Pan Tealight i nieopornie ofiarna dziewica…

„- Tudzież robimy to tak – osobnik o dziwnie zwichrowanej profesji potrząsnął trzymanym patykiem, i w pyle drogi dalej rysował gestykulując właściwie całym ciałem… choć wydawało się to takie niemożliwe. – Dziewicę bierzemy, ale wiadomo sprawdzamy towar, wie Pan w dzisiejszych czasach człowiek niczego nie może być pewnym, a kapłani są wymagający. Bierzemy takową i odziewamy odpowiednio, jakoś lubią takie romantyczne szaty, zwiewne i lekkie – wiecie Panie – zniżył głos do szeptu – lepiej też się palą. Bo najfajniejsze są takie trochę tłuściutkie i koniecznie z długimi włosami, niegolone nigdzie. Zawsze to dodaje aromatu stosowi… No tak i stos trzeba dobrze ułożyć. Nie chodzi tylko o samą temperaturę spalania dziewicy, ale przede wszystkim o ten aromat. Wyczuwalny strach i pierwotną siłę… tego tam dziewiczenia. – Mężczyzna podniósł się i spojrzał na Pana Telighta.

Obydwaj stali przed Sklepikiem z Niepotrzebnymi i w blasku letniego, zachodzącego wstydliwie słońca, przeglądali zapasy sklepiku. Pan Tealight jak zwykle nie posiadał żadnego wyrazu twarzy, ale ucięta główka była nad podziw zaintrygowana.

– Tak naprawdę ważne są elementy, pewne intymne sprawy… jak owłosione bujnie nogi, potężne te – mężczyzna wykonał dziwnie kolisty ruch w okolicach klatki piersiowej – i dobry nos. No i donośny głos. Krzyk jest zawsze w cenie. Dobrze wrzeszcząca dziewica na długo pozostaje w legendach. –

Pan Tealight potrząsnął głową i zastanowił się. W końcu trzeba było opróżnić komórkę. Za dużo się tam tych dziewic lęgło, oj za dużo…”

PS. Recenzje „Całując grzech” i „Darkar. Poświęcenie”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz