Pan Tealight i Anioło…

„… czasem patrzy Pan Tealight, patrzy i cieszy się, że wciąż tak patrzy i oczu dalej nie ma!!! Ale gdy tak w Ojeblika opowieści piejne zasłuchany myśli, że może jednak jako bezuszny, ma tylko omamy?

A Ojeblik, mała ucięta główka nuciło – fałszują:

„Przyplątało się do Wiedźmy ścieżyną Anioło.

Giezło ma podarte, gębę nie ogoloną.

Ze skrzydeł to ino całkiem mokra kura,

co do aureolki, to ni świetlista a raczej bura.

Anielskie włosie splątane w dredy

a pajęczyn w nich, że ni ma biedy…

w penicylinkę ot Anioło zaopatrzone,

a cuchnie samogonkiem, więc i zdezynfekonione.

Na nogach od nie pary ma kabaretki

a w uszach kolczyk wielki i niebieski…

Podpiera się jadowitym ot parasolem,

w którym wiją się dziwne śledzie niesłone.

Na ramieniu torebka, pewno od Wijutona,

pod pachą gazetka, lekko stłamszona…

I kroczy tak Anioło, toczy się, czasem pełza,

śliniąc się każdy krok swój wilgocią okiełzna.

Tutaj psalmy zanuci, tutaj walnie z nowenny,

pacierza nie odmawia, mu z Bożynkiem nie tędy.

coś nagle w powietrzu aromat poniosło,

coś zakłóciło podróż i tak mało radosną.

Patrzy nagle wzrokiem rozbieganym Anioło,

prawa powieka mu się telepi, lewa gałka lata wokoło,

a tutaj uczta, ot czysty wypas,

podane na tacy, frykas i frykas!

Zabrał się za jedzenie Anioło, chrupie i kruszy

… pioruniego wrzasku nie słyszy wokoło…”

– Chochel, dawaj spraj na robale, znowu szkodniki mamy w karmniku!!! – nie będziesz mnie tu nawracał wkurzający szkodniku, myśli sobie Wiedźma Wrona i zwołuje dziobate zastępy niebiańskie, nader piorunnie wpieniona!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – no dobra wiem, niektórzy są na czasie, co nie? Ale było warto, bo powieść świetna… aczkolwiek nie dla każdego. Dla tych, co mit skandynawskiej wsi spokojnej, wesołej, umajonych palików i tych tam chatek… no chcą zachować ułudę, nie radzę. Dla tych co wtopić się w historię nie potrafią, czytać dokładnie każde słowo, też nie radzę… odradzam też wielbicielom dobrych zakończeń oraz poprawnych bohaterów, ludzi otwartych, co to cenią sobie innych ludzi, takich ot bez zaburzeń i rodzin choć trochę poprawnych, bo ta powieść jest skandynawska, a na Północy większość spraw traktuje się inaczej!

Zbrodnia goni tu zbrodnię, ale to nie ona jest najważniejsza, nawet Lisbeth ze smokiem nie jest najważniejsza… tutaj pierwszeństwo ma prawda i rozliczenie się z przeszłością. Brudną, niegodną skandynawskości. Tutaj każde słowo ma znaczenie, a koszyk bohatera, co to w markecie właśnie zakupy zrobił, powie wam wszystko… tylko czy chcecie o tym czytać? Autor wciąga, jest powolny i rozlazły, a jednak smakuje się go… nie wiem jak co, bo ja niepijąca, no taka niesocjalna kurde!

Teraz biorę się za kolejne tomy… utwierdzając się w przekonaniu, iż w dzisiejszych czasach to ludzie filmów już robić nie potrafią. Co się stanie, jak już zupełnie oduczą się pisać? Bo czytanie ze zrozumieniem zarzucili dawno…

Wyspa mnie rozpieszcza. Znaczy ona tak uważa wytrzepując z poszewek i torebek po cukierkach ostatnie płatki śniegu, w ten wilgotny i mało mroźny świat. Nie no pewno, że wiem, że ta Wiosna musi być i w ogóle, że potem Lato, Jesień… no i znowu mam szansę na Zimę.

Ale ja Zimę kocham!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz