W JASKINI LWA

Norwegia – dziwny kraj?

Cały problem w tym, że mamy 2012 rok. Ten sam, w którym w końcu osądzono Andersa Breivika. Na Norwegię nikt już nie spogląda jak na kraj pokoju, spokoju i sprawiedliwości… żarty o najlepszej robocie, czyli zabić wielu i w „nagrodę” dostać miłą willę ze wszystkim, są na porządku dziennym. Ale cofnijmy się w przeszłość, do kwietnia 1997, na chwilę. Nic się jeszcze nie wydarzyło, świat jest tak naprawdę inny. I choć właśnie zamordowano premier Birgitte Volter, to wciąż świat jest bardziej spokojny. Gdzieś w oddali niesie się echo powstania prawicowych ekstremistów, list śmierci, wydarzeń na Bliskim Wschodzie, ale to przecież Norwegia. Zawsze taka ostrożna, ukryta za kulisami. Któż więc może być sprawcą? Samotny szaleniec? Pragnący obalić rząd, czy też mający na celu zamordowanie kobiety, nie urzędu?

Kto zginął? Matka, żona, czy premier?

Powieść Holt zaskakuje od początku i to nie wątkiem kryminalnym, ale ludźmi. Tymi ciepiącymi, pogrążonymi w żałobie, tymi złymi, cieniami wciąż trzymającymi się swych zakrwionych, wytyczonych ścieżek i tymi „dobrymi”… policjantami, prawnikami oraz pozostającymi w niewiadomej grupie, dziennikarzami. To świat pragnących prawdy, ale i sukcesu. Często idących po trupach, ale w jakiś taki grzeczny sposób, jaby co krok szeptali: „przepraszam”. Dziwnie jeszcze nie przerażonych, nie bojących się szukać i dociekać prawdy. Takich niedzisiejszych. Chyba dlatego „W jaskini lwa” jest jak zapis dalekiej przeszłości. Ludzi, którzy się pocą, wydalają, pierdzą i śmierdzą. Naturalistyczny obraz sprzed czasów, gdy wszyscy wyrażają się w pojęciach: smukła, wysportowana, dopasowana. Ludzi w różnych rozmiarach, kształtach i o nieformalnych cieniach. Morderstwo to sprawa, która wydobywa ich z pudełek. Nagle wprawia w ruch, niczym mistrz marionetek. Billy T. Hanne, Liten, Roy czy Benjamin, są jak barwne elementy układanki powołanej do życia przez wystrzał z dziwnej broni. W zamkniętym pokoju, do którego nikt nie mógł się dostać. Ale zabójstwo pani premier to jedno. Jest jeszcze przecież sprawa zgonów z 1965 roku. Czyżby za tą brutalną napaścią miały stać siły z czasów Zimnej Wojny?

Co się właściwie stało jest wątkiem pobocznym. Na czoło, prawdopodobnie przez mój własny sposób postrzegania, wychodzą oni – ludzie. Oczyszczam ich niby archeologiczne szczątki zakonserwowane przez lodowiec lub bagna. Poznaję. Są tacy żywi. Obecni. Namacalni i wyczuwalni. Prawdziwi. Nie interesuje ich to jak wyglądaja, ale co sobą reprezentują! Są intrygą, inteligencją, parciem zawsze do przodu, nie zważaniem na to, co doprawdy ludzkie. Prawdą.

Dla mnie ta powieść Holt to coś więcej niż kryminał… to historia sprzed czasów plastikowej, celebryckiej bujności. To ludzie! Rozmaici i zaskakujaco dumni z tego kim są. Różnorodni. Oraz rodzina. Taka, której jeszcze wtedy zależało… To fascynująca, piękna i naprawę smutna historia.

„W jaskini lwa” Anne Holt, Berit Reiss-Andersen, Wydawnictwo Prószyński i Ska 2012.

Jedna odpowiedź na „W JASKINI LWA

  1. Pingback: Pan Tealight i Tajemnice Wiedźmy… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz