Pan Tealight i Pomocna Dłoń…

„Właściwie nie istniało coś takiego, jak jeden jedyny i ważny bardzo Dzień Dostaw. Pan Tealight musiał być gotowy w każdej chwili i na wszystko. Jednakowoż potężny stos prawych i lewych, wszystkich sprawnych i nader żywotnie ruchliwych dłoni… niektóre obwieszone biżuterią, z pomalowanymi paznokciami, a nawet tatuażami… Stos przysłaniających słońce rąk, nie był może wybitnie nadzwyczajny, ale serio robił spore wrażenie!

Cóż, ten dzień rozpoczął się dość zwyczajnie.

Ojeblik, mała ucięta główka, mozolnie, ale też i dokładnie kaligrafowała językiem na wielkiej płachcie prześcieradła (we wściekle różowym kolorze): „Kobieca dłoń, od zaraz – świeża dostawa”, „Rękojmie – traktuj nas dosłownie” i „Do zaręczyn, do głaskania i do lania – wszystkie rozmiary, różne owłosienie”. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki czołgała się po polu, podglądając rozbierająco się topniejący Pierwszy Nocny Przymrozek i ukradkiem robiiła mu zdjęcia mając nad głową rozwrzeszcazne mewy i wrony. Jej chochlik pisarski – Chochel – bezczelnie i robiąc nic, kimał w promieniach wschodzącego słońca, wychyliwszy się przez barierkę na schodkach, nakrywszy się – za co każdy był mu naprawdę wdzięczny – Zasłonką z Kuchni. Zasłonka była z tego wszystkiego najwdzięczniejsza! I w ciągłym ruchu, choć nie było wiatru. Miotła Wiedźmy tańczyła w kupie liści, starając się dość pokracznie, co bardziej kolorowe przebić witkami i nadziać na siebie.

A opuszczona przez Chowańca Chatka Wiedźmy… cieszyła się, że to wszystko nie dzieje się na jej terytorium.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego” – najpierw był „Sztywniak”. A jak już nie żyjemy, to czas na życie po życiu, czyż nie? I o tym jest ta historia. Ponownie równo naukowa, jak i pełna krytycznego oglądu świata. Przesycona i mistycyzmem i niewygodnymi pytaniami… ale też przyznaję, trochę mniej wciągająca, niż pierwsza powieść Roach. Właściwie nie wiem czego jej tak naprawdę brakuje, a raczej może czego jest zbyt wiele… ale wciąż czyta się dobrze. Wciąż zaskakuje tropami, które prowadzą autorkę.

I jej wnioskami, by potem powalić humorem!


„Dzieci cienie tom 1” – tom zawiera dwie powieści: „Wśród ukrytych” i „Wśród oszustów”, skupiające się w historię Luke’a. Dwunastolatka mieszkającego z rodziną na farmie – trzeciego dziecka. Grzechu. Zakazanego owocu. Tego, który narodził się, by zawsze się ukrywać. Gdy dotąd dostępna dla niego przestrzeń lasu zostaje mu odebrana przez bogatych, Luke wie, że jego życie skurczyło się do samotności strychu. Bezsilności i bezradności. Nie ma znaczenia, że rodzice go kochają… on właściwie nie żyje. Czy jest jedyny?

Po niektórych książkach człowiek ma zryty mózg i tyle! Tak jest z powieścią Haddix. To przed czym codziennie uciekamy, ten cały strach dawkowany nam w nadmiarze przez media, u niej nabiera twarzy. Staje się małym chłopcem. Chłopcem, który stanie przed zbyt dorosłymi problemami.

Książka wstrząsa, rzuca o ścianę, wyciąga nam z głowy elementy codzienności, które mogą doprowadzić, a może już doprowadziły do takich absurdów, przeraża. Jest esencjonalna, ale do końca przedstawia rzeczywistość z punktu widzenia dwunastolatka. A jednak nie dostrzeżecie w niej zdziecinnienia. Nie ma tam zabawy. Jest tylko strach i bezsilność. Oczekiwanie, nadzieja… To opowieść o dziecku, które narodziło się, bo matka tak chciała. Nie bacząc na konsekwencje. Nie bacząc na prawo! Dziecku, któremu właściwie rodzice nie mogą ofiarować życia.

Haddix podnosi tak wiele tematów, zadaje pytania o świadome macierzyństwo, porusza fakt istotności wychowania, nie tylko „wydalenia dziecka”… wytyka głupotę świata opartego tylko na korzyści jednej kasty i bólu pozostałych. Istnienia ziemi tylko dla wybranych! Porusza temat głodu na świecie i… mówi PRAWDĘ! Cholernie niewygodną. Ta książka tak bardzo pasuje do tego, co dzieje się dziś, do poniżania ludzi, wykorzystywania mas, ucisku, świata dla celebrytów, głupoty i pustaków, że trudno się po niej otrząsnąć.

Ta powieść naprawdę powinna się znaleźć na Waszych półkach!

Zdołowana wizją durnego świata, w którym przyszło mi żyć… wkurzyłam się chyba na wszystko. Poza drzewami, Wyspą, no i ogólnie naturą! Na nią przecież nie można się obrazić. Ona zawsze przytuli…

Nocny przymrozek i świat wygląda znowu inaczej… i nie chodzi tylko o moje uzależnienie od zimy, która coraz bliżej – oj niech będzie śnieżna kosmicznie, piękna i fascynująca! Po prostu małe kryształki lodu nadają wszystkiemu – w tym przypadku chwastom i trawkom – jakąś taką ulotne magiczną otoczkę. Jakby wróżki je obsrały i już! Bo przecież wróżki, elfy i inne drobne ferysy nie mogą robić kupowej kupy, co nie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz