Pan Tealight i Smok Zgrzewka…

„Wiedźma, facet w szarościach, dziwny normalny i zgraja niedorostków dziwacznych, kto to widział? Dobrali się jak w korcu maku, a może i nawet w bardziej dziwny ustrojstwie, kto ich tam wie, ja w końcu tylko tu grzeję. Dmuchnę raz, chuchnę, poruszam śmigiełko, zasyczę, zadudnię… i tyle mojej roboty. Zimą grzej, latem chłodź, jakby sami się nie umieli zdecydować. Smok od grzania. Zgrzewka Kok-Filusławson, do usług odpłatnie w dziewiczych sercach najlepiej wstrząśniętych i zmieszanych. Ale żeby nie było, ekologicznie ino miejscowe, chyba że z turystów, bo im dziewice ostatnio jakoś łykowate wychodzą. Spec od temperatur wszelakich.

Wszystko rozgrzeję i każdego zmrożę. Jak sobie klient życzy…

… znaczy wcześniej w kościele grzałem. Miałem piękny apartament w dzwonnicy. Może i donośnie było, ale za to jaki pilling od tych dźwięków, jak mi się łuski wyczyściły a pazury wyostrzyły. No po prostu co za pozycja. Nad miastem, w górze, od razu wiadomo, kto potem zarządza… ale wymienili mnie na pompę. Suka taka. Ssie i zasie, a potem wydmucha. Nie rozumiem jak można tak mnie, w końcu zabytek, prestiż i cud natury na takie coś wymienić. No nic, trzeba było dzwonnicę zostawić. Zresztą chórki mi niezbyt dobrze na trawienie robiły. Wiatry po psalmach miałem, ale pomocny dmuch z krematorium był doprawdy wdzięcznym towarzyszem i ulgą w robocie.

Chatka Wiedźmy, a znamy się już trochę z poprzednich wcieleń, prosiła, więc zostałem. Grzeję. Dmucham i obserwuję. Na Splątne Stukrotnie Brody Morskich Pradawnych! Toż to banda totalnych, ultra specyficznych dziwaków jest. A co gorsza przyciągają do siebie jeszcze bardziej niesubordynowanych w normalność. Albo choć w owym znajomym zdziwaczeniu! Nie, oni muszą być od końca trącani. Kompletnie nie działający zgodnie z instrukcją obsługi… ale i takich grzać trzeba. Zresztą zdawałoby się, że wiedźma to wiedźma, tyż jakaś pozycja na Wyspie. Ale nie! Gdzież tam. Toż to pomyłka jakaś. Błąd w zapisie i kompletny wirus. Przewidzieć ich się nie da… ale marzną jak wszyscy, zaskakująca obserwacja.

Nie, no oczywiście, że praca niezbyt ciężka, że i mieszkańcy mili czasem, pogadają, pogłaszczą, dokarmią. Ale na ulicy wstyd się przyznać, gdzie smok pracuje. Cóż, nie jest lekko. Nawet w tym biznesie. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi… mawiają, że gorzej być może, jakoś w łuskach mi się nie mieści!

Może zniżki jakieś bym dostał, za wspomaganie umysłowo upośledzonych, albo koloryt lokalny, że wpsieram bo wspieram… trzeba będzie się za tym rozejrzeć. A na razie dmuch prosto z pyska, od wątroby tak, z gorąca, bo Wiedźma Wrona Pożarta lekko błękitnieje przez sen. Widać w niskich temperaturach lepiej sypia, a i kolor miły, ale na dłuższą metę gęstnieje…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Mechaniczny książę” – czyli taki tam bardziej romans niż przygoda w nieodległej przeszłości. Półtora demona na centymetr sześcienny i garść polityki Nefilimów. Do tego coś na kształt przyjaźni i trochę walki między płciami, bo czemu nie…

Ogólnie mówiąc, chyba ostatnio Cassandra Clare zawodzi… i to tak wiecie, donośnie: auuuuu!!! Nie, no pewno, że historia jak historia, wciąga, nęci, ale też coś nie gra. Jakoś tak wiadomo co będzie dalej, a niespodzianki nie zaskakują.

Moja Wyspa okryła się śnieżną pierzynką i wywiesiła napis „nie przeszkadzać”. A co, że niby Wyspie to nie wolno? Że kamienie, domki, skałki i drzewa, piaski i ziemiste pola, stawy i rzeki to już nie mogą sobie zrobić wolnego? Takiego dnia tylko dla nas, na odżywcze maseczki, długi sen i mani-pedi gałązeczek?

Rozczesanie korzonków?

A co wy tam ludzie wiecie o Wyspach?

Większość z was tak pędzi, nie wiadomo po co, na co, gdzie dokładnie i w jakich celach, że nawet się was nie uświadamia. Liźniecie Wyspy latem, od razu wielce zakochani, nie wiadomo jakie fantazje skrywacie, już miejscowi, już wybywacie ze znanej cywilizacji… a spytał się jeden z drugim, czy Wyspa wami zainteresowana?

Czy ona w ogóle chce tych waszych uczuć, czy w ogóle zasługujecie na nie?

Czy wiecie, że zakochać się w Wyspie to oddać wszystko i siebie do końca? To już nie pragnąć, nie marzyć, a unosić się na falach i wiatrach… to już tylko być częścią, a nie jednostką?

Czy wiecie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz