Pan Tealight i Zaduma…

„Dla Pana Tealighta nadszedł coroczny czas zadumy.

Zawsze tak go to jakoś trochę zaskakiwało. Mimo posiadania około miliarda dziwnych kalendarzy i czasomierzy, nie potrafił dokładnie mierzyć czasu. Ot nie nauczył się. Zresztą nie uznawał tego za istotne. Czas tutaj nie miał znaczenia. Dla niego czas nie istniał. Poza panowaniem Zimy – ale to było już dość ekscentrycznie uczuciowe i osobiste, takie tylko jego.

Tak, Pan Tealight czuł w kościach nadchodzącą Zimę. Czuł ją tak od połowy Lata, choć złośliwi mówili mu – wzbudzając w nim żarłoczną zazdrość – że tak naprawdę nie opuszczała Wyspy. Nie wierzył im, choć…

Zafascynowany powrotem Ukochanej zapomniał o Jesieni. Dopiero gdy w kącie zgromadziła się sterta zgrabnych koszyków wyplecionych z niechcianych i zbędnych elementów owłosienia… Pan Tealight zrozumiał, że ten czas będzie obecny i w tym roku. Żadne tam ocieplenie klimatu, zmiany i inne wariacje człowieka, nie miały wpływu na Matkę Naturę. A dokładnie na jej przyzwyczajenia. Dzieci. Czwórkę jej najukochańszych, tak różnych od siebie dzieci.

Zaduma owinęła się szczelnie wokół Pana Tealighta i zdecydowała się na miętową herbatę z miodem. Spadziowym… była gotowa do pracy.

Cisza…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzje: „Sherlockista” i „Spalone”.

Z cyklu ostatnio przeczytane: „Brylantowy miecz. Drewniany miecz” Nik Pierumow.

Lubię Pierumowa. Ot zwyczajnie, to jeden z moich faworytów. Pisze dobre fantasy, z jednej strony wyobraźnia mu furkocze, z drugiej trzyma się pewnych utartych ścieżek… i tym razem mnie nie zawiódł.

Ta książka, początek cyklu, to opowieść o świecie, który kiepsko zaczął. Właściwie każdy ma tutaj krew na rękach. Nikt nie jest wyłączni dobry, lub zły, co więcej, każdy zdaje się sbać wyłącznie o swoje dobre. I są jeszcze Wolni – neutralni, zdolni sprzedać swoje umiejętności. Są fantastyczne stwory, wytrzebione gromady ludu Danu, krasnoludy i magowie. I Ulewa. Obecny jest strach, wola przetrwania i odwieczne pragnienia ludzkości: chciwość oraz duma.

Nik Pierumow nigdy nie pisze „łatwych” treści. Jego opowieści są wielowątkowe, posiadają skomplikowanych bohaterów, ale też i treści nader zwyczajne. Walkę o każdy dzień. Jednak pod tym wszystkim kryje się też przeznaczenie. Odwieczny Los. Owo przeklęte Fatum, które najczęściej nie pomaga, a tylko wymaga więcej… by oddać mu więcej, zrezygonować z siebie dla wyższych celów.

Tylko po co? Dla kogo? Dla Starych Bogów, czy Jedynego?

Oj tak, wiara i magia stoją tutaj na równych pozycjach. Władza zdaje się być pod ciągłym atakiem niewiadomego, a maluczcy jak zwykle mają, lekko mówiąc, przewałkowane! I choć trzy główne nurty powieści będą się splatać, plątać i zwodzić Was na manowce… prawda jest taka, że zaczynając czytać wkroczycie w inny świat. Świat warty poznania i fascynujący! To baśń, aczkolwiek dość dorosła!

Jeżeli chodzi o sagi fantasy, Pierumow to jeden z moich ulubieńców!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz