WIATR Z PÓŁNOCY

Prosta opowieść o cierpieniu…

Zło wychodzi ludziom lepiej. Wydają się być predysponowani do tego by ranić, zabijać, obmyślać zemsty, cieszyć się cudzym cierpieniem, pławić się z rozkoszą w czyimś bólu… tak nam łatwiej, chyba łatwiej podbudować swoją marną tożsamość. Dlatego to robimy? No bo jak inaczej wytłumaczyć fascynację czyimś cierpieniem. Tą ciągłą wolę walki, rzucania kamieniem, braku mediacji… chciwości. Owo pragnienie ranienia, zamiast spoglądania na świat z wielu stron. Zwleczenia swojej dupy z tego śliskiego, granitowego szczytu własnego JA…

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w wiosce. Spokojnej. Przewidywalnej. Zależnej od pór roku, modlitwy, uczuć, zbiorów oliwek, owiec i koni. To wasza ziemia od pokoleń. Zrodziła waszych przodków, których imiona dobrze pamiętacie, których historie odbiły się w pyle i kamieniach… i nagle przychodzi KTOŚ. Wkracza w to wasze szczęście i nazywa je niczym. To on uznaje, iż nie macie prawa do tej ziemi, zasadzonych na grobach róż, starych drzew oliwnych. To, że tu żyjecie, nie ma znaczenia. Ta ziemia nie ma panów, więc powstanie tutaj państwo. Wy nie jesteście tu już mile widziani… zostaniecie zastąpieni.

Jesteście zbędni, nieważni.

Oto opowieść o kobiecości i męskości, o tym, co należy chować w sobie, by przeżyć i o tym, czego schować nie można. O owej kobiecej umiejętności połykania łez i męskich wybuchach. Oto opowieść o rodzinie. Sile przetrwania, ale też o poddawaniu się.

W niewielkiej książce Susan Abulhawa zawarła tyle wrażeń, uczuć i emocji, iż zdają się przeciekać przez strony. W tej jakże pośpiesznej opowieści, choć uwydatniającej to, co najważniejsze; w tym bardziej szkicu, jednak udało się jej opowiedzieć wszystko. Bez zbędnych łez, choć szczerze. Skrywając wiele, nie epatując bólem, rzucając obrazami, ale też zostawiając nam, wrażliwym czytelnikom, furtkę byśmy mogli dotknąć tego, co nienapisane. Tylko dotknąć, bo możliwe, że owe uczucia byłyby dla nas czymś nazbyt bolesnym.

„Wiatr z północy” to historia Palestyny, ale nie prosząca o ocenę, ani pomnik dla swojego świata. To raczej opowieść o tym, jak historia, uczucia, to, co przeżyliśmy, kształtuje nas… jak wiele możemy przetrwać i jak niewiele trzeba, by coś się w nas załamało. Oto codzienność dziecka, skarbu jakim jest lalka z oberwaną ręką i zdjęć, które dla reszty świata są pożywką.

Oto… prawda.

„Wiatr z północy” Susan Abulhawa, Wydawnictwo Prószyński i Ska 2012.

Jedna odpowiedź na „WIATR Z PÓŁNOCY

  1. Pingback: Pan Tealight i Człowiek Dom… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz