Pan Tealight i Wiedźma i Smoki…

Wiedźma Wrona obserwowała smoki.

Siedząc na porośniętym spętaną trawą i dziwnymi, niezidentyfikowanymi roślinami kurhanie… spoglądała w Morze. Morze nie miało może nic przeciwko, aczkolwiek czuło się lekko zawstydzone i rumieniło się w środku… no wiecie, w morzu.

I milczało.

Pan Tealight nie do końca pojmował jak ktoś, kto malując paprał sobie farbą nos, a patrząc na ludzi nie rozpoznawał rysów twarzy i z łatwością mylił ich ze starym płotem, czy murkiem. No nie rozumiał, jak taki ktoś jest w stanie dojrzeć z tej odległości rozbrykaną bandę, nie większych od kłębków włóczki, gadzin… ale nie dyskutował z tak ewidentnym cudem. Tym bardziej, że solidarnie i wyjątkowo rozumiejąc całkowicie smoczą namiętność krążącą w wiedźmich trzewiach, Ojeblik – mała, ucięta główka, krwawo i nadzwyczaj głośno wygoniła z kurhanu Chochela i bujając się na kłączach końskiego włosia, spoglądała z Wiedźmą.

Na smoki. Na magię, która tylko się bawiła. Nie zajmowała się tworzeniem, czy rujnowaniem, poddawaniem się zachłanności ludzkich braków zahamowań, oraz zwykle miłosnych niedopatrzeń… bawiła się.

Podglądanie smoków było babską sprawą i to na wskroś!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Recenzja książki „Pod nocnym niebem” – powieści, w której można się rozsmakować, dziwnie naturalnej i takiej mało pospiesznej, a jednak… iskrzącej!

Na Wyspie Zima, choć podobno to już Wiosna. Gdyby tylko temperatura jeszcze odrobinę podpatrzyła owe upadłe byty, no i wzięła z nich przykład… byłby niezły snestorm. A tak zwyczajnie jest cholernie zimno, a wiatr wydobywa z człowieka każdą ciepłotliwość niezbędną. No i śnieg topnieje.

Zbyt szybko.

Czyli czas kołdrowo-książkowy na całego.

Na szczęście są misie.

Mam wiele bzików, ale obok: książek, wron, magii i drzew, legend i symbolizmu, są misie. Fascynujące dzieła sztuki rdzennych mieszkańców Ameryki – tak się poprawnie teraz mówi na Indian?

Człowiek się już gubi.

Ten stworzony został przez Bremette Epaloose. Ujmuje tymi trzema odciskami turkusowych łapek. Nazwałam go Gudhjem. Tak, by spełnić swoje największe marzenie… no misiek, masz na barkach WIELKĄ odpowiedzialność.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz