W KOMNATACH WOLF HALL

Opowieść pana Crąuela…

Dawno, dawno temu był sobie… nie, nie król i nie jego żony, nawet nie Anglia czy jakaś jedna historia. Dawno, dawno temu był sobie chłopak. Inteligentny, a jednak tłamszony. I była sobie granica, a poza nią było tylko wyzwolenie.

Cromwell nigdy nie myślał, że jego posiniaczone ciało dotrze aż tak daleko. Właściwie przez pewien czas wątpił, czy w ogóle dotrwa do okresu dorosłości. Wiedział jednak, że musi spróbować, iż nadszedł czas… i chyba w tym momencie zaczyna się ta historia. Znajoma, a przecież jakże odmienna. Opowieść o królu i jego pragnieniach, jego niepewnej łasce i wybujałej chęci imponowania innym. Kimże byłby Henryk bez swoich słynnych doradców i żon? Ot kolejnym, grubym królem, który nie miał być królem.

Hilary Mantel udowadnia, że znaną historię można podać inaczej. Że można napisać opasłą książkę tak, iż nie można się od niej oderwać. Gorzej, nawet w przypływie sił natury, wzbirających się, zmuszających do odklejenia się od tomu… złapałam się na tym, że myślę: „a co by powiedział na ten temat On?”. Chyba wtedy, w łazience, pod prysznicem, który mnie zawstydził, którego strumień wartki nie był wytchnieniem, ale pośpieszną drogą, oy jak najszybciej wrócić do książki, bo wstyd było ją przerwać, ot zgroza to i herezja… chyba wtedy dotarło do mnie jaką moc posiada Autorka. Tą wstrętną, zazdrość budzącą umiejętność chowania sekretów i wypuszczania ich, niczym ptaki z niewidocznej klatki w momenecie, gdy czytelnik się nie spodziewa.

Pierwszy raz nie miało dla mnie znaczenia to, czy królowa Anna naprawdę taka była i czy Henryk przez te lata był jej wiernym… cała prawda historyczna, choć prawdziwa na tyle ile pozwalają źródła, stała się tłem dla świetnej opowieści. Obramowaniem, reliefem nad wrotami w przeszłość.

Kończąc, złapałam się na dziwnej myśli, iż czytać „W komnatach Wolf Hall” można jak powieść fantastyczną. Jeżeli kogoś przeraża etykietka „powieść historyczna”, nie chce się bawić w dociekania czy tak było czy nie, sprzeczać się w tłumie rozentuzjazmowanych histerycznie historyków, tym bardziej. Bo warto ją po prostu czytać, przeczytać, zagubić się w detalach. Do pełnego upojenia. Pogodzenia satyry z poważną nutą, plasku upadającej głowy z żoną zakazaną. Duchów się szwendających, z naukowym podejściem. Dosłowności z tym, co tylko mdłą jest definicją…

Chyba jeszcze nie opuściłam komnat. Tak naprawdę wciąż mi się wydaje, że on tam za mną jest… „Wiesz, czego w nim nie znoszę (…) To chudzielec, sama skóra i kości. Czuje wstręt do duchownych wyglądających jak duchy.” Duch Wolseya, cień Crąuela, królewski aromat, stos płonący i one – kobiety…

„Maitre Crąuel jest nieomylny, ma niedościgłą pamięć… A także, bagatela, potrafi nas rozbawić.”

„W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel, Wydawnictwo Sonia Draga 2010.

Jedna odpowiedź na „W KOMNATACH WOLF HALL

  1. Pingback: Pan Tealight i Chowaniec Wiedźmy… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz