Pan Tealight i Słodka Gębusia…

„Tam gdzie nabrzeże dźgają ostre kamienne włócznie, gdzie malowniczość wody zdaje się zespalać z niebiosami, więc nawet jeżeli komuś przypadnie w udziale piekiełko, to spokojnie tutaj może zmienić swój przydział… Gdzie pierwotność ospale postanowiła nie brać udziałyu w modnej współczesnej codzienności… Dotykając drogi, która oddziela ją od morza, w niewielkim zagajniku, pomiędzy drzewami i łódkowymi w kształcie zrębami grobów… mieszka kamienna Słodka Gębusia. Miejsce składania ofiar, wszelakich złych mocy, miejsce powstałe jeszcze wtedy, gdy Wszelaka Boskość nie wzięła pod uwagę rozdzielenia wód od niebios, nocy od dnia.

Tak naprawdę, to Słodka Gębusia był smokiem kamiennym, który zasnął w momencie formowania się Wyspy, i możliwe, że coż przegapił, że była gdzieś smoczyca, osmicznie wkurwiona, która wciąż na niego czekała, no i na to mleko, które miał przynieść… A on tylko chciał odpocząć. Po prostu mu się przysnęło, gdy przycupnął na falach, gdy pozwolił się im unosić i kołysać… i to trwało troszkę dłużej niż mu się wydawało, niż miał zamiar, zresztą smoki, które są wieczne, jakoś nie dbają aż tak o czas. I bajer w tym, że wciąż się nie obudził…

Wydawałoby się, że to tylko kamienie, pokryte jaskrawym mchem, niczym milusią, włochatą powłoczką. Wielka głowa, otwarta, czasem można usłyszeć jak chrapie, czasem zamlaszcze, potem tułów lekko rozbity na kolejne segmenty i ogon, który niknie w gmatwaninie pni i kłączy. Wydawałoby się, że nic tutaj się nie rusza, że zasnęły statkokształtne grobowce, popioły wciąż jeszcze niewystygłe, że wciąż duchy nie oderwały się od ciał…

A jednak, gdy Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki zbliżyła się do kamiennej, cichej, spokojnej i nieruchomej totalnie, omszonej wiekuiście Gębusi, gdy zaszeleściła sreberkiem z czekoladowego jajeczka… gdy tylko się pochyliła w krzywym, lekko nazbyt rozkrocznym przysiadzie… coś zaburczało, coś nagle zabulgotało, niczym serio bolesna obstrukcja i w załomie otworu ukazała się czerwono-purpurowo-żółcieniowa dziura. Z zębiskami ostrymi, zionąca aromatem bez tictaca… Ale Wiedźma widząc ową nagłą zmianę w ciemności, tylko zamlaskała z rozpaczą, pogłaskała spierzchłe usta dziurze, zamruczała słodko, podejrzliwie…

– Ti, ti, ti dziubasku misiaczku… –

Dziura w odpowiedzi westchnęła i machnęła ją po licu miękkim, ciepłym, lekko szorstkim po brzegach, dziwnie rozdwojonym, ale przyjaznym jęzorem i cmoknęła. Właściwie bardzo elegancko wciągnęła i czekoladowe jajeczko i to marcepanowe w słodkiej, zielonkawej polewce, potem wsłuchało się w szepty i błagania, marzenia zlizało z łzami, westchnęła i zniknęła w załomie, powróciła do snów…

… bo świat to więcej, niż się nawet wiedźmom zdaje.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Łowca złodziei” – … asz się nastawiłam. Nie wiem właściwie dlaczego, ale tak było. Nauczona cudownymi opowieściami o złodziejach, wprost rozpieszczona przez tego potwora! Strasznie cudownie piszącego Scotta Lyncha, no dałam się naciągnąć… i dostałam po łbie. Nie chodzi o to, że opowieść jest kiepska, zwyczajnie nie jest TAK dobra. Raczej lekko nudnawa, przewidywalna, dziwnie dziecięca, i to nie przez małoletniego, głównego bohatera… ale poprzez całą fabułę, narrację dzienie nienadążającą za bohaterami…

Za owo „cliche”!

Ech! W fantastyce, szczególnie tej łotrzykowskiej, człek szuka wciąż czegoś więcej, bohaterów, którzy zaskoczą, zmienności, nieprzewidywalności… a tutaj po prostu ciągnie się powoli opowieść. I ciągnie się i ciągnie. Jakoś tak w połowie czytalnik wie już co było i co będzie i pomimo kilku intrygujących momentów i krótko niestety ukazujących się postaci… przemęczyłam ją. Po następne nie sięgam… zwyczajnie może to nie dla mnie literatura, a może jednak potrzeba jej trochę modernizacji?

Wylęgli się ludzie na ulice. W dziwny sposób nagle horyzont przesłoniły mi kurtki firm rozmaitych, pewno fancy, ale ja tam nie rozpoznaję. Oj wiem, żem niska, no ale może jednak nie… może to ci ludzie na konserwantach tak bardziej jakoś wyrośli? Pną sie ku niebom, wcale nie wiedząc po co i na co? Każdy z nich trzyma w ręku jakieś jedzenie. Dziwnie zagubieni, jakby czując, że coś niecierpliwego wisi w powietrzu, że coś dziwnego wciąż po nich pełza, że tak naprawdę powinni być goli i na plaży gorącej sączyć te drinki z palemką…

… a tu przecież wciąż wczesna wiosna! Wciąż od czasu do czasu zimniejszy powiew się w powietrzu wzburzy, wlezie pod owe skwapliwie motane na ciałach okrycia, porwie do tańca Pannę Gęsią Skórkę… zabawi się, a człowieka znowu zatelepie, zakicha, zakaszle i zasmarczy… No było jednak zippera trzymać zamkniętego, a nie dać się zwieść słonecznymi promieniami! Tosz to nie lato jeszcze! Chociaż lodziarnia otwrta kusi zapachami i smakami, zawiniętymi rożkami, które każdy może mieć, jeżeli tylko nie wisi nad nim rodzic, albo nietolerancja… Zresztą nawet z nietolerancją lody są dla każdego. Dla grubych i chudych, dla tych co ino wodę, czy ino śmietankę, dla tych bezcukrowych i tych bezczekoladowych…

… choć dla tych ostatnich, to piekieła na ziemi!

I nagle świat jakoś staje sie pełny, tak z dnia na dzień. Wyspa dość dumnie chyba, nalicza sobie kolejne kilogramy, fale dookoła docierają wciąz wyżej i wyżej. Świat mi się zagina i ugina. Uciekam. Ale jednak, mimo wszystko mam nadzieję, że innym się powiedzie, że Turyścizna nakarmi Wyspę i da się jakoś przetrwać kolejny sezon, bo przecież o to chodzi w życiu, by przetrwać. I chociaż wydaje się, że Wyspa jest w stanie swoim dzieciom dać wszystko, to jednak… ej, to jednak są i towary z wymiany, co nie? A i przecież inni też żyć muszą…

Bo choć wydawać się może, że tubylcy turystów ino trawią, że pożują trochę i wyplują, że nie chcą by ci tutaj między zębami zostawali na zawsze… bo wiadomo ta próchnica i choroby dziąseł to kicha straszna, to jednak… sezonowość jest piękna. Pozwala uciekać i chować się, zgrywać turystę i kłamać, oszukiwać wszystko dookoła, że jest się kimś całkiem innym. Na przykład w tym roku będę Czerwonym Kapturkiem i kto mi zabroni? Tubylcy nie zauważą, a turyści… przeminą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.