Pan Tealight i Pan Kwiatek…

Powiedz, czy mnie kochasz?

Nie pytaj tylko, dlaczego muszę to wiedzieć. Dlaczego drążę nasz świat pytaniami. Dlaczego wtłaczam słowa w owo lepkie, słodkie uczucie, w którym pokładam wiarę i zainteresowanie.

Czy to dla świadomości zaprzestania poszukiwań, stabilizacji, czy tylko frywolnego, głupiutkiego kaprysu? Bycia w końcu dla kogoś, ot owej intrygującej, zwyczajnej przynależności? Bycia dla kogoś. Po prostu mi powiedz. Język nie jest ważny. Wyszepcz, wykrzycz, daj mi owo brzmienie.  Dźwięk ust, mlaśnięcie potwierdzające języka, choćby przez zęby, niewyraźnie, choć potem nie potwierdzisz, zawstydzisz się, wymażesz tę chwilę. Nie każ mi wątpić, słaniać się w niepewności wszechswiatów. Zwyczajnie… nawet skłam, ale powiedz. To nie musi być przecież prawda, ale bądź przekonujący. Daj mi słowo, dźwięk, litery i głoski…

Choć, czy wystarczy? Ten raz? Czy nie będę pytał znowu i znowu? Szukał zapewnień? Liczył na więcej?

Narcyz, klęcząc nad stawe, nie bacząc na zimno i zeszłoroczne liści, na kolce budzących się jeżyn, wydawał się zatopiony, skupiony w samym sobie. Jakby w ogóle nie oddychał, nie przeprowadzał owych zwyczajnych, codziennych, zbyt naiwnie normalnych, ot dla każdego dostępnych… czynności w swoim świętym ciele? Nie mącił odbijającej go toni czymś takim jak wydech. Zbyt pospolitym. Naiwnie ludzkim. Ale zakochana w Panu Kwiatku mała, ucięta główka, Ojeblik, nie zważała na słowa.

Tuliła ciszę, którą się otaczał.

Kochała…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Czerwona kraina” – Abercrombie udowodnił mi, że można jeszcze pisać. Że z prostej w założeniu historii, można stworzyć poemat. Z ludzi, bohaterów, wyciągać wszystkie sekrety, każdą czynność ukazać ciekawie, z sikania stworzyć intrygujący rytuał…

… pokazać. Rozłożyć człowieczeństwo na części, opisać, odmalować, skatalogować, a potem postawić je przed tym, co nie powinno było się zdarzyć. Co jest okrutne, okropne, bolesne i niesprawiedliwe!
Ale też przed tym, co sami na siebie sprowadzamy!

Żar i Lód zdają się przenikać tej Wiosny. Zimny wiatr kąsa skórę, którą dopiero co sparzyło słońce. Nie ma pośredniego. Dostajesz tylko skrajności. Tulipany i Żonkile nie wytrzymały tej pogody. Pierwsze odmówiły otworzenia swoich pąków, drugie wybuchły właściwym sobie smrodkiem, by potem szybko zwinąć skrzydła i odejść do Krainy Wiecznych… Nieuciętych. A cała reszta walczy. Fiołki wyległy na trawnik popędzane przez Stokrotki tylko po to, by głodne zimowym snem Kosiarki wykastrowały je, tudzież dekapitowały.

Trawa jak na razie trzyma się bujnie. Z jednej strony ukrywa w sobie pędy poszukiwanej Listem Gończym Mięty nazbyt Płożącej, coś kombinuje z wysianymi świeżo nasionkami, ale nie ma zamiaru ustąpić miejsca. Nikomu i niczemu. Masochistycznie zabawiająca się z lubiącą ugryźć i rwać Kosiarką, dobrze wie, że jej nikt nie sprosta. Że już dawno wygrała…

… chyba że jest ktoś nowy na horyzoncie? Ktoś, kogo nadejścia nie spodziewał się nikt mający mniej niż 10 cm.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.