby nogami w dół… trochę krzyczą, ale to ino powietrze ucieka, bez obawy.

Niczego nie czują…

Wiedźma Wrona Pożarta, gdy Mała Skierka Mocy się objawiła w jej otoczeniu, leżała na kamieniu, co niegdyś był jednym ze Stojących Bogów, a teraz milusio drzemał zanurzony do połowie z lekko zielonkawej cieczy i chrapał. Chyba mu ona nie przeszkadzała, ale… kto to tam wie, jak to z nimi jest? No kto? Ojtam cicho być!!! Ona leżała… a w dole, tuż przed nią, zaraz pod jej nosem, dziwnie takie nieruchome, dziwnie takie spokojne i stałe…

Lilie białe, różowe i czerwonawe i kanarkowe… i czapla.

I Mała Skierka Mocy.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9134

Z cyklu przeczytane: „Piąty elefant” – … był taki. Niesamowity i piąty. A teraz wiecie, no jest tłuszcz. A nawet tłuszcz z chrupiącymi kawałkami! Taaaak! Chyba łatwo się domyśleć co za kraj zainspirował Pratchetta do stworzenia tej krainy i tej opowieści!!!

Oto opowieść o kobietach, wszelkich maści. I o władzy, polityce oraz Igorach! Kocham Igory!!! Zawsze podadzą nie tylko pomocną dłoń, ale i nogę, wątrobę, czy płucko. I oczywiście to opowieść o wampirach i wilkołakach i o miłości. Tej wiecie męsko-damskiej. I jeszcze o wieściach… tych, które są największe. Ale przede wszystkim oto jest dysertacja o symbolach!

Czasem się zastanawiam, czy można się Pratchettem znudzić? Bez urazy, pewno że człowiek czasem myśli iż przeczytanie czegoś innego byłoby super, ale potem nagle swędzi go pod płaską częścią i… nie nudzi. Jakoś tak. W końcu tylko tutaj Vetinari wie wszystko, psy gadają nibyludzkim głosem, a najsłynniejszy krasnolud winien być królem ludzi, ale mu się nie chce!!!

IMG_8370

Zaliczyłam wpadkę z UPSem. A dokładniej z UPSem i Gandalfem.

Wiecie jak to jest, no bez książek żyć się nie da, Merlin.pl podobno z martwych powstał, no ale cicho o nim, więc… przerzuciłam się na innego maga i… było okay. Serio, naprawdę. Do tego ostatniego zamówienia, które wzięło i zaginęło. Uświadomiłam sobie problem dwa tygodnie temu, no w poniedziałek. Gdy cały ten tracking przestał się ruszać i paczka we wtorek nie dotarła. W środę zaczęło się od Annasza… ale pewno z powodu mej niewiary ni Kajfasz nie dopomógł. Złożenie w ofierze dziewic różanych też nie podziałało.

Oczywiście, że gdy dzwonisz do duńskiego UPS mają cię gdzieś i twierdzą, że dojdzie, dopiero Bornholmski UPS stwierdził, że paczki nie ma. Okazuje się, iż istnieje coś takiego ja fizyczny skan i ten miał miejsce w Niemczech, a to, iż na trackingu widniej Glostrup DK, to ino tak sobie widnieje… nie miał co robić, to se widnieje, co nie? Okay, rozumiem… ale co dalej? No okazuje się, iż możliwym jest, że się nalepka odkleiła. No bajka kurcze, co oni na śluz syfilistycznego smoka to przyklejają? I jeżeli wiedzą, że tak się zdarza, to dlaczego juz tego nie naprawili? No nic… Słuchając dalej, bez urazy całkiem miłej i pomocnej duszy, okazało się, że może i paczka w ogóle nie wyszła z Polski, a ta naklejka sama tak, niczym ten uchodźca wiecie, chciała do Danii…

No nic.

Chowaniec pożegnał się z panią (pamiętajcie, że panicznie boję się między innymi własnie telefonów, dlatego twierdzenie ankieterów, że to JA dzwoniłam bzdurne jest prześmiesznie zawsze) i dzwoni do księgarni G. A tam buba… widzicie, bo nie wiadomo dlaczego mają zamknięte telefony do 14tej… a potem jakoś chyba zapomnieli otworzyć, czy co… Po jakichś dwóch dniach otrzymaliśmy słowne potwierdzenie, że się sprawą zajmą. Nagrywają te rozmowy, więc pewno gdzieś dowody na to są, ale… Mimo zajęcia, odpowiedź na wszelkie jęczenia i tak nie przyszła, dopiero w poniedziałek dostałam mejla, że przez 8 dni będą jej szukać. Paczki się znaczy.

Wkurzające, co nie? Szczególnie, gdy wydałeś kasę, a księgarnia zamiast skompletować paczkę, wysłać raz jeszcze do mnie, a z UPSem załatwiać to już po swojemu… to nie, zwala w pewnym sensie winę na mnie, jak większość ludzi, bo mieszkasz przecież durna ty Wiedźmo daleko…

IMG_9163 (2)

I tak siedzę sobie tutaj na mym kompletnym bezksiążkowiu – no dobra, przesadzam, ale zostały mi 3, więc jestem w strachu… i marnieję.

Siedzę i wpatruję się w owe lilie na Gråmyrze i znaki durnoty ludzkiej, co rozorały to piękne miejsce nie myśląc wcale, durnie nie pojmując naturowości i ogólnie mówiąc wkurzając mnie na maksa. Tia… chcieliście się pozbyć skrzypów? Serio? Patrzcie, jeszczeście je namnożyli!!!

Siedzę i widzę rąbaną, przepiękną czaplę błękitną. No siwą, dobra, ale niczym wykutą z bladego turkusu. Czaplę, która ma gdzieś mnie wiszącą na plask nad taflą, zaczepioną nogami o kamień, cycki wgniatając w to coś, co w mojej opinii kiedyś stało… i wiecie, powoduje, że nagle nic nie skrzeczy, nic spod nóg mi nie ucieka. Żadnych żab… W końcu czaplę wystraszył piesek z tymi, których postanowił wyprowadzić na spacer, ale nie odleciała daleko. Siedzi teraz na iglaku i czeka… aż wszyscy znikną. Na szczęście owych wszystkich niewiele, więc nie ma boja czaplo droga, a jedz sobie te francuskie kuchnie. Może masełka i koperku do udek?

Płaszcząc się nad taflą stawo-jeziorka, co to było na lud, człowiek zaglapia się w one lilie i nie wierzy. Są i białe i takie różowawe. Takie ciemno różowe, a i kanarkowe. Dziwnie nie do końca żółte, ale i nie zielonkawe w pełni… i te wielkie liście. I te ich końcuweczki tykające dna… i ta cała woskowatość. Takie to wszystko bajkowe.

Takie niewyobrażalne, takie dziwnie… moje.

IMG_9266

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Mała Skierka Mocy… została wyłączona

Pan Tealight i Wielki Pleśniarz…

„Znaczy, bez urazy, oczywiście, że o nim słyszeli. Zdawali sobie sprawę z jego istnienia, no jak z pierdów i sraczki bolesnej… Jak, wiedzieli o wydalaniu i prokreacji z tymi wszystkimi mlaśnięciami, no i takich tam. Jak dobrze znali okropne zapachy ludzkiego i innotworzonego istnienia i oczywiście, jak znali przemijanie, ale to nie pomogło, gdy się pojawił. Gdy zastukał do drzwi, a one jęknęły i rozpadły się w galaretowaty niepył. Wcale, ale to wcale nie byli na to spotkanie gotowi.

Nie mieli mopów przy sobie i płynów antyseptycznych, chusteczek, ręczników, a nawet papier toaletowy się skończył, a Pan Tealight jeszcze nie wrócił ze sklepu. Wiedzieliście, że papier toaletowy jako właściwie jedyna sprawa opiera się magii? No nie można go wymagikować, znaczy wyczarować, za nic. Nie da się. Niente i nada i ogólne nic! Obsrane na dodatek…

Nie byli gotowi.

Podobno gość w dom, to i ten bóg w dom, ale nikt nie powiedział jaki. Co jeżeli jeden z tych Azteckich? Wiecie, krew, bijące serca wyskakujące z klatek piersiowych kościanych objęć… no sorry, ale serio? A Bóg Masakra, albo Bogini Wszelkich Zaparć? Co, jeżeli to oni właśnie pukają… albo on, Wielki Pleśniarz!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_7329

Z cyklu przeczytane: „Straż nocna” – … on się rodzi! Straż nie truchleje! Ale za to dzieje się coś dziwnego i on, w końcu on sam, Sam Vimes wie, jak to wszystko się odbyło. Dlatego weźcie swojej jajka w dłoń, bzy za ucho i…

Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z tego, jak zabrzmiały te jajka, ale wiecie… u nich chodzi o całkiem coś innego. Poznajcie jedną z największych tajemnic Ankh-Morpork. Dowiedzcie się, co wydarzyło się tamtej chwalebnej nocy! Tak, tamtej!

Oto opowieść o wspominaniu i historii, o zbrodni i karze, oraz przemijaniu i narodzinach. Wiecie, o mężczyznach walczących i kobietach czekających, ale i tych, które dobre wiedzą kiedy i jak użyć patelni czy szpilki. O jajku i bzie, o tych co już nigdy nie wstaną i o tych, co jednak nie leżą w ziemi…

Wiecie, o mieście i jego przeszłości, oraz o teraźniejszości, która winna pamiętać.

IMG_8371

Gudhjem…

Wieczorem w lipcu i sierpniu tutaj nic nie cichnie. Znaczy. nie żeby był jakiś koszmarny i nieznośny hałas, ale w porównaniu z czasem pozawakacyjnym, to aż nadmierna różnica. Ale… nie jest to hałas jakiś dziwaczny. Trochę muzyki, oczywiście brzmiącej w wyznaczonych godzinach i tylko w porcie, a potem już tylko rozmowy, ludzie człapiący w tą i tamtą stronę, lodziarnia otwarta do… późna! I morze. Zachód słońca, może jakieś przekąski przed snem i ludzie, których do niego ukołyszą portowe fale…

Nic nie cichnie, a jednak… to nie rozdzierające się spektakle nad innymi morskimi miejscowościami. Nie ma parawaningów, z łatwością spotkacie kogoś, kto kąpie się nie bacząc na brak stroju. Bo przecież kogo to obchodzi co kto ma na sobie, jak ten ktoś jest metry od ciebie, jak tak naprawdę nie ma w tym nic ciekawego. Bo w końcu serio, co ma goły człek, czego ty nie masz? Oj no dobra, poza tymi aspektami!

Może nie cichnie, ale nie przeraża. Człowiek mija pogrzeb, na którym spora część uczestników  zwyczajnie pomyka w gaciach do kolan, bo przecież ciepło. Nikt się nie dusi za kirem, ale wszyscy smutni. Bo w końcu uczucia są wszędzie takie same… zwyczajnie. A smutek, to smutek. I tak ten łańcuszek ludzi, którzy zaskakująco parkują przy starym cmentarzu, koliduje z ową rozrywkowością. Ale czy naprawdę? Może to tylko moje myślenie, może zaledwie wrażenie, bo przecież…

… umarł król, więc niech żyje!!!

Nie można płakać po każdej śmierci, nie da się, a i nie ma takiej potrzeby. Po prostu przystań na chwilę, a potem wracaj do swoich wakacji. Wszyscy odejdziemy w ową inną wymiarowość i wiecie co… a może ona wcale nie jest taka zła? A co, jeśli to tutaj jest gorsze? A co, jeśli wciąż będzie na Wyspie, ale i Wyspą?

IMG_7167

Obdziergany traktor…

Wiecie, co się dzieje, jeśli pozwolicie Babci dziergać i jechać… albo gorzej, do tego pociągnie z samogona, no wiecie, onej starej nalewki, tej po praszczurach… No cóż, jeśli już tak ja opadnie, to może się wam przytrafić cudnie zadziergany traktor. No po prostu… starawa maszyna w przecudnych dziergankach!

Jako dzieciak przeprowadzałam się często, okay zostało mi to chyba do teraz, ale, przez te podróżowania poprzez Polskę A i B, jakoś tak zapoznał się człowiek z gwarami i teraz nagle ponownie zderza się ze słowem „sztrykować”. Zderzył się z nim w leszczyńskim, kielczy się do dziś, a tutaj nagle dowiaduje się, iż istnieje ono w zwyczajowej mowie i… tak sobie dumam, że zwyczajnie to wina tych dam z drutami! Strikke… aczkolwiek i stryczek, więc może w duńskim to jak z małżeństwem? No wiecie, słowo określające owo działanie jest również trucizną…

Mniejsza… Jeżeli będziecie musieli zatankować na stacji w Gudhjem, to obok braku wszelkich wygód i totalnej samoobsłudze, zaskoczą was, albo i nie, dziergania. Zwisające z dachu, łopoczące na wietrze, może w tej chwili i moknące, oraz on. Starawy traktorek, raczej rzadko spotykany na Wyspie w użytku, gdy większość szpanuje ogromnymi niebieskimi i zielonymi maszynami… Taki pieszczoszek ziemskiej pracoholiczności. Milusi, słodki i nadmiernie cudowny. Obdziergane ma reflektorki, siedzenie i te tam no bulwy na hakach i oponki jeszcze i oczywiście kierownicę! NA RÓŻOWO!!!

Trzeba przyznać, że cała ta włóczkowatość miejsca, które ma za zadanie napojenie maszyn, ma w sobie coś… rozczulającego. Gdy tak człowiek odchodzi do swoich zajęć, do spacerów, podziwiania lilii na Gråmyrze, wszelkiego się ukrywania przed słonkiem, tudzież no… podziwiania owych niebieskości, tych chatynek, które tak niepozornie wyglądają z wiaduktu… no wiecie, wzruszam się i pamiętam o Babciach!

IMG_7120

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wielki Pleśniarz… została wyłączona

Pan Tealight i Pustelnik…

„Najpierw pojawił się słup.

Właściwie istniało podejrzenie, iż mógł przybyć tutaj sam na swoich nibynóżkach, albo przyturlać się, albo alieni spuścili go z ozonowej sfery, albo… no wiecie, zawsze tutaj był, ale dopiero teraz wyrósł? Nie bacząc na opady minimalne, może zasłyszawszy jakąś dziwną, podziemną pieśń, albo co gorsza oną naziemną? Może zamknięty był w ziarenku, może jednak to z kłącz, a może dziwnego, zagubionego mikroba? Może i miał trochę specyficzny kształt i dziwnie dźwięczał, albo inaczej… ktoś go podłożył? Nocą przyleźli, zakradli się i…

Pojawił się słup.

Właściwie prosty i dobrze okorowany. Gdy się lepiej przyjrzeć, to ktoś wyrzeźbił na nim jakieś mikro runy, ale dziwna obślizgłość niekory nie prokurowała szybkich oględzin, więc… może i były tam rzeźby. Może ktoś opisał wszystko to, co chcieli wiedzieć, może i były tam odpowiedzi na to, jak gotować mleko i nie mieć kożucha, ale oni woleli z daleka. W końcu mógł gryźć. Wszystko mogło gryźć, Wiedźma Wrona Pożarta też, dlatego mieli wprawę w obawach…

Kolor miał dziwnie mleczny, jasny, jak te zasłonki puszyste w domach, w których nie tylko ściągasz obuwie przed wejściem, ale i założyć te zabawne, woreczkowate paputki, wiecie te obciachowe i zawsze nie w tym kolorze, co trzeba…

Pojawił się słup.

Właściwie milcząco się pojawił, ale wiecie, na owym stożkowatym jego zakończeniu – co było dość zaskakujące – coś dźwięczało. Falami dziwna muzyczność rozchodziła się od góry i wtapiała w mikra trawę… susza serio dopiekła Wyspie. Nie dało się rozpoznać słów, a może w ogóle ich nie było, za to sama melodia była na tyle rytmiczna, że Ojeblik – mała, ucięta główka, zaczęła tańczyć, i nie tylko ona.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_8449 (2)

Z cyklu przeczytane: „Sekret Wesaliusza” – … niebieska. No mam zboczenie na niebieski. Okładka więc mnie wygrała, a jednak… cała reszta nie do końca. Mimo owej przeszłości, mimo intrygi i trupów…

… nie wygrała, bo wstrętnie i nad podziw podle domyśliłam się o co w tym wszystkim chodzi. No sorry, ale nie wymaga to IQ niewyobrażalnego. Jeżeli ja mogę, to każdy może… a po kiego znowu czytać o tym samym?

Oto niedaleka, nieodległa przeszłość. Świat dominacji mężczyzn, meloników i wszelakich, specyficznych zachowań. Tutaj nikogo nie obchodzą biedni i ich trupy. W tym świecie, zresztą, teraz też, nie oszukujmy się, świat biednych skazany jest na przegraną. Nawet w środowisku lekarzy. A może szczególnie pośród tych mieniących się bogami…

Wartka, a jednak dziwnie niepełna, z mało stylizowanym językiem, z bohaterem, którego tak naprawdę w ogóle nie poznajemy – zimny leszcz z niego – zakończeniem, którego można sie domyśleć. Trupy, zbrodnie, niebezpieczeństwa i machlojki. Czyli wiecie, jak w każdy kryminale, ale z przeszłości…

IMG_8152

Wiatraki i pokemony…

Pokemony i wiatraki, no ale najpierw może wiatraki. Wiecie, u nas są różne i różniste. Typ holenderski, koźlak, no i wielkie, szczupłe białasy robiące prąd. I właśnie o te ostatnie toczy się batalia. Jak zwykle najlepiej wysłuchać wszystkich. Jedni chcą, ale jak ja nie rozumieją, dlaczego one wiatraki budują jakieś konsorcja i wcale nie dostajemy z tego prądu my, a dostają inni… inni nie chcą, bo mają i dla nich było za głośno. Inni znowu, co dowcipne jest to Turyścizna, uznaje, iż wiatraki zasłaniają im widoki! Ekhm, z całym brakiem mojego poszanowania… jakoś nie sądzę byście akurat wy mieli coś do gadania. I są jeszcze ci… co mają wiatraki i chca ich więcej, bo w zaskakujący sposób one im nie przeszkadzają, nawet jeśli stoją bardzo bliziutko. Jakoś ni dźwięk, ni wielkość, ni kradzione powietrza… nie mają obiekcji.

W ogóle…

I właśnie im się oberwało. Od innych bornholmczyków.

Polakom zwykle się wydaje, że ich świat jest najgorsze i ogólnie mówiąc tylko tam robaki w jedzeniu, tudzież kradzieże rowerów… no sorry, ale ludzie raczej wszędzie są tacy sami. I właśnie tutaj dali temu wyraz… zawalając tych, co chcą wiatraczków bardzo brzydkimi, ogólnie mówiąc uwłaczającymi a nawet groźnymi listami. Bo przecież czemu nie? Wszystko można. Złe jakoś najłatwiej w tej współczesności.

I nadal nie wiadomo co z wiatrakami. Kompletnie.

Prawda jednak jest taka, iż cokolwiek będzie, to jak zwykle Wyspa zostanie odarta ze wszystkiego i mój mały świat na tym wiele straci. Bo przecież konsorcja mogą wszystko, a małe cżłowieczki pragnące spokoju i pokoju? Cóż… jak powiemy nie, będzie żeśmy nieekologiczni, rasiści i tam co jeszcze… niecywilizowani, ble ble ble.

Bynajmniej ja zmieniam zdanie na NIE. Znaczy jak najbardziej uważam, że energia wiatrowa jest super i ilość wiatraków, które mamy na Wyspie nam wystarczy. Ale dlaczego mamy robić wiater dla innych? Za nic? My mamy ograniczać energię, oszczędzać, a wy se załączacie jebane pokemony?!!!

IMG_8137

… i pokemony.

No właśnie… Pewno nie umknęło wam istnienie PokemonGo, co nie? Ludzie wpatrzeni w telefony i takie tam. Podobno jedna dzioucha zamiast wodnego pokemona gdzieś w USA znalazła topielca, no ale, chyba się nie ucieszyła z takiej nagrody bardziej fizycznej. Ja? Nie mam telefonu, ale Pokemony niegdyś lubiłam… ale sama jednak jestem innym człowiekiem, który wierzy w jednoroce i krasnale, ale nie zabawę w telefonie. No nie ma tam przecież pokemonków, które można przytulić! I żaden nie będzie jak piesek, czy kotek, co nie? A może? Mniejsza… nasi wymyślili, że można by zrobić PGo w wersji wyspowej, ale z naszymi nissenami i troldami!!! Nosz kurde, czyż nie byłoby to piękne? Wyobraźcie sobie, że jedziecie rowerem… a może jednak niech tego nie robią, bo przecież kurna tyle wypadków przez tych durnych zombich telefonowych. Chodzą i się gapią w monitorki i nic nie widzą… i trzeba im ustępować czy prowadzisz auto, czy rower, czy jednak jako jedyny poddany jesteś prawom drogowym.

Ale gra z nissenami byłaby cudna!!!

BornPark… ekhm, najnowszy pomysł, który zbiera kasę. Zbiera kasę na wykonanie takim właśnie filmem. Ekhm, w dzisiejszych czasach TAKIM FILMEM? Nie żebym była marudna, ale serio? Za moich czasów takie tworzono, znaczy jak się internety zaczynały! No ludzie no! I co to za pomysł? Mini golf? Ech… serio? Co w tym fajnego? Oglądałam ten golf dla dużych i nadal nie rozumiem…

A jeszcze sztuka…

Ekhm. Oto jest temat, który porusza Wyspę od kilku dni…

No więc w miejscu, w którym kilka lat temu powstało rondo w Rønne, stoi od niedawna RZEŹBA. A czekajcie, raczej dzieło sztuki to wygląda tak… Eeee, serio! To koniec. Dwa takie metalowe prostopadłościany na sobie i antenka. A! Wczoraj ktoś rozwiesił na tym pranie w ramach protestu… Serio!!! I… ogólnie mówiąc większość się śmieje, ale nic zrobić nie można, bo artysta objaśnił, w jaki sposób jego dzieło należy postrzegać, a na dodatek kasę wydało jakieś stowarzyszenie, więc… no tyle.

Prawda jest taka, że powinni tam co najwyżej posadzić kwiatki, w końcu to rondo, nie powinno rozpraszać, ale stuka… tia… sztuka…

Pokemon!

PIKACHU!!!

IMG_0233 (3)

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pustelnik… została wyłączona

Pan Tealight i Wakacjonowania…

„No musieli.

W końcu im się należało, czyż nie? Przecież zaspokajali światową niepotrzebności, więc zasługiwali na jakieś wakacje, ale… ponieważ lepiej ich było nie przemieszczać i nie paszportować, a jednak… chcieli wakacji. Jakoś tak. Napatrzyli się w mediach, czy innych fejsbukach? Może zatęsknili jakoś tak za zdjęciami stóp w telefonach, albo… albo chwalipięctwem?

Może? Mniejsza, na pewno musieli.

Dlatego Pan Tealight nakazał wakacje w Sklepiku z Niepotrzebnymi. Odgórnie i oddolnie, z prawa, lewa i stron, które jeszcze nie do końca wiedziały jak chcą być nazywane. Nakazał stroje swobodne, dmuchane materace, piłki w powietrzu, piaski, morza, fale, leśne ostępy i wszelaką zabawę. Zakazał roboty jakiejkolwiek, poza intymnościami higieny i narzucił dietę całkiem luzacką…

I myślał, że to wystarczy. Że się uda w końcu, choć przez chwilę być jak oni. Inni. Ci, których pełne były internety. Ci zdjęcia pokazujący, leżący, byczący się, opalający… oj oczywiście, że pierwsza zaoponowała Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki, bo przecież ona musi swoje prace odbębnić, a leżenie na piachu uznaje za Wizję Siódmą Własnego Piekła, niby po Jadaniu Rodzinnym Za Stołem, ale też przed Uniformizacji Wdzianek Zewnętrznych… Zaprotestowała. Gdy nie zwrócił uwagi zaczęła rzucać z gał jadem, a potem się rozryczała…

I tak się zakończyło wakacjonowanie i wszyscy wrócili do robienia tego, co zwyczajnie… lubią.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_0321

Z cyklu przeczytane: „Niewidoczni Akademicy” – … dwuczęściowo? No ba i na czasie, co nie? Kto tam wygrał? Jakaś Portugalia? Czy inny dziwny zakątek świata? A może jednak Francja? Nieeee…

Oto jest opowieść o piłce. Jak najbardziej nożnej. I o ścisku i jeszcze o przynależności, zespołowości i o tym, jak fajnie być w grupie, bo gdy się mierzyć z inna, to wiecie, głupio tak być samemu. I oczywiście o magii i o mieście…

IMG_8365

Po raz pierwszy w twardej dwuczęściowej wersji! Z dwoma kolorystycznie rozbieżnymi okładkami! I z ma… Bibliotekarzem!

IMG_8367

Oto opowieść o tym, czy jest drużyna. O tym, jaką siłę może mieć owo dziwne stworzenie zwane piłką i o… polityce. Bo przecież nie samą piłką człowiek żyje, a i jeśli się stara, to ta polityka wciąż z piłką jest.

Oto opowieść o ludziach, którzy nie tolerują samotności. O wszelakich, specyficznych zachowaniach i pasji… i jeszcze o zapiekankach i kuchni. I o wielu innych sprawach, które wiecie, wciąż się toczą, mimo iż większość świata w głowie ma tylko oną piłkę. I o krainach innych i o Lady…

Niesamowita opowieść.

IMG_8366

Wieje, świeci…

Znaczy lato w pełni. Lekko może i duszno, ale plaża świeci pustkami. A tak… fale. Może i za spore, może i mało bezpieczne dla tych, co wola wariacić się w wodzie, ale jednak… warto. Warto po prostu wyleźć z nudy i zagłębić się w gęstą ciecz. Gęstą, ciężką, pełną zmiażdżonych wodorostów, oleistą prawie. Niesamowicie ciepłą, a po burzy to wprost energetyzującą. Włazisz i widzisz pierwszą falę. Z cudownie przystrzyżoną, białą, odblaskową grzywką. Nosz jak łupnie, to flaczki w środeczku się człowiekowi masują niczym na najbardziej wypasionym łożu do tortur. Potem od tyłu, z boczku. Jak tak pouderza w człowieka kilka razy, to jakoś można przemyśleć nagle wszystkie sprawy i wywalić z siebie to, z czym serio nie uda się zmierzyć.

A potem kolejna fala i kolejna. Siedzisz na płyciźnie i pozwalasz się im majtać. Poniewierać. Jakoś tak pillingujesz sobie wszystko. Ale doprawdy wszystko! Uwierzcie mi. Zdejmując strój pod prysznicem, już w domu, nie tylko wysypałam z siebie pół plaży. Oj nie, dzisiejsze spotkanie z solanką było łapczywe. Ściągnęłam też masę wszelakich wodorostów, łącznie z brunatnicami! Jak to się potrafi w człowieku umościć. Jak potrafi wleźć i nie wyleźć, jak to wyciągac trzeba…

Zaskakujące.

Nadmiernie mocno rozumiesz nagle jak bardzo ławo fale mogą cię wciągnąć i zawładnąć twoją cielesnością. Pierdnicznąć tobą o kamień, o piasek, albo i o coś więcej… tak po prostu. I już nie będzie niczego i nie będzie nikogo…

A tak, burza była.

IMG_9809

Bo widzicie, na Wyspie rzadko grzmi.

Jakoś tak, może to rozmiar, może jednak nie przyciągamy tych piorunków, może jednak wszystko pożera woda? Może… nie wiem, fakt pozostaje faktem, że u nas często nie grzmi, znaczy sporadycznie, a właściwie czasem przez cały sezon nic, kompletnie nic. Nie żebym narzekała, pieruńsko sie burz boję mimo wyjaśnień z dzieciństwa na czym to wszystko polega… Jakoś wiecie co? Wolałabym, gdyby serio były to olbrzymy grające w bile, czy coś tam. Bo te wyładowania i inne testy do mnie nie trafiają.

Mniejsza.

Wczoraj w nocy grzmiało, waliło i się błyskało. Raczej nie nad nami, raczej gdzieś po bokach, raczej nie aż tak mocno, ale grzmiało. Pewno i szybko minęło, raczej też dużo nie padało, raczej… ale jednak. Była burza. Trzeba wpisać w annałach. A jak burza i fale, oznacza to, że statki się znowu chowają po jednej stronie Wyspy. Tym razem widać je z Gudhjem. Stoją sobie i czekają na trochę lepszą pogodę, na mniejsze fale może, na wiatry mniej dokuczliwe. Ogromne stwory z metali wszelakich, ale i żaglóweczki, stateczki i te wszelkie cudowności, co wyglądają jak ten kawałek toaletowego papieru na twarzy skaleczonego goleniem mężczyzny.

Takie to intrygujące, fascynujące nawet, że po jednej stronie napierniczają Wyspę fale, a po drugiej cisza i płaska tafla morza odbija błękit niebieskiego ponad wszelką wątpliwość niebia. Można się zapatrzeć w owa niebieskość, zatopić się w niej, a jednak… wciąż ciągnie cię na owa drugą stronę.

Czy zaryzykować permanentny pilling ciała? Łącznie ze sferami aż nadmiernie intymnymi, czy jednak… zostać tutaj?

IMG_9434

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wakacjonowania… została wyłączona

Pan Tealight i Żerty Market…

„Znaczy… no dobra, weki wekami, ale żeby robić z tego Żerty Market? No serio!? Przecież nie wystarczy dla wszystkich. To co robimy na Wyspie, robimy ekologiczne na Wyspie, a nie na eksporty, importy, przewężenia definicyjne! Wot to tylko tak, no wiecie na Czarną Godzinę i jej wredną Siostrę Czarniejszą… I ich bliźniaczkę, no bliźniaczkę obydwu, ale nie że trojaczki, Sodomię Gomorię. Bo przecież trzeba być przygotowanym, świat ułudnie jest tylko pobłażliwy dla tych, co nie mają odpowiedniej spiżarni i wiecie, takich tam. Kilograma mąki i cukru i wiader z wodą…

Świat nie był jednak gotowy na weki z Wyspy. Oj nie. Gorzej, świat sprowadził sobie specjały z innych krain specyficznych i serio, Wyspa nie miała nic przeciwko! Zupełnie nic. Okazało się nagle, że smakują jej śmierdzące serki i te wielkie połcie szynki, które robiły za poduszki krasnalom. I jakoś tak fajnie podglądać ludzi, którzy nagle budzą się ze swoich swojskich upodobań i sięgają po wędzone w boczku migdały…

Ale tutaj jak zawsze coś musiało pójść nie tak. I poszło. Przecież nie mogło sobie darować takiej możliwości, czyż nie? Głupio by było nie skorzystać, potem pluć sobie w brodę i tak dalej… dlatego coś spryskało wyspowy wszechświat, poddusiło jego duszę, przemieszało moce wszelakie i…

Oto i Market

… co zżerał ludziów.

Bo przecież i marketom wolno odczuwać głód!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_0678

Z cyklu przeczytane: „Bogowie, honor, Ankh-Morpork” – … właśnie. Co zrobić, gdy nagle między krajami pojawia się wyspa? Kto będzie nią władał? Kto będzie panem i władcą? I dlaczego nie Ankh-Morpork?

Oto opowieść o polityce. O zawiści, ludzkich pamiętliwościach, opowieściach o wojnach i wszelakich mordobiciach. O inności sąsiadów… no wiecie, o współczesności. Oto jest ta książka, którą wszyscy powinniśmy przeczytać. Niekoniecznie przegryzając do tego kebaba, czy inną pitę…

Oto opowieść o życiu. Odmiennościach i o tym jak bardzo, przerażająco wszyscy, ale to wszyscy jesteśmy… tacy sami! Tak, dokładnie tacy sami. Może wierzymy w dziwnych bogów, może przerażamy sami siebie, mamy wady większe niż nasze ega, ale przede wszystkim… jesteśmy tacy sami. Czy warto się więc przez to naparzać po łbach? Zbroić i wszelako strzelać jedni w drugich?

Na co komu taka wyspa?

IMG_8369

Znacie tę dziwną pogodę, gdy okolica zdaje się nie być pełna tlenu, azotu i takich tam, a deszcz lekko kropi? Wiecie, to, gdy nawet nie wiecie w którym miejscu kończy się wasz pot, a w którym zaczyna deszcz?

No to taką mamy.

Człowiek nie wie, czy leżeć gołym na totalnej glebie, czy jednak przemyśleć sprawę ogolenia się, a potem zdjęcia skóry. No wiecie, takie tam letnie rozrywki, co nie? Pewno jak wszedzie, chociaż nie wiem. Sama zafundowałam sobie lekko leniwe dni. No wiecie, takie, które nie powinny pocić, a jednak i tak pocą…

Spacerując uliczkami człowiek powoli zapomina, że ta Wyspa potraf być pusta. No cóż, masa wydarzeń, ciągle jakieś biegi, jazdy, wyścigi i nie wiadomo co. Ci rzucają kółkiem do celu za cukierki, a tamci się ścigają za loda. No serio, za loda! No dobra, może i dwa, tego nie wiem, ale lody są… nagrodą. Ludzie ogólnie mówiąc szalenie są aktywni. Wiem, że świat jęczy o tym, iż większość spędza czas przyrośnięta do telefonów i tym tam podobnych, ale serio… jakoś tutaj nie bardzo. Może jakoś Wyspa wymusza na nas powrót do starożytności?

Może?

Może jednak świat nie jest taki… jak wszystkim się wydaje? Kurcze!? Może? Przecież te wszelkie media mogą kłamać. Chyba?

IMG_2979

Wyspa jest dla aktywnych.

Czy aktywujecie się poprzez medytacje i jogi, czy bieganie i rower, zawsze uważajcie na stare samochody z lekko leciwymi kierowcami w środku. A tak, z powodu wszelkich klubów i wyścigów owych niesamowitych maszyn, większość z nich jest w raczej ciągłym użyciu. Jedno, takie cudo jak ta czarnulka z bajki: „Auta” regularnie jeździ po zakupy do Netto. Gdy człowiek tak przemyśli jakie są różnice w cenach pomiędzy Netto, a resztą sieci, to wiecie… zdaje się to być lekko zabawne.

U nas auta wiekowe, szczerze są codzienne. Jakoś tak… wiecie, zwyczajnie jeżdżą i czasem człowiek nie wie, czy mówić: „Pan dzwonił, milordzie?”, czy jednak tylko i wyłącznie zajechać czymś z serii „AlloAllo!”? Dookoła brak szalonych dzieł współczesnych architektów, więc nie jest trudno. Może i zboże niższe niż niegdyś, może i na morzu mogą się pojawić dziwniejsze skrzydła i flagi, ale jednak… tak naprawdę wszystko wciąż jest, no wiecie, przynajmniej wierzchem, takie jak niegdyś.

Tak łatwo się na Wyspie zagubić… w czasie. Aż nazbytnio łatwo. Jakoś tak zapomnieć o tych wymyślnych technikach i wiecie, wszelakich apsach. Jakoś tak odpłynąć w normalność zastanawiania się czy to coś, to ono ziele, które mama kiedyś pokazywała i którego nie pozwalała jeśc, czy może jednak to drugie… wiecie, no owo, które mogliśmy przeżuwać idąc na spacer. Bez urazy, ale apki do tego nie zawsze działają. Nagle się okazuje, że ono zioło, to nie stąd i w ogóle powinno rosnąć gdzieś indziej.

Ale wciąż… łatwo się zagubić. I tylko migający kolesie na rowerach, ścigających się nie wiadomo po co, jakoś tak, zwyczajnie, w tych dziwnych ciuszkach, rozmywają moją ułudę. Ale się świecą… ech!

IMG_8161 (2)

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Żerty Market… została wyłączona

Pan Tealight i Panowie Drakulowie…

„Nie pojawili się nagle.

Nie było wielkiej kuli ognia, czy latających dywanów ze słoniami, ni karocy czarnej, zaprzężonej w czarne smoki i takie tam… nie było żadnych romantyczności. Ni pierwszej kropli krwi, ni kolesia zmieniającego się w nietoperze, czy w wilka. Oooo taki byłby fajny, choć pewno zostawiałby masę sierści, ale…

… coś za coś!!! Co nie? Chcesz słodkiego wilczka, musisz mieć i dobry odkurzacz, tudzież nie wiem, jakieś takie wymyślne coś, co samo jeździ i zbiera kłaki? No wiecie, takie, co na nim kot siedzi, ale bez kota… I oczywiście jeszcze fajne szczotki do czesania. Wot i specyficzna romantyczność, co nie?

Nie było też pełni księżyca, znaczy wiecie, była kilka dni temu, choć nie pamiętam ile, więc ni nazbytnich gwiazd, ni nadmiaru świecenia nocnego, odbijającego się bekiem w wielu gardłach… Kompletnie nie było nic. Nic, co by usprawiedliwiło wylęgnięcie się Panów Drakulów z tego, co miało być wiedźmim, pachnącym groszkiem. Wiecie, owymi szalonymi, czepiąjącymi się pętami wszelakiego pachnięcia. Pastelowymi, białawymi, kremowymi i różowymi, lekko się czerwieniącymi i prawie niebieskawo niebiańskimi… no groszkami no!!! Pachnącymi. Pączki pojawiły się normalne. A najpierw oczywiście te dziwne pędy zielonkawo-szarawe, które niespodziankowo wynurzyły się z pomiędzy zdychających bratków…

Ale teraz, gdy tak pomyśleć, to kurcze, czemu Panowie Bratkowie już powyzdychali? Czy przyszedł ich czas, czy jednak to oni… no wiecie, jakoś tak ich podessali?

Jakoś tak?

No ale… przecież nie o to chodziło? Przecież miały być kwiatki. Nawet pączki zaczęły wypuszczać te chmurki płatkowe, owe falbaneczki, niczym materiał na kieckę dla Calineczek, ale… gdy tylko Wiedźma Wrona Pożarta wsadziła w nie nosa, zaciągnęła się i tak dalej, pierwszy z nich chwycił ją za nos! Kolejny kopnął w wargę, a ten trzeci, wiecie, ten z wysuniętymi zębami, capnął za ucho!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_2994

Z cyklu przeczytane: „Łups” – … bam! Ciach i rach!!! No bo czemu nie? Można? Można… i dolina. Na dodatek chodzi o Tę Dolinę, na której wiele lat temu odbyła się bitwa, o której każdy wie coś innego… i obraz…

Czyli wiecie, polityka i gatunkiwizm w Świecie Dysku! A dokładniej oni… trolle. Wielkie, porośnięte mchem i ograffitowane i krasnoludy. Niesamowite i brodate w płciach obydwu. Czy wiedzą, co wydarzyło się w Dolinie Koom? Nie. Wiedzą tylko tyle, ile przekazały im pieśni i opowieści. Ani trolle ani krasnoludy nie wiedzą, a jednak… wystarczy powiedzieć słowo i zaczną się walki.

Vimes ponownie musi nie dopuścić do zła największego. Problem w tym, że jednak też co wieczór musi przeczytać bajkę swojemu synkowi. I uwierzcie mi, nie przepuści żadnego czytania znanej już na pamięć książeczki. Bo to przecież czas Samów. Małego i dużego Sama. Specjalna magia rodziny…

Poruszająca, porywająca i boleśnie prawdziwa szczególnie w dzisiejszych, niespokojnych czasach. Opowieść o głupocie i słowach, o obrazach, tajemnicach i tym, co najważniejsze: miłości i rodzinie, braterstwie, pokoju… Jedna z najważniejszych powieści Terry’ego Pratchetta… przynajmniej moim zdaniem.

IMG_8372

Bagna…

Tym razem Spelingemose. Tak wiem, pisane też jako Spellinge Mose i Spælinge mose i… pewno można znaleźć jeszcze inne formy… wiecie, tutaj ortografia to nader umowna sprawa. Ostatnio jeden z polityków udowodnił to ponad wszelką normę, ale nie o tym miało być…

Oto są bagna.

Tym razem postanowiliśmy zaatakować je z drugiej strony i zgubiliśmy się dwa razy. A tak, idąc od szosy przy polu golfowym łatwo się zgubić. Możecie jak my wleźć na pole i wdrapać się na jakąś górkę, potem stwierdzić, że się nie da, a z braku mostków i jeszcze opadów wspaniałych, oczywiście nie da się przejść głębokim rowem, więc… cóż, dookoła. Zacznijmy raz jeszcze… mijajmy pola, lekko zbyt mocno nasiąknięte niedróżki, które w końcu zmieniają się w coś lekko drogowego, ścieżkowego, jakby stadko bardzo chudych krasnoludków urządzało sobie tutaj coś na kształt joggingu…

Idę, nie tonę.

Na razie. Tak naprawdę cała ta droga, to wciąż jeszcze nie bagna, a jednak… skałki porośnięte lekko fluorescencyjnym mchem, cudownie pokręcone drzewa, też lekko omszone, kształtne liście, dziwne oczy zerkające na ciebie i z prawej i lewej i jeszcze te uderzenia… schylasz się mimowolnie, bo przecież to mogła być piłka! W końcu dookoła pola golfowe! Ale te drzewa, są takie mistyczne. Magiczne, baśniowe, jakby porozrzucali je tutaj wszelacy dziwnie scenografowie i teraz się dziwią, daczego miast pięknej dziewoi o smukłej, kolorowej postaci, drepcze nią, pocąc się, średniowiekowa wiedźma…

Sztuczne jeziorko po prawej, kilka drzewek na misternie wystrzyżonej powierzchni, a dookoła mojej ścieżki… te wymykające się wszelkim miarom i wagom, wyznacznikom i formom, niesamowite drzewka. Trawy, poszumy, szeptania…

IMG_0507 (2)

Tupta człowiek i się napatrzyć nie może. Tym skałom, płaszczyznom gołoborzowym, takim niesamowicie wymuskanym srebrzystościom, szarościom i mleczanom, które tylko gdzie niegdzie porastają karłowate brzózki i dęby. I te trawy… ułagodzone, ugłaskane i wszędzie mrówki, więc nie zatrzymasz się, by cyknąć przepiękny, brzozowy, żółty listek, bo jak nic cię zeżrą… Wielkie mrówki.

I w końcu jest…

… coś na kształt jeziora, z jednej strony mały, wytyczony pałkami akwen, w którym w krzakach zauważycie sporą łabędzice. Siedzi na gnieździe i spogląda na nas podejrzliwie. Oczywiście, nie jest sama. Może wydaje się, jakby czekała na kuriera, który przywiezie jej pizzę, a może ten jej mąż spoglądający na nią zza krzaków wysłany został po lody, rybę i słoik korniszonów, ale ponieważ wie, że serio do sklepu go nie wpuszczą, to… czeka. Aż się jej odechce.

Uciekam.

Jakoś łabędzie i ja, to niezbyt dobre połączenie. Wyczuwają i misia we mnie i wronę. I wcale nie chcą mnie tutaj, więc idę pomiędzy ważki. Niebieskawo-błękitne. Jedne się bzykają, kurcze, całkiem umiejętnie to robią, bo zaczęły na gałązce i tak jakoś, może i z pomocą wiatrów, a może dzięki, ekhm owemu połączeniu… bo w końcu odlatują, wciąż wiecie, w jedności. Wciąż się bzykając, a może jednak ważkując? Poza nimi oczywiście cudownie pachnący mjødurt… a raczej pachnąca wiązówka błotna. Dziwna nazwa dla takiego cudu aromatyzacji. Podobno dobra jest na wszelkie moczopędzenia, gorączki i grypy, napotny, ale i przeciwreumatyczny… a jednak najważniejsze, jak cudownie, niesamowicie pachnie… Te maleńkie, kremowe kwiatuszki chciałoby się zjeść. A może najpierw umoczyć w czekoladzie?

W końcu czemu nie?

Nad głowami lata nam cos niesamowicie drapieżnego, chłodny wiatr chłodzi i ziębi czasem, a słonko wypala ostatnie pomysł, ale pięknie jest… tyle łażenia, a tak pięknie jest. I tylko en powrót prze pole golfowe sprawia, że choć droga prosta, to idę się czołgając. No wiecie, wciąż mam w sobie wizję lecacej, morderczej piłeczki!!!

IMG_0660

Opublikowano Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Panowie Drakulowie… została wyłączona