Pan Tealight i Choinki Niebałamucone…

„Szły powoli, gęsiego, znacząc drogę igliwiem…

Lekko żółknące, lekko podsuszone, inne znowu pozlepiane niby ropnymi, żywicznymi grudami, które skrywają najgłębsze rany. Zbolałe jakby, dziwnie pochylone, zrezygnowane, obrzucone nierówno brązowymi, zmrożonymi liśćmi, ponakłuwanymi na igły nadgryzionymi owocami. Jakby brakowało im tylko dzwoneczków, krzyczących: uciekać, trędowate!!!

Pan Tealight zbyt dobrze znał takie jak one. Przemykające teraz ścieżką za Białym Domostwem, osłonięte troskliwie zbyt wczesnym, dziwnie opiekuńczym mrokiem, który odrzucił na tę chwilę demony, jakby nie mógł, nawet on, udźwignąć więcej bólu i strachu. Szły w ciszy. Bez szmerów i szumów. Te, których nikt nie chciał, nikt nie pragnął, co to nie pasowały do minimalistycznych wnętrz, zbyt były smukłe, zbyt rozłożyste, zbyt srebrne, zbyt zielone… zbyt starodawne, zbyt mało nowoczesne, nie bipkające, nie fosforyzujące, unplugged.

Nikt ich nie ubrał w migoczące światełka, nikt nie obwiesił bombkami, nie osłodził ich cukierkami, piernikami i szeleszczącymi wstążkami. Nie przemienił. Nikt nie zawiesił gwiazdki ni aniołka, choć też mieć wsadzonego na czubku pyzatego latacza, nie było najmilsze… ale jednak chciały! Chciały tego, marzyły niektóre… Nikt nie obrzucił perukami anielskimi, tymi ot treskami srebrzystymi, tupecikami, kłakami z łonowca nawet, klatowca czy z golonych na blask małżowin usznych. Nikt nie psiknął śniegu, waty nawet tradycyjnej bardzo, nie naćkał… Nikt nie dotykał, nikt nie wąchał, nikt nie prosił: siad, a teraz popilnuj prezentów.

Nikt…

A nawet jeżeli ktoś, nawet jeżeli się przydarzyło, nawet jeżeli już stało i miało być wszystkim przecież, to wygnali z domów tak szybko, niepotrzebne, bo może brudzą, bo nudno, bo ile można…

I tylko Wiedźma Wrona Pożarta ubierała je w co mogła. Te ścięte, ale niedopełnione. Te wcześniej zdobione, teraz śmieci… W liście i pióra, zagubione słomiane pęki i ostatnie stokrotki zmrożone, trawiaste liście im kładła na gałęziach i kamyki wtykała między korzenie. I tuliła… i tańczyła z nimi na kamienistej plaży, a one powoli ruszały się, żywiczne gałęzie rozgrzewały się. Odnajdywały ostatnią magię i powoli malały, ciemniały, popieliły się…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu książki przeczytane: „[geim]” – powieść może nie zaskakująca, może mnie, człeka raczej w statusie „unplugged” nie do końca porywająca… ale pożarłam w jeden wieczór. Jakoś mnie wciągnęła, choć przyznaję, że język doprowadzał mnie miejscami do pasji, nie tylko szewskiej. Jakiś taki niekonsekwenty, tłumaczą oczywiste, tajemnicze pozostawiają googlom?

Ale pożarłam. Wkurzyła mnie ludzka głupota, zdumiała bezmyślność i idiotyzm ludzi… no w moim wieku! I chyba kolejny raz udowodniłam sobie, że świata nie rozumiem. Gra grą, to już było, nic nowego – spiski i szaleństwa, pragnienie władzy i durnota wszechobecna, dla mnie o wiele lepszym wątkiem jest życie naszych bohaterów.

Ale nic Wam nie powiem, bo wsio spojler!

„Ulubione rzeczy” – intrygująca, bolesna, wkurwiająca każdą kobietę… Powieść z jednej strony piękna, docierająca do końca, do pierwotnego jestestwa, budząca wkurwa babskiego. Z drugiej jakże udawadniająca, że świat wciąż durny. Że przemoc, gwałt, to wstyd… bo sama tego chciałaś, czyż nie?

Łączące się wątki, choć od razu rzucają w twarz odpowiedź, mącą tak, ze człek wątpi w siebie. Ale przeczytać powinien! Bez recenzji, bo powiedzieć o tej powieści cokolwiek, to zdradzić zbyt wiele!

Dołują mnie niechciane choinki, ścięte i nie zaspokojone… bolą te wywalone za wcześnie, co wciąż chcą cieszyć, śmieją się gałęziami. Dlatego moja własna wciąż świeci. Wciąż się bawi i taka pozostanie… jak tylko Wiosna Niekoniecznie Radosna przyjdzie, zmieni status z chodzącej w doniczce, na stąpającą w Wyspie!!!

Znaczy do ogródka!

A na Wyspie wykańczają Święta. Ktoś je dorwał i skopał. Przecenił, oznaczył jako zapakować i do schowka. Ale ja nie mam jescze dość!!! Się nie naświętowałam, więcej jeszcze chcę. Nie było bałwanów i nie było mrozów i jeszcze śnieżyc, co zostają nie było… i brak mi ich.

I tęsknię!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz