MOJA MAMA CZAROWNICA. OPOWIEŚĆ O DOROCIE TERAKOWSKIEJ

Powieść, której zazdroszczę.

Biało-czarne zdjęcie, specyficzna, charakterystyczna grzywka, ten błysk w oku i papieros. Dorota Terakowska. Nie poznałam jej. Dopiero spotykając jej córkę dowiedziałam się jaką była. Bo czym innym może być tak osobista opowieść, jaką jest: „Moja mama czarownica”, jak nie spotkaniem? Historią z przełomu wieków, przeszłości zagubionej pośród korzeni genealogii, opowieść o specyficznej osobowości, poprowadzoną przez nieodrodną córkę. Tak podobną, tak bardzo podobną…

Katarzyna T. Nowak, autorka przejmujących portretów kobiecych, czyli: „Kasika Mowka” i „Kobieta w wynajętych pokojach”, debiutowała tą autobiograficzną opowieścią. Osobistą historią z owego ułamka swojego życia, które polegało w dużej mierze na obserwowaniu niej – Matki. Podzielona na krótkie, zwarte rozdziały, pełna zdjęć, wspomnień innych, daje obraz rodziny fascynująco innej. Ale przede wszystkim kobiety – czarownicy. Zaklinaczki liter, inteligentnej, potrafiącej, wydałoby się, wszystko. Najpierw dziecka, upartego, zbyt szybko odrzucającego dzieciństwo, potem młodej kobiety, która postanowiła walczyć, działaczki, osoby publicznej… w końcu autorki, czarownicy ciągle pochrupującej orzeszki i głaskającej kota. Wierzącej w równowagę sił na świecie. Pełnej fobii, ale i dziwnej nadziei. Do końca tak żywej, szalonej, pragnącej dać z siebie wszystko…

Walczącej.

Gdzie tutaj miejsce dla autorki? Cóż, kryje się. Schowała się w kilku anegdotach mniej lub bardziej strasznych – porywaczka plastikowych samolocików – ale poza nimi jest wyłącznie obserwatorem, jakby tak naprawdę sama czytała tę historię po raz pierwszy… jakby i dla niej bohaterka była odkryciem.

Autobiografia Doroty Terakowskiej jest w rzeczywistości zapisem poszukiwań pewnego porozumienia między matką i córką. Poszukiwań „tej Terakowskiej”, którą nazywało się rodzicielką. Specyficznym, osobistym zapisem chwil, rozmów z ludźmi, którzy mieli szansę by poznać bohaterkę, starych zdjęć, strzępków papieru, ale też i plików komputerowych… Wydaje się, iż przemówić postanowiły też i przedmioty, bo z kartek unosi się lekki zapach papierosów. Co dziwne, tylko teraz mnie nie denerwuje. Tylko teraz chcę poznać tę historię, mimo iż kosztuje mnie łzy i ból.

Mam osobisty uraz do rodzinności. Wynik kompleksu dojrzewania w świecie, który nie przypominał zgranej paczki z „The Bill Cosby Show”, spoglądania na owych ojców kochających córki i poczucia niższości, gdy uświadamiałam sobie, że ja nigdy… W ramach samobiczowania sięgam po książki, w których córki chcą opowiadać o matkach. Gdzie ojcowie jednak istnieją, są… tak na wyciągnięcie ręki, zawsze pomocnej. I taka jest „Moja mama czarownica”, jednak ta książka to nie wciskanie lukrowanego kitu, to uczucia, wspomnienie, ból, łzy spoglądania na ostatnie dni tej, którą nazywało się Matką. To opis fascynującego życia, ale podany czytelnikowi tak, że nie można autorce zarzucić ekshibicjonizmu, tak modnego dzisiaj, czy nadmiernego grania na uczuciach czytelników. „Moja mama czarownica” to historia kobiety oczami i uszami dziewczynki, córki, potem i młodej kobiety. Sztuka życia, które było piękne, emocjonujące i fantastyczne, ale które też wpłynęło na tak wielu ludzi. Historia jednostki, przed którą świat się kłaniał, ludzie zerkali i może czasem się żegnali, a może w skrytości serca szeptali, oj gdybym była taka jak ona… Świetnie napisana, pełna historycznych odnośników opowieść o autorce takich książek jak: „Ono”, „Poczwarka” czy „Córka czarownic”. Tej, która odważyła się zawsze być szaloną!

Jaka matka, taka córka… A książka, to przejmująca historia, której zazdroszczę.

„Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej” Katarzyna T Nowak, Wydawnictwo Literackie

PIĘKNA, PRZEJMUJĄCA OPOWIEŚĆ O POSZUKIWANIU PRAWDZIWEJ MATKI, OWYCH CZĄSTECZEK WSPOMNIE, ŻYCIA ZATRZYMANEGO W HISTORIACH INNYCH I DZIECIĘCYCH WSPOMNIENIACH.

Jedna odpowiedź na „MOJA MAMA CZAROWNICA. OPOWIEŚĆ O DOROCIE TERAKOWSKIEJ

  1. Pingback: Wigilia | pisarka.pl

Dodaj komentarz