Pan Tealight i Gwiazdy…

„Właściwie, to Wiedźma Wrona Pożarta była tak bardzo bliska ziemi, znaczy się Wyspy, jak tylko się dało. Nawet gdy latała. Nawet, gdy bawiły ją Wiatry – najlepsze niańki, tudzież bujały obłoki i trzepały miotły. Zresztą, nawet gdy sama, jakoś tak przypadkowo, spoglądała w górę, zawsze obydwie nogi się jej plątały, a nos stykał się boleśnie ze skałami, więc lepiej dla niej NIE patrzeć!!!

Nauczyła się w końcu, jak ten bidula, no ten męczący czworonóg zwodzonego naukowca, Pawłowa.

No i wiecie, i tak mało widziała. Jakaś ciemność, jakieś tam plamy. Nie przepadała za wozami, a już smród rozlanego, zastałego kożuchowo mleka powodował u niej mdłości i wsypkę na sutkach… No dobrze czuła pociąg w kierunku kształtnej, pięcioramiennej gwiazdy, dziwnie nęciła ją niedźwiedzica, ale już te psie gwiazdki? Serio? Jak dziwne muszą być drzewa, które one obsikiwały?

No i co do grzyba z tymi zmiennymi podobno obecnie zodiakami? Czy ona Wiedźma jest wciąż Baranem, czy jednak nim nie jest? I co z 33? Czy numerologia i ułożenie owych plam, które oficjalnie w ogóle mogą nie istnieć od milionów lat, ma w życiu Pożartej Przez Książki jakieś znaczenie?

Nawet gdyby spadająca gwiazda trzepnęła ją ostrym końcem w tyłek – bez uprzedniego kranioniowego znieczulenia lepą, nie byłoby to znaczące wydarzenie w samym Całkowitym, Małospójnym Kosmosie Wiedźmy. Na pewno nie wymarłyby żadne dinozaury, choć możliwe byłyby jakieś zmartwychwstania, Wiedźma od zawsze była przecież tylko i wyłącznie tchórzliwą Staruchą i Dziwaczką, bez odnośników w kierunku Ekscentryczki… ale te też wykazywały stany skupienia i powstania, raczej bez opadających im meteorów (aczkolwiek reszta leciała im przyciągająco-grawitacyjnie, czerwieniąc się wstydliwie, w odpowiednim kierunku, niestety). Właściwie nie żeby tego nie zdiagnozowali. Mieli naprawdę mocne, bolesne nawet, dowody na jej dziwnie nie niebiański i niechętnie migoczący stan.

Komisja na czele z Panem Tealightem i Chochelem, Ojeblik odmówił w imię babskiej względnej solidarności i miski lodów poziomkowych z polewka i posypką, podsunęła, pewnego nader niechętnego wizjom przed nim przestrzegającym, Wiedźmie Wronie czarne i zielone, dziwnie chropawe kraterami, szkiełko. Skończyło się to dla niej ostrą migreną, drgawkami, narastającymi lękami przed kruchymi przedmiotami, a w końcu i dziwnym skrzywieniem w kierunku kolorowej biżuterii z surowców wtórnych. Nic dobrego z tego nie wynikło, ale wiecie jak to jest z empirystami! Ale jednak kształtny krater w ogródku był obiecujący! Okazuje się, iż podróże do wnętrza Wyspy mogą być w dniach najbliższych przeprowadzone. I choć wyraziście Niedziewica, Nierodzica Wrona Niedźwiedzica, Zawszestarucha, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki, może zostać złożona w ofierze Zapomnianym, Pogubionym Bogom. Dość mroczne typki, lepiej mieć ich po swojej stronie, wszyscy to wiedzieli.

Jakoś dziwnie, prowizorycznie podejrzanie ich kręci…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Posiadłość w Portovenere” – jedna z tych książek, które gdybym kupiła, w ciemno spowodowałyby u mnie spazmy… musiałabym je ugotować i zeżreć, by w jakiś sposób spożytkować wydaną kasę!!! No nic tutaj nie ma sensu. Sam pomysł wydaje się być intrygujący, ale sposób pisania, braki w osobowości bohaterów, owa dziwna oschłość… nie warto. I ta dziwna, źle odmalowana okolica, która powinna aż tętnić od smaków i aromatów, nawet jeżeli było to zamierzone, powinno być ukazane!

„Co zdarzyło się w Lake Falls?” – Serio? Ktoś to czytał nim wydał? Bo nadal nie wiem, co się wydarzyło w Lake Falls!!! Wampir? Kobieta z przeszłością? Świat, który ma zniknąć pod odmętami? Nie za wiele tego? Mogłoby z tego coś być, gdyby ktoś przeczytał i zmienił sposób narracji!!!

Może?

Recenzje: „Kobiety Kaddafiego” i „Rok, który wszystko zmienił”.

Mój ukochany, ten naprawdę jedyny, ku któremu dałam się przekonać, Anorektyk, znaczy się laptop, jak to mawiają inni… jest w agonii. Zła dłoń poruszyła Kosmosem, a co za tym idzie i Ziemią i jakoś, w tym moim świecie totalnej, destrukcyjnej, trzęsącej się nad wszystkim Wiedźmy doprawdy uważnej… pewna woda znalazła się zbyt blisko klawiatury i teraz, cóż, klawiatura choć wymyta, nie działa!!! A brak finansów sprawia, iż innego, nowego być nie może – psychiczność tyż zmian nie lubi, więc… cóż, ja wciąż piszę. Unplugged tylko dla siebie. W końcu nie oszukujmy się, nawet ja mam problemy z odczytaniem mnie samej!!!

Wyspa chyba zrzuca na mnie jakieś ostatnie śnieżne zapasy… Byłoby nawet miło, gdyby nie to, że ciepło jest, robale się budzą!!! W tym swoim amoku budzenia, dziwnie zamroczone wyłażą i mnie straszą. Wiecie co, dochodzę do wniosku, że ślepota się przydaje w takich momentach. Nie widzę tych ruszających się nóżek, czarnych ślepi i nader włochatych, skrzydlatych…

Nie widzę!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz