Pan Tealight i Hodowla Chowańca Wiedźmy…

Chowaniec Wiedźmy był istotnym elementem wystroju świata Wiedźmy Wrony, i to elementem także dość zaskakującym, do czego Pan Tealight zdążył się już przyzwyczaić, a jednak… A jednak tym razem pokonał on nawet tak zdolny do nienaturalnych wyobrażeń umysł, jak ów właściciela Sklepiku z Niepotrzebnymi. Umysł potrafiący przecież z lekkością i wirtuozerią definicji, akceptować to, co dla innych nie tylko niepotrzebne, ale i niemożliwe.

Oj zwyczajnie Pan Tealight padł. Padł, gdy zobaczył Chowańca przed swoimi drzwiami, proszącego o pożyczenie szklanki soli – bardzo dużej szklanki, w wymiarze bliżej wiadra niż dzbanka. Słyszał o Hodowli Ślimaków Solonych na tarasie wiedźmiej chatki, ale nie przypuszczał, że ona się na to zgodziła. Musiał to zobaczyć sam. Dlatego pobiegł z odbijającą mu się od stóp małą, uciętą główką zwaną Ojeblikiem. Pobiegł za swoją solą. I podpatrzył…

A to, co podpatrzył było dziwne.

Na tarasie, pokrytym labiryntem białych, skrzących się śladów stał Chowaniec Wiedźmy i solił. Stał i solił. A solił dokładnie, jakby dbał, by każde ziarenko morskiej soli znalazło sobie odpowiednie miejsce w tej układance. Ale nie tylko chodziło o to, że on – prawdopodobnie wciąż człowiek, no solił. Bo porozkładane, niczym na plaży łaknące słońca białe ciała, leżały dookoła niego ślimaki. Odrzuciły ekshibicjonistycznie swoje różnokolorowe skorupki i soliły się aż furczało!

Pan Tealight czuł, że czegoś w tym idyllicznym widoczku brakuje dopóty, dopóki nie zobaczył cienia na tarasie. Wielkiego, z rozpostartymi skrzydłami, ostrym dziobem, który jednak dość szybko umknął, gdy usłyszał chmurne posykiwanie solonych… tak, coś było w tym wiedźmim krajobrazie nie tak. Jakoś nigdy nie przewidywał on większej ilości niepluszowych pieszczochów. I to tak obślizgle śluzowanych, choć solonych morską solą z Wyspy! ONA nie mogła się na to zgodzić, więc o co w tym wszystkim chodziło? Jakąż tajemnicę skrywały solone ślimaki, śluzowe labirynty i dziwnie przerażająco rozanielony Chowaniec Wiedźmy?

Ojeblik tylko westchnęła i pokulała się do spiżarni… która była niestety idealnie pusta. A tam wraz z Chochelem – chochlikiem pisarskim Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki zaczęła szeptać. Pan Tealight zaś udał się na plażę pomyśleć nad tym, że choć zdawało się, iż wie i widział wszystko, to jednak trzeba będzie się nad tym mocniej zastanwoić… nad tym, co wciąż przed nim ukryte i jak bardzo kiepskim jest uczucie zaskoczenia.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Demi-Monde Zima” – muszę przyznać, że kurcze czuję się mocno zaskoczona. Futurystyczna, nieprzewidywalna, rozbudowana, wciągająca i mocno szokująca. Brutalna, a jednak tak prawdziwa, pełna aluzji.

Światem komputerowy władają psychopaci, a postacie, które przesuwają się nam przed oczami intrygują swoją wolą przetrwania. Jednak przecież to komputer to TYLKO i wyłącznie komputer, iluzja… ale czy na pewno?

Przyznaję, że jestem i wstrząśnięta i zaskoczona.

Kolejna, to „Gorączka kości” – jak dla mnie zbyt wiele w tej książce tego tego, co już było w powieściach kryminalno-psychologiczno-sensacyjnych. Dodatkowo nagromadzenie wątków powoduje jakiś dziwny przesyt… Z jednej strony intryguje, z drugiej jakoś nudzi, denerwuje, choć i zmusza do powrotu. W pewnym momencie się zgubiłam, przyznaję, a nawet i pomotałam strasznie bohaterki… choć wybrnęłam. I jeszcze ten tytuł, który nie ma odbicia w treści. Nie wiem, pewno czepiam się szczegółów, bo przecież przeczytałam bezboleśnie.

Jak to mówią, że niby kobieca zmienność itp. kolejna przeczytana, to: „Nikt nie zna wszystkich jej imion” – piękna i inna Hatszepsut! Ta niewielka książka rzywodzi na myśl opowieść o Sinuem. Jest piękna i taka prawdziwa. Bardziej przypowieść i mit widziany oczami Egiptu Starożytnego, niż biografia.

Coś dla wielbicieli tematu!

Książka na dziś – wygrana od Syndykatu Zbrodni w Bibliotece, który oj no dobra, no kocham!!! I bardzo dziękuję, przeczytam łapczywie, pewno zaraz zacznę, więc no wiecie… dobranoc! A Wy, jak kręci Was zbrodnia, to dołączcie do nas! Mamy fajne konkursy i w ogóle pomagamy ukryć zwłoki i takie tam.

A na mojej pięknej Wyspie duchy zamilkły, uniosły korzenie drzewa i zastygły w oczekiwaniu…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz