Pan Tealight i Ukryta Prawda…

„Wszyscy bali się Śmierci. Przenikania. Odchodzenia. Starzenia się ciała, zmarszczek, wypadania członków, oklapywania i ogólnego obwisania, no i tych tam… duchów. Niepewności większości co do istnienia tego, co po śmierci. Dowodów i ich braków. A w rzeczywistości… trzymano ludzi od początku w nieświadomości istnienia czegoś znacznie gorszego!

Bo przecież o wiele lepiej dozować wiadomości, ubierać je w skąpe prawdy w dziwacznych kolorach, przycinać, fastrygować, tutaj stosować zaszewkę, tam plisy, tutaj doszyć łaty ze skórki winnych mniej lub bardziej… to ukryć, a jednocześnie pokazać na widoku. Ot przecież i tak nikt nie zauważy, jeżeli przed postawi się wielki napis WYPRZEDAŻ i strzałkę w drugą stronę!

Po co mówić, że bać się należy tylko Zazdrosnych! Tych, co „nieżyli”. Jeszcze! Czekających na swój czas, na zwalniające się miejsce w rzeczywostości. Niecierpliwych. Spragnionych, złaknionych i bólów i radości życia… jedynych, którzy naprawdę chcieli po prostu być!

Wysysających codzienność… przyśpieszających czas… Zabawnych, kudłatych stworków, które zawsze czaiły się w pobliżu człowieka, spoglądajac błagającymi, wielkimi, szklacymi się oczami. Mruczącymi, przyjaznymi, jakże łatwo odciągającymi jednego osobnika… by potem go zaatakować i zająć jego miejsce!

To dlatego Pan Tealight i Wiedźma Wrona Pożarta nigdy nie chcieli… kotka. Nawet tego najmniejszego, najmruczniejszego niebieskiego włochacza puszka mruczka… tego, na którego widok pluszakom Wiedźmy wyrastały jadowe kły, a kanwy spadały ze ścian i formowały mur obronny. Czasem nie wszystko jest takie, jak Wam mówiono, a częściej NIC takie nie jest.

PS. Śmierć też się siebie bała… ale to całkiem inna historia!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Recenzja: „Rzeźbiarz”

A moja Wyspa się znowu wieje… jakby umykała przed wściekłą teściową, tudzież komornikiem, czy nazbyt kłopotliwym badaniem przedmiotowym… i wieje. Wieje mocno, z porywami. Zrywając się, by nagle przysiąść, skryć za kamieniem, może złapać oddech, a potem znowu…

W końcu Wyspy też muszą mieć teściowe, no i te koszmarne, pojawiające się z „niewiadomokąd” wredne znajome – co się je podobno znało w dawnych lepszych czasach, te co to naprawdę chcą pomóc i chcą dla ciebie przecież jak najlepiej… i mienią się PRZYJACIÓŁKAMI, a w rzeczywistości i pełni swej wrodzonej wścibskości, rozpływają się w komplementach tylko po to, by wydusić z nieszczęśnicy co lepsze sekreciki… i sprzedać je na targu Obrzydliwych Znawczyń Wszelakich Żyć Niepraktykujących, co to swego życia nigdy nie spróbowały nawet.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz