Pan Tealight i Głupota Ludzka…

Głupota Ludzka, tak z czystej zazdrości bardziej, niż fizycznego zapotrzebowania, pożarła Podłość L. i potężniejsza o kilkanaście rozmiarów, objęła łatwo władzę. Nikt się nie sprzeciwił przecież.

Bo i po co, no i czy jest komu?

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki zwyczajnie przeczekała to pod stołem. Za murem z książek, jednocześnie konsumując i będąc spożywaną, przeczekała. Spłukana litrami zielonej herbaty, ogłuszona czym się dało, no i do czego dosięgły jej krótkie rączki… przeczekała. Bo tak naprawdę Wiedźma Wrona najbardziej bała się trzech rzeczy: Zegarów… tego ich chodzenia bez pokonywania odległości i potrzeby butów, dziwacznego bimbania i nazbyt głośnego, nachalnego, jakże egoistycznego obznajmiania świata o swoim istnieniu, oraz cholernych kukaczek. Zegarów stojących się bała i tych na rękę, wiszących i leżących, cykaczy i kołysaczy. Kiedyś nęciły ją cebule, ale z czasem przestały. Cykania się bała i kurantów, melodyjek, a nawet dołączonych kalkulatorów – mówiłam, że stara jest! Potem bała się Telewizorów. Ich mocy połykania świata, mordowania wyobraźni, owych ciemnych dziur, zdolnych pochłonąć wszystko to, co się tam nie zmieści, oraz tego, co nazbyt wolne i ulotne. Chwil. Pasji.

A nawet pożądania…

Ale najbardziej zawsze bała się Ludzi, a pośród Ludzi: Głupoty i Podłości. Po tym jak się połączyły, jej strach wysforował się na przód, pędził jednym torem i wzmocnił oddziaływania na wszelką wiedźmią nietypowość. A pod stołem w Chatce Wiedźmy istniało to, co nie istniało gdzieś indziej. Pod Stołem była prawdziwa, dostępna rzeczywistość! I bramy do wszelkich innych światów. To co było i być miało, ale nie to co zwano teraz. Zresztą ktoś musiał pilnować innych światów. Zakrywać dupskiem wszelkie szpary i furteczki, dziwne szafy i zasłony, kotarki oraz parawaniki… leśne przecinki i wodne lustra. Wiedźmie dupsko dobrze się do tego nadawało szczególnie teraz, gdy zwykle i tak nieprzestrzegająca granic Głupota Ludzka, otrzymała paszport na wszelkie światy i teraźniejszości. Ale wciąż jeszcze dawała się zaślepić.

Na przykład dobrze utoczoną na końcu języka kulką chleba… PAC PAC PAC!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Dar wilka” – … uj nie urzekła mnie ta historia. Jakoś taka rozwlekła, niby poetycka, niby filozoficzna, a jednak… Wszystko wygląda jak Lestat, któremu nagle problemy z owłosieniem przerwały dotychczasową egzystencję! Można przeczytać, ale do końca nie wiadomo po co, dla czego, a raczej… kogo?! I gdzie to zaskoczenie, gdzie jakieś napięcie.

Co się stało Pani Rice?

„Złodziej dusz” – zaskakująco dobra historia, nawet więcej. Chociaż wkurza mnie kreowanie autorki na P. Briggs. Ona sama w sobie jest już dobra, jest taka cudownie „jakaś”, nie musi się wzorować, ma własny pomysł na świat! Po kiego to od razu mówić, że ten to jest jak tamten… wiem wiem, bo tamten znany, ale dlaczego Aneta Jadowska nie może być znana z tego, że jest sobą?

Albo jej bohaterowie.

Aj! Tacy duper super fajowscy bohaterowie. Grzecznie-niegrzeczni, flirtujący ze zmysłami czytelników, a jednak bez nagminnego epatowania rytmicznymi ruchami. Oj, bo Jadowska umie napięcie stworzyć, podkręcić, ale nie puszczać! I ten świat, jakże prawdziwy. Czekam na więcej! Bo już podobno blisko druku, więc w napięciu, pełni mocy PMSa czekam!

Chciałam być zadowolona przez śnieg i co… i chyba się wystraszył. Było nie używać tak jakże wieloznaczeniowego określenia na podniety, bałwany, sopele… szczególnie na owe falliczne zmarzźluchy! Ale cóż, stało się. I teraz albo pada w nocy, a rankiem już go nie ma, albo tylko wypuszcza kilka płatków z niebios – pewno to te aniołki, zawsze miały kosmate myśli, no i nigdy za mną chyba nie przepadały, pewno przez te sukieneczki i wielkie gacie, które noszą, w końcu tam musi wiać, co nie; no i te ich bariery, seksualne napięcia i rozcięcia… pewno to? – kilka płatków… kurde! tylko kilka płatków, toż to tortury okrutne!!! Musi być sprawa aniołków!

A te płatki wiecie, tak tańczą i tańczą i tańczą… a zaspów to nie ma komu robić! Baleriny niedotykalskie no! Trącasz, a to od razu omdlewa i topnieje. Ja już naprawdę nie wiem co z nimi!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz