Pan Tealight i Morza Sztorm…

Morze pragnęło Sztormu. Całą swoją wilgocią marzyło tylko i wyłącznie o owej burzy cząsteczek, która budzi fale. O owych porywach i miotaniach, cudownej niespokojności i dziwnym uporządkowaniom. Kochało tą wrażliwą, choć gwałtowną, szaloną choć i niemożliwą do opanowania siłę. Chciało się tylko z nim połączyć.

Być jednością.

Spełnieniem i oczyszczeniem.

Ruchem i biciem piany, burzanami, bałwanami, wzlotami i upadkami… falistością wszelakich uczuć.

Problem w tym, i Pan Tealight był aż nazbyt tego świadomym, stojąc na parzących piaskach, przywierających nadzwyczaj boleśnie do jego szarości kamieniach… że by ci kochankowie się ponownie spotkali, musiał pojawić się i ten trzeci… Wiatr. Zazdrośnik. Ale też dziwaczny esteta, który ukochał dziwną miłością Farfocle. A te, korzystając z upalnej aury rozprzestrzeniały się nadmiernie. Zamykały pod sobą niebieskości i wilgotności, zmieniały Morze w gęstą zupę, zawiesistą, zielonkawo brunatną, przetykaną Niewykorzystanymi Księżniczkami – malutkimi meduzami, dla których nawet Plugawych Nawet Paskud-Księciów już nie stało.

Farfocle były nieruchawością uczuć.

I tak Farfocle kwitły na powierzchni wilgotności. Bawiły się świetnie, tworzyły rodziny  i zakładały kolonie, podbijały kolejne skrawki Morza i bawiły się na całego. Świadome niestałości uczuć Wiatrów i kapryśności Pani Wyspy, korzystały z tymczasowości… nim staną się tylko pokarmem.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Wyspa co prawda spuściła z tonu jeżeli chodzi o temperaturę, ale wiaterów wciąż nie ma. A my lubimy wiatery. Taką zmienność i ożywienie, to oczyszczenie ze śmieci codzienności i rozdmuchane aury…

Szukając podpowiedzi w końcu udałam się do biblioteki. Straszne miejsce, pozwalają brać książki do domu! Zamówiłam co trzeba i zabrałam co się dało – ograniczał mnie spacer, na który się wybierałam, ale co tam, trening z dodatkowym obciążeniem to dobra sprawa… szczególnie jak się samemu książek nie niesie!

Ha!

Życie na Wyspie? Lepiej wiedzieć jak inni dawali sobie radę, co nie?


Recenzje: „Siostra” i „Potem” Rosamund Lupton.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz