Pan Tealight i Wrona Wypełzniona…

„I znów popcorn pykał, rajcując się na niewielkich płytkach, podgrzewanych darmową i nader ekologiczną wściekłością wiedźmich PMSów. I znów lały się w krzaczkach z bombelki bąbelki, w których moc oraz aromatyzację, tudzież totalna bulgotliwość, nikt zwyczajnie nie wnikał… czasem tak jest lepiej, wierzcie nam na słowo spisane.

… znów szykowała się jakaś imprezka.

Pan Tealight z plemieniem ze Sklepiku mozolne rozsadzał gości spoza granic widzialności. Tam rozwiesił tych mniej cielesnych, duchowych aż nazbyt, dla bezpieczeństwa przymocował klamerkami do Czereśni Strażniczki… nie protestowała, też chciała TO zobaczyć. Bo w końcu ten cyrk jawił się okolicy Wiedźmy Wrony tylko raz w roku. I można było go łatwo przegapić. Owo cudowne, przynoszące wielu ulgę dziwaczną i niezbyt wytłumaczalne zadowolenie, uczucie.

Gdy Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki… tłukła się ze słodkimi  Przebiśniegami.

Jak co dzień wypełzała świtem, najpierw rozbiegane palce, jakby chcące uniknąć reszty cielesności, macały okolicę za drzwiami, potem szedł nos i dziwnie przebłyskująca pustkami, rozczochrana czupryna z HelloKitty. A potem cała reszta nie była istotna, zamotana w koce i szmatki, w skarpetki i kolczyki… bo świat się zatrzymał. Śniegu nie było, za to rozgrzane, powyciągane i gotowe… czekały za drzwiami na Wiedźmę Wronę pierwsze zwiastuny Wiosny. Straż przednia, co to jak co roku, pragnęła udowodnić wyższość ciepła nad mrozem. Posprzątać i zazielenić. Nawrócić przebrzydłą miłośniczkę szronów i mrozów na poprawną drogę.

Goście sproszeni i ci co na dziko, choć bilety wszyscy zapłacili w groszu lub naturze, Ojeblik – mała ucięta główka, potrafi przekonywać każdą naturę – spoglądali rozgrzani na latające w powietrzu płatki i szmatki. Na garściami rwane włosy i korzenie, wybuchające w eter grudy ziemi, trawy pierwsze i liście zeszłoroczne. Na ten kotłoch-motłoch. Na to niemożliwe, gdy muskuły rozrywały niteczki zielonych mikrych łodyżek i wybuchały mocą prosto w zdecydowaną miękkość Wiedźmy.

… i na wynik, zawsze nieokreślony…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

To już nie wiem, jest ta Wiosna, czy nie jest? Przebiśniegi Śniegobije brutalnie traktują ostatnie mikrozaspy… nikt nie ukarze przecież za wstrętną molestację śniegu maleńkich zielono-białych dzwoneczków… no chyba, że ja. Bo ja jestem tym, czemu wolno wszystko…

Temu co powie, iż będzie tęsknił za Zimą.

Niech już sobie będzie ta Wiosna. Nie wzbraniam. Wszystkie pory roku fascynują… ale i tak mam swoje ukochane momenty w roku i wiecie co? Wolno mi!!! I nie muszę iść za stadem w słońce!

… i paranoicznie bać się cholernych kotkowych, milusińskich bazi… W rzeczywistości przebrzydłych, okrutnych i nader przebiegłych potworów-stworów!!! Ale czyż ktoś mi uwierzy?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz