HINDUSKIE ZAŚLUBINY

Tradycja…

Podobno hinduskie kobiety posiadają nadzwyczajną umiejętność… potrafią pokochać każdego mężczyznę. Delikatne, wrażliwe, ciche i zmysłowe, są nie tylko opoką rodziny, ale też wydają się być nadzwyczaj potulne. Szczególnie tym, których zrodziły inne kultury… Jednak czy tak jest na pewno? Czy miłość można w sobie wzbudzić? Czy kobiety w sari nie podlegają miłości nagłej i romantycznej?

Oto historia trójki dzieci. Rozrzuconych po świecie, o różnym zabarwieniu skóry… dziwnie ze sobą powiązanych, a jednak jakże odmiennych. I opowieść o walce o wolność – wolność uczuć. Prawo do kochania, oraz o zrozumieniu inności. I o magii… bo jakże bez niej miałaby się toczyć ta historia?

„Czymże byłyby Indie bez Anglików?”

Nat, Sarojini i Savitri dzieli zarazem chronologia, jak i geografia. On zaczynał w sierocińcu, by potem zamieszkać w małej wiosce u boku doktora, niedaleko Madrasu, Sarojini dorasta w Gujanie Brytyjskiej, w „poprawnej” hinduskiej rodzinie, a Savitri tańczy w ogrodzie posiadłości Fairwinds. Wydaje się, że nic ich nie łączy poza buntem przeciwko tradycji, a jednak…

„Hinduskie zaślubiny” to potężna lektura, a jednak… a jednak czyta się ją szybko. Dzięki naprawdę intrygującej narracji, specyficznym, bezpośrednim kontakcie czytelnika z bohaterami, czujemy się kawałkiem epoki. Elementem, który wtapia się w przemiany społeczne i polityczne, walkę rasową, ale też nowości kulturalne. Świat zawarty pomiędzy dwoma kulturami: Indii i Anglii. A z drugiej strony wkraczamy w życie tej trójki. Ich świat wewnętrzny, specyficzny pogląd na życie. Spoglądamy jakie wybiorą drogi życiowe, kibicujemy im, lub sprzeciwiamy się wyborom. Na swojej skórze czujemy ten dreszcz buntu przeciwko narzuconym im normom życiowym. I magia… owe nadprzyrodzone moce, których nie mogło przecież zabraknąć, ale też brud człowieczeństwa, które na początku swego życia pozwoliło wzrosnąć nasieniu nienawiści. Dziwnie promieniujące na innych… ot rodzina!

Powieść Maas to fascynująca saga, barwna, ale jednocześnie ulotna. Książka – motyl, której należy ofiarować swój spokój wewnętrzny, by nam nie umknęła… by usiadła i ofiarowała nam swoje kolory. Warto przeczytać nawet jeżeli potraktujemy ją tylko jako powieść historyczną, nawet jeżeli nie fascynują nas Indie. Warto dać jej szansę, bo to dobre, choć „zamotane” pisanie… To cudowna tkanina pełna charakterystycznych osobowości, w której nic nie jest oczywiste, a pokolenia wcale się nie różnią.

„Hinduskie zaślubiny” Sharon Maas, Wydawnictwo Prószyński i Ska 2012.

Jedna odpowiedź na „HINDUSKIE ZAŚLUBINY

  1. Pingback: Pan Tealight i Sensej FredOgRo… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz