Pan Tealight i Chowaniec, Seryjny Zabójca Bulgota…

Łazienka w Chatce Wiedźmy była dość zwyczajna. Miała co prawda bzika na punkcie parowego, wnikliwego oczyszczania kafelków, ale poza tym norma. Zaborczy, lekko zboczony prysznic, który czasem kierował się tylko sobie wiadomym kierunkiem strzału, umywalka śpiewająca, lustro wybitnie odpychające odbicia i toaleta… co to na razie nikomu dupska nie wciągnęła.

I było jeszcze Wiecznie Oszronione Okno.

Jednak najbardziej upierdliwym elementem wszelkich łazienek jego życia, się znaczy egzystencji Chowańca od czasu poznania Wiedźmy Wrony Pożartej, był Bulgot. Pojawiał się w każdym domu, gdzie mieszkali. Zawsze gotowy, towarzyski i rozmowny. Lekko ekshibicjonistyczny i może nadmiernie ciekawski, ale też sympatyczny, bo jest z kim pogadać podczas ablucji. No tak, lokował się w odpływie prysznica, karmił się – jakoś nikt nie pytał go o dietę, tak dla dobrej perystaltyki jelit wskazane – i tył. A gdy tył, to wiadomo robił się większy i większy i… jeszcze większy.

I wtedy Chowaniec go mordował.

Najpierw była łagodna perswazja, ot zachęta ku diecie, ku może zmianie trybu życia, na przykład na rzeczny, morski, tudzież naprawdę prowadzony w innym wymiarze – choć Chowaniec dobrze wiedział, że Wiedźma przepadała za zatykaczem. Najgorsze, z czego nie zdawał sobie sprawy to to, że Bulgot kochał Chowańca i kochał Wiedźmę Wronę. Kochałby nawet Ojeblika, małą uciętą główkę, ale z niewiadomych powodów nie była wpuszczana do Łazienki. Nie chciał się z nimi rozstawać, więc starał się nie tyć. Ale za każdym razem im bardziej się starał tym bardziej tył. Ze smakiem pożerał wlewane w niego płyny i wrzucane, musujące kulki. Kiedyś odwiedził go nawet Fachowiec, ale co tam, świat należy poznawać. Skusił się wtedy na ten wypad do rur sąsiada. Nie podobało mu się, więc wrócił. Zawsze wracał. Pozwalał Chowańcowi wierzyć w każdą popełnioną zbrodnię i wartki strumień odpływu… do czasu.

Bo nie ma jak w domu, a dom twój, gdzie odpływ twój!

PS. A może chodziło o to, że Bulgot czasem chciał się przytulać, a Chowaniec… niechętnie? Kto ich wie!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Nevermore. Cienie” – czyli tom drugi opowieści o pewnej nietypowe parze, krukach i pisarzu nazwiskiem E. A. Poe.

Czirliderka i coś w stylu gota, oj pewno, że do siebie nie pasowali… a jednak. Coś się wydarzyło. Tamtej nocy, począwszy od dziwnego zadania, szkolnych dylematów, po krainy ciemności, dziwnych stworzeń i prób. Bo czasem jeśli kogoś bardzo głośno wołasz, kimkolwiek jest, w końcu przyjdzie.

Ten tom jest mroczniejszy, rozgrywa się na dwóch połączonych ze sobą płaszczyznach i nie ma w nim nic z poprzedniej różowości naszej bohaterki. Nie ma też jego, ale jeżeli ona się poświęci… może coś, co nazwać należy miłością pierwszą, wygra?

Może?

„Mroczne światło” – jest zaskakująco delikatne i brutalne zarazem. Drugi tom trylogii Livingston czerpiącej z dzieł Szekspira i mitów.

Nasza bohaterka rozbija się na pograniczu dwóch światów, niezdecydowana gdzie właściwie przynależy. Jedno jest pewne, do końca nie jest człowiekiem, tudzież wcale nim nie jest, a świat, którą ją otacza, choć to Nowy Jork, jest bardziej magiczny niż się komukolwiek wydawało. Elfy, wróżki, wiedźmy, od wyboru do koloru. Lepiej nie spoglądaj na tamtą sadzawkę, bo utoniesz! Tylko czy tzw. rodzice mają prawo wymagać od ciebie wszystkiego? Nawet TACY rodzice jak Mabh i Oberon.

I co do licha z tą miłością! Dlaczego wszystko musi być tak nieszczęśliwe…

Moja Wyspa ma to do siebie, że nie baczy na terminy, w związku z czym Jul zaczyna się u nas z początkiem grudnia, a kończy w okolicach połowy tego miesiąca. I jest dziwnie. Jakby świat oddzielał tzw. komercje, tudzież zwykłe pragnienie ludzkie uśmiechnięcia drugiego człowieka, od czegoś większego.

Od magii, której do końca nikt nie pojmuje…

… zezwolenia na totalny odpoczynek, a nawet wyrazistego przykazu! Bo w końcu na Wyspie rządzi Wyspa. Należy się poddać, nie sprzeciwiać zbyt wyraziście, ale wnikliwie obserwować. I spać, kiedy tylko można. Bo przecież wiadomo, Wyspa wie lepiej i z tym lepiej nie zadzierać!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz