Pan Tealight i Wielce Kryminalna Wiedźma…

„Wiało.

Znowu.

Drzewa znudzone ciągłą gimnastyką zaczęły się buntować i sprzeciwiać wietrznemu nadzorcy. Pan Tealight nie mógł już wytrzymać w Sklepiku, gdzie Ojeblik – mała, ucięta główka, przeprowadzała rozmowy kwalifikacyjne z zapomnianymi, porzuconymi skarpetkami, przy okazji wybuchu romantyczności starając się je połączyć w małżeńskie pary. Dlatego siedział teraz w wiedźmiej kuchni, łakomie spoglądając na zawartość Nietypowej Spiżarni, gdzie wciąż jeszcze połyskiwały weki z turystów. Marzył mu się słoiczek paluszków od stópek rozmiaru 35. W lekko słodkiej zalewie, malowniczo poukładane, wyglądały jak różowiutkie paróweczki skąpane w zielonkawej trawie cytrynowej.

Wiedźma Wrona, Statystycznie Pożarta Przez Książki nie kwapiła się jednak do poczęstunku.

Zmęczona wiatrem… jęczała:

Tylko wiatr i wiatr, potępieńcze wycia i trzeszczenie, coś dudni, coś wyje, jęczy i świszcze… psychikę rozbija na kawałeczki, a potem miesza te puzzle i wcale nie układa tego, co tam było. Nie ma niczego innego tylko ten wiatr. Dlatego tak lubię umarłych. Mają w sobie wiatry – więcej niż żywi, ale nie zrzędzą. Zresztą jak tak wieje, to nie można nie myśleć o zbrodni. O tej uldze, by zakończyć męki własne, lub cudze. Zrzucić z siebie ciężar, uwolnić napięcie. Po prostu dać do wiwatu! No zrobić to! Ukraść, zniszczyć, zbrodnię popełnić i ZABIĆ!!!

To duchy mnie do tego podkusiły!!!

W końcu wypuścić z ręki ten nóż, ukrócić ludzką brzydotę, dorzucić trucizny, słodycz zabarwić śmiercią, albo coś innego… Mam tutaj morze, przecież mogłabym zatopić zwłoki, nie muszę rozpuszczać ich w kwasie, ot drobny wypadek rybaka, lub samobójstwo pozorowane? Poradzę sobie. Są jeszcze ci, jakże użyteczni turyści. Przecież niektórzy mogą ot po prostu się potknąć, skurcz ich złapał, zawał… a potem droga do Szwecji wolna, niech ciało płynie, prądy pracują, na plaży zostają tylko porzucone szare buty i pomięta zielona koszulka.

Te szkielety w szafach, zmumifikowane zwłoki po kątach pochowane. Przecież są kolekcjonerzy, każdy musi mieć jakieś hobby! A zbrodnia to tak proste, naturalne wyjście! I może być tak bardzo artystyczne! Żeby ją popełnić, musisz w sobie coś mieć, nie koniecznie wyłącznie psychopatę, raczej małego artystę, najlepiej przebiegłego. Musisz odnaleźć ukryte tajemnice, owe sekrety ciążące na wątrobach pokoleniom i mordujące dopiero następców następców… bo zemsta poczeka. Choć jest jeszcze ta wynikająca z rozpalonego gniewu. Nagła, natarczywa, od razu domagająca się ujścia. Gorąca, spalająca cię od środka, niszcząca!

Bo dlaczego nie miałabym dostać tego spadku od razu?

No dlaczego?

Należy mi się!

Dlatego bezpieczniej, żebyś czytała, TYLKO czytała kryminały, prawda? – powiedział  Pan Tealight, związał dla bezpieczeństwa Wiedźmę, a potem ze świadomością dobrze wykonanego zadania, podważył wieczko słoika i po kuchni rozszedł się słodki aromat weków.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


DLACZEGO LUBIĘ CZYTAĆ KRYMINAŁY – KONKURS SYNDYKATU ZBRODNI W BIBLIOTECE

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz