Pan Tealight i Ostatecznej Posługi Drużyna…

„Deszcz bębnił o zewnętrzności Białego Domostwa.

Najpierw troskliwie, dziwnie tkliwie rozrzucał swoje krople, które wisiały u brzegów stosownych nierówności, załamań farby, rynnowych nieskromności, dachowych niespokojności, oraz wszelkich tych, co to się mogły ich zaczepić… Artystycznie najpierw, jakby miał nadzieję, na poprawne i szybki rozwiązanie sprawy, po jego myśli, nie bił, nie chłostał falą wilgoci. Zdobił perełkami i diamencikami, delikatnie, pieścił. Ale pragnął tego, co wszyscy. Dostać się do środka. Pobroić, pokombinować, zaznać rozpusty w niechętnym towarzystwie. Zabawić się na całego. Ale ściany nie wpuszczały, dach nadął się, naburmuszył, szyby w oknach dziwnie zaparowane nie zwracały uwagi na owo całe tęczowe szaleństwo…

Jak śmiały!

Tak się postarał, tak próbował, po dobroci…

… więc zaczął bić. Przestał błagać, przestał nęcić. Kryształki i diamenciki jego kreacji pękały z trzaskiem zmieniając się w przykurzone węgielki. Zrobiło się zimno, szum nabrał na intensywności, jakby dźwiękiem i wilgocią miał nadzieję wedrzeć się tam, gdzie go nie zapraszano, podsłuchać… Chłostał obrzydliwie białą białość farby, owe niebieskie ramy okien, ową dziwną niedostępność, płakał przy tym, krzyczał i pluwał się wściekłością, ale nie dawał rady… jednak też i nie przestawał.

Zrobiło się naprawdę zimno. Liście na drzewach obrażone, że słońce nie chce motać w ich kolorowości postanowiły brunatnieć i od razu kryć się w zielonej wciąż trawie. Jednak nie wszystkie, inne zzieleniały z zazdrości, wszelako dziwacznie ukierunkowanej, że niby nie są jabłkami, czy coś, no i czepiają się gałązek niczym tonący owych kaleczących brzytw. Długo tak nie powiszą, ale próbują… cała reszta postawiła na dobre prochy i przeczekanie. Cóż, spaść można w końcu zawsze. Właściwie, to spora część Wyspy już tęskniła za Latem, choć się Jego Upalność nawet jeszcze nie skończyła. Zdrajcy. Właściwie poza Wiedźmą Wroną Pożartą i Pannami z Kółka Muskających Płatki, wzdychali potępieńczo za słońcem.

Wymienię 3 Śnieżki na 6 Krasnoludków, ale niepijących takich, jak pijące, to jeszcze do tego 2 Smoki i pół Troglodyta! – mruczała Wiedźma Wrona leżąc bardzo nie jak dama na gołej podłodze, w garści trzymając karty zrobione z papierków po czekoladkach i gryzła wypalone zapałki.

Pan Tealight podniósłby brwi wymownie, gdyby je miał, ale jako że za mimikę w owym starciu odpowiadał Ojeblik, mała ucięta główka, szturchnął ją tylko, na co ona wykonała odpowiednie, nader skomplikowane, twarzowe gesty i złośliwie zamruczała, gdy rzucił niby od niechcenia…

– Dwa skrzaty niekumate za dwie Śnieżki i do tego Śpiąca Królewna na dopingu!Ojeblik podskoczył i szepnął coś do szarej postaci na fotelu… – Troglodyta tylko dolna połowa!

Ukryty za szafą, zajmujący się jak zwykle sobą Chochel tylko zaśmiał się na to wariacko i wysmarkał nos… w coś.

Nikt tego nie skomentował, ale ukryte za Zasłonką w tulipanki osobowości wspominane zaszemrały zniesmaczone. Wiedźma Wrona Pożarta zaszeleściła papierkami, wyjęła trzy i wsadziła sobie za ucho. Jej kolczyki zaśpiewały potwierdzajac wybór swoim srebrnym błyskiem.

– Cały Troglodyta za trzy Śnieżki – Zasłonka wybrzuszyła się i dobiegł zza niej odgłos upadających trzech, nader kościstych, aczkolwiek szeleszczących taftą ciał. – Do tego dwa Golemy i jeden Latający Dywan.

Pan Tealight zachłysnął się, pobladł przybierając barwę porannej szarości i dziwnie oszukany tylko skinął głową. Cóż, jeżeli chodzi o ostateczne posługi, któż nie wie więcej niż Tańcząca z Pieprzącymi Apokalipsy? Zawsze przegrywał i zostawał potem z babami i krasnalami… dobrze, że Koniec Świata, wciąż otumaniony spoczywał na otomanie w stokrotki.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Love story” – są powieści wybitnie dla kobiet. Dla tych młodych, owe na poły bajki, a jednak trochę prawdziwe, pełne uczuć, ale też nie do końca mdłe, dziwnie nie przedadzone… nie czytałam ich w odpowiednim wieku, dla mnie ważniejszy był Winnetou i Old Shurehand. Nie do końca przekonują mnie tematyką i dziś, ale owej umiejętności pisania autorce odmówić nie można. Nie można też nie zauważyć umiejętności podejmowania problemów bolesnych, trudnych, które często uderzają w młode czytelniczki…

… więc dla kobiet kobiecych, jak najbardziej! By wciąż wierzyć w bajki. Bo trzeba wierzyć inaczej życie sensu nie ma.

„Uratuj mnie” – najchętniej nic bym nie powiedziała o tej książce, nawet nie zalecam czytania opisu na okładce, bo tutaj wszystko jest niespodzianką. Wszystko jest zaskoczeniem, jeżeli tylko macie odwagę. Odwagę na oddanie głosu Zoey, która ma cudowne życie. Naprawdę idealne. Wszystko się układa, a dokładniej układało, a może tak naprawdę wszystko było tylko zasłoną dymną, próbą ucieczki od rzeczywistości… bo coś się stało, coś zniszczyło tą baśń i teraz trzeba się zmieżyć ze wszystkim od nowa. Demony się budzą i mają używanie!

Powieść bolesna. Dosłowna i prawdziwa. Ot życie…

Zimno zrobiło się nagle, jakoś tak z nia na dzień…

Gdy słońce jednak postanowi w ciągu dnia, zza chmury, dziwnie oszołomione, rzucić promieniem, człek czuje się zaskoczony, jakoś tak nie na miejscu. Poci się w sweterku, bluzę stara się zerwać z mokrych pleców. Na trawę kładzie dupsko… ale nic z tego, zimno jest. Od wilgotnej, młóconej nocnymi deszczami ziemi pachnie nie tylko świeżością, wilgocią i dziwną piwnicznością pełną mrożonek, ale przede wszystkim ciągnie. Wilki porozkładane na kamieniach i powierzchniach betonowych tylko czekają by ci wskoczyć na kolanka… oj tak, jak nic wilka dostaniesz.

W promocji z dopłatą nawet!

O co chodzi z tymi wilkami i dlaczego akurat wilki? Ugyzą mnie w to dupsko, co jak co mogę się gabarytem podzielić, ino niech se odgryzają równo i bez kantów, by gładko i płasko zostało… zwierzątka trzeba w końcu dokarmiać, co nie? Choć może o kość ogonową chodzi? Wyssać szpik, te sprawy, może i na ząbki to dobrze wilkom wpływa, taka ludzka ogonowa? Pierun wie… zimno ciągnie od betonu, granitu i wszelkiej tam lekko kamiennej mieszanki.

Tylko jak te wilki się chowają? Płaskie są, czy co? Jak one wytrzymują owe siadające na nie dupska?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.