KRÓLESTWO CZARNEGO ŁABĘDZIA

Szekspir, Nowy Jork i pewna Strażniczka

Kłęby pary wydobywające się z tuneli, podziemnych węzłów, zdają się być wystarczającą atmosferą wzmagającą magię. Jednakowoż magia w Nowym Jorku? Niezbyt to jakoś widzę. Chociaż… lśniące wilgocią chodniki, mgła zdająca się przybierać materialne kształty, owo specyficzne uczucie lęku krążące po ciele… to znam. Aż nazbyt dobrze. Dla Garet, młodej kobiety, artystki, to też nie pierwszy raz, gdy się boi. Ale też nie pierwszy raz, gdy wydaje się jej, że coś widzi. Tylko, że ona wie, iż to tylko początek migreny. Wystarczy przeczekać. Jednak w obecnym stanie dziewczyna nie chce myśleć o odpoczynku. Chciałaby tylko trochę zmienić swój świat. Sprawić, że obrazy w galeri będą znowu się sprzedawały, jej ojciec nie będzie się martwił, a ona sama będzie mogła znowu tworzyć… Czasem pragnienia są tak proste.

Ale ich spełnienie może zaskakiwać.

My spotykamy Garet tuż przed sklepem. W momencie pełnym złych nowin i ręki dotykającej dziwną szkatułkę. Potem wszystko się komplikuje. Potem jej świat nagle się zmienia, wszyscy nasiąkają złością i rozgoryczeniem, smutek zdaje się być cieniem każdego, uśmiech to mit. Na dodatek pewne miejsca znikają, inne się pojawiają, a postacie, które dotąd uznawała za baśniowe, są jej sprzymierzeńcami.

Tylko czy na pewno?

Kim są Strażniczki?

Jakie tajemnice skrywała jej własna matka i jakie jest jej przeznaczenie?

Dlaczego dowiaduje się o wszystkim właśnie teraz?

Kim jest Garet? A może… czym będzie?

W powieści autorstwa duetu: Carol Goodman i Lee Slonimsky, pierwszej części trylogii urban fantasy, intryguje wiele, ale i wiele jest też czymś co już było. Podoba mi się główna bohaterka, choć czasem mam ochotę ją trzepnąć. Jest inna, bardziej naturalna, jakoś tak obdarzona „starą duszą”, ale też specyficznie niekonsekwentna. Jest też ten magiczny, barwny, intrygujący, odkrywany na nowo Nowy Jork. Fascynujący, magiczny i piękny, choć też i okrutnie prawdziwy. Jest owa równowaga pomiędzy dobrem a złem – o którą walczą bohaterowie, ale też rozmycie granic tych dwóch sił. Jest piękno i brzydota, ale i to, czego nie można do końca zdefiniować. Strach i lekka euforia. Jest i miłość. Rodzące się, niewłaściwie uczucie.

I chyba tego szukamy sięgając po powieść tego rodzaju. Owego dreszczu „niegrzeczności”, fascynujących postaci, oraz codzienności, która zmienia się w baśń. Bo Garet, niczym bohaterka baśni wpada w szpony przeznaczenia… i nie ma wyboru. Musi się mu poddać. Dla innych, dla ojca, przyjaciół i tego, co wciąż jeszcze jest tajemnicą.

Z powodu historii rozgrywającej się w wielkim mieście, cechuje tę powieść specyficzna egzotyka. Wszystko urasta do rangi magicznego przejścia, artefaktu. Prosty język, ale też spora dawka symbolizmu, sprawia, iż powieść jest bardziej artystyczna. Kompilując w sobie to, co nam znane z tym, co intrygująco jeszcze niepoznane, wciąga… Ma w sobie znajome schematy, ale też pewną niesubordynację. Właściwie wszystko może się zdarzyć. I wszystko się wydarzy.

A to dopiero początek…

„Królestwo Czarnego Łabędzia” Lee Carroll, Wydawnictwo Prószyński i Ska 2011.

Jedna odpowiedź na „KRÓLESTWO CZARNEGO ŁABĘDZIA

  1. Pingback: Pan Tealight i Poczucie Humoru… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz