PANI WALEWSKA

Po prostu szał ciał, koafiury, etykiety i toalety!

Pozwolicie, że zacznę pisać jeszcze nim skończę? Bo muszę komuś to powiedzieć, a ściany słabo słuchają. Zresztą, kto by chciał z nimi gadać? Cała rzecz w tym, że utonęłam. Pomerdały mi się czasy, w których żyję z tymi, o których czytam… i cały mój świat się rozsypał. I wiecie co? Pięknie jest. Choć wciąż czuję się dziwnie nieubrana. A raczej odziana nieodpowiednio.

Wszystko przez potężne tomisko opowiadające o romansie pani Walewskiej z Napoleonem.

Spotkali się, bo ona chciała zobaczyć Wybawcę. Młodziutka małżonka starego męża. Wydana za mąż z powodów wyłącznie finansowych, pełna nadziei, zakochana w swojej Ojczyżnie miała jedno marzenie. Zobaczyć Cesarza. I zobaczyła go. Poznała… a potem przestała rozumieć. Nagle z cichych Walewic dostała się w szpony wyższych sfer. Wpadła pomiędzy ich knowania i pragnienia, została marionetką, ale i ową zbuntowaną.

Kim była dla Napoleona? Ta, która ośmielala się głośno mówić, iż: dla niej to wystarczy, ale dla niej-Polki już nie? Kim był dla niej kapryśny, znany ze swoich podbojów miłosnych on – Cesarz?

Powieść jest ogromna, drobiazgowa, tchnąca romantyzmem i tęsknotą za tym, co przeszłe i dawne. Romantyczna, opisowa, wprost barokowo uwzględniająca każdy najmniejszy szczegół stroju czy też rozmowy, charakter salonu i sali balowej. Pełna emocji, ale też starająca się pokazać nie tylko ich. Nie tylko ową historyczną parę, lecz przede wszystkim to, co oplotło ich związek. Ową polskość i nadzieję. Patriotyzm, ale i zwyczajne, egoistyczne pragnienia rodów. Oto świat socjety. Fraków, peruk i służby. Szeptów, które roznosiły plotki szybciej, niż współczesna telefonia komórkowa. Ubarwiając je po drodze, zawsze dodając coś od kolejnego użytkownika.

Wydawałoby się, iż ten ogrom słów powinien oszołomić, zniechęcić, ale może jest we mnie zbyt wiele ze starego „czytacza”, a może tyle w nich płynności i poezji… motania czytelnika, że dałam się zauroczyć? Nie wiem. Dość powiedzieć, że pochłonęłam tę powieść bardziej jak historię fantastyczną, nie bacząc na historyczne dowody i prawdy. A może to ona mnie zwyczajnie wykorzystała?

Cała „Pani Walewska” aż roi się od ciekawych postaci, a prym im wiedziesz szambelan Kolumna-Walewski. Starzec, który zapomniał, że jego czas przeminął. Potem kolejne, ważne dla ówczesnej Polski osobistości. Ale najważniejsza jest owa „miłość Napoleona” i „cesarska łaska”. Splatają się ze sobą i walczą w tym samym momencie. Pragnienia jednych, wizje Poslki innych, ogólny zamęt i niezgody, a pośrodku tego, czasem gdzieś w kącie, jako podmiot nader domyślny – kryje się ich dwoje: Maria Walewska i Napoleon.

Autor doskonale wtopił się w tamten świat. Nazwiska, wiedza z epoki, wydaje się, iż jego pióro oddycha przeszłością. Poprzez słowa Wacława Gąsiorowskiego – pisarza wprost pradawnego, którego już własny życiorys porusza i intryguje – my wkraczamy w inną epokę. Widzimy ich, zdaje się, że możemy dotknąć. Może nawet jesteśmy niedyskretni, może nawet za blisko, a jednak nie możemy się oprzeć.

Chcemy wiedzieć, podglądać, obserwować…

Powieść „Pani Walewska” narodziła się w 1904 roku. Szokuje językiem, wymaga skupienia, poświęcenia się jej, a przede wszystkim słownika obok. Ale warto. Warto odpuścić sobie współczesną codzienność, odrzucić technikę, znowu zapalić świece i dać się porwać przeszłości.

„Pani Walewska” Wacław Gąsiorowski, Wydawnictwo MG 2011.

Jedna odpowiedź na „PANI WALEWSKA

  1. Pingback: Wiedźmową jesienią… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz