Pan Tealight i Trzęsienie Wyspą…

Pan Tealight układał się do snu. Mościł swoją szarość w niedokończonym cybuchu wrzosowej fajki, gromadząc wokół siebie sny. Każdy z nich chciał być wyśniony w końcu do końca. Każdy pragnął, by to właśnie on i jemu podobni zawładnęli tą nocą. Bo sny też miały pragnienia… Jedne od razu zapominane, inne na zawsze zmieniały dnie, znaczyły strachem noce. Pan Tealight kochał je wszystkie po równo.

Tylko on nie przebierał.

Wiedźma Wrona Pożarta już nie tak hojnie rozdawała swoje noce. Nawiedzana przez duchy, raczej dość drastycznie reagowała na okropne wersje Mar Nocy i Dni. Ale Mary jęczały upierdliwie, błagały natrętnie by je śnić. I zwykle w końcu się zgadzała. Jednak dziś wszystkie były w Sklepiku. Jak nigdy, właściwie nikogo nie brakowało i Pan Tealight poczuł coś dziwnego. Jakby powiew, jakby niezrozumienie – miał już tego dość, bo owe nowości przydarzały mu się nazbyt często ostatnio, a przecież był jednym z Pierwszych, jeżeli nie Pierwszym tego świata!

I wtedy Wyspa się zatrzęsła i zatrząsł się sam Sklepik z Niepotrzebnymi… i przylegający do niego ogródek. Zatrzęsły się drzewa i kwiaty, otwarła się furtka, a biały płotek zaczął wyciągać po kolei swoje sztachety z ziemi… i Wygódka i Siwa Taczka, i od tej pory było tak samo, ale jakby inaczej. Wszystko to, co było niepotrzebne i niechciane, nadal pragnęło być tylko tu, a cała „sprzedajność” owej instytucji podległa nazwie była tylko ściemą. Niechciane, a stworzone, niekochane, zapomniane, niepotrzebne… pragnęły mścić się, ale też przynależeć. To miejsce musiało istnieć!

A Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki stała przed swoją chatką, spoglądała na skały i bała się. Bała się bać!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Pamiętam Cię” – oj… książka, która przeraźliwie mnie zawiodła na całej liniiiii!!! Od pierwszej właściwie strony.

Chyba się wkurzyłam!

Miał być horror… no i jest, aczkolwiek do granic wszystkiego przewidywalny i strasznie niestraszny! A przecież powinnam się bać. Owo skrzypienie, samotność, dzikość odciętych krańców świata, dłoń odciśnięta na szybie, której nie powinno tam być, cień dziecka, garść kości… Dwie historie, które łączą zwłoki, dwie zbrodnie, a może tylko dziwaczne pomyłki i dwie oszukane kobiety. Pomiędzy tym wszystkim zaś stracone marzenia, opadłe mgły naiwności. I kroki, oddechy, skrzypienia i cienie.

I wiecie co? No nadal nic! Pożądnie się zastanowię nad kolejną książką tej autorki, a tak ja lubiłam! Może to przez ten jakiś brak islandzkości, a może jednak brak tajemnic szeptanych? Nie wiem, ale czuję się oszukana.

A tak się cieszyłam na tę powieść!!!

A teraz ogłoszenia parafialne… Ogłaszam, że nic nie powiem do poniedziałku, bo ma się udać i tyle, więc nie pytajcie! Kurcze! Wytrzymałam tyle, wytrzymam te dwa dni jeszcze! No nawet nie dwa.

Żesz kiepska jestem w trzymaniu tajemnic własnych!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz