Rodzina…

Nie wiem czym jest rodzina. Nie potrafię poprawnie rozgryźć definicji: mama, tata, babcia, dziadek, siostra, brat, ciocia, kuzynka, kuzyn… Nie wiem co oznaczają te słowa. Ale wiem jak bardzo boli pustka, której nie zapełniają.

W moim ciele, duszy, gdzieś w owym tożsamym „jestestwie” znajduje się wyrwa. W niej mieści się państwo, które istnieje tylko w piątki. Ale owej krainy nie zaludnia nic prócz pustki i bólu, splatających się ze sobą, terkoczących natrętnie, dźwięczących, nie pozwalających o sobie zapomnieć…

Dlatego takie powieści jak „Kasika Mowka” Katarzyny T. Nowak, docierają do mnie do końca. Targają sprzecznościami, drażnią rany i otwieraja na nowo to, co miałam nadzieję pokryło się blizną. Bo ja przeczytałam te książki, o których pisze bohaterka, ale nie potrafiłam, nie potrafię wciąż… żyć. Poszukuję tylko odpowiedzi na pytania, których wcale nie chcę zadać. Zadaję pytania, na które nie chcę by ktoś odpowiedział, choć pokrętna życzliwość nakazuje Wam mówić… Ja tylko chcę to napisać. Bo wtedy jest łatwiej. I oczy już nie palą…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz