Mordowanie wyobraźni Pożartej Przez Książki…

Postanowiłam zamordować Wyobraźnię. Tak zwyczajnie nie widzę pożytku z owej pokrętnej suki. Jakoś wydaje mi się, że bez ciągłego myślenia i tworzenia, moze w końcu będzie jakiś spokój? Może pisanie stanie się łatwiejsze? Może przestanie przypominać opętanie…

Przy okazji dobijam tzw. Inteligencję (tak, wbrew własnym nadziejom wszelkim okazuje się, że chyba coś mam, chudzina marna, ale jest), Sumienie i Wolną Myśl. Nawet nie krwawią. Tego akurat nie rozumiem. Skopałam w kuchni Pobłażliwość, nie wiem dlaczego akurat tam się ukrywało, oraz poturbowałam wyszukanie boleśnie Grzeczność Wszelaką. A wciąż coś jest nie tak… no nie mogę dotrzeć do Względnej Normalności. Nie nęci jej nic, nawet wywieszone na drzewie cukierki nie pomagają… Może gdy zbiesi się Poprawne Wychowanie, może wtedy coś się zmieni? I kątem oka uchwycę Stabilizację Finansową. N tę okazję mam przygotowany najlepszy klej, dodatkowo wagon smarków, mąka, woda, maziaje wszelakie… i Siłę Przebicia – znaczy akurat tej ostatniej też jeszcze nie mam, ale kurde uda się!

Musi do cholery!!! Bo nic mi się nie udaje, a ostatnio już nie mam siły… Też tak macie? Nie chcielibyście czasem być NORMALNI? No dobra, tak względnie normalni? Nie opętani przez słowa, postacie, przygody tych, którzy istnieją tylko w Waszych głowach? Ich życie, dziwnie ważniejsze niż Wasze? A może tylko ja jestem wariatem? Byłoby to nader intrygujące, ale nie mam tyle szczęścia, jestem raczej psychus nader pospolitus

Cudne aniołki od duńskiej artystki Arielle Javanna Nielsen!!! Czasem anioły to coś więcej niż tylko chrześcijański mit… to magia, pełnia i siła… Ona ją ma i przelewa w szkło. A może to szkło decyduje? Nie wiem… Sama Arielle jest wspaniałą i ciepłą kobietą. Choć nie mierzyłam jej temperatury 😉 No wiecie – ciepłą promieniście, jakąś taką dobrą, dziwnie wróżkowo naznaczoną?

Gdy tak sobie patrzę na cuda robione przez innych sama głupieję doszczętnie. No co? Ja tak nie potrafię.

A to Helle Hutchinson – znaczy ręka moja, ale misio jej. W końcu udało mi się ją poznać. Kapitalna kobieta i świetna artystka. To co przeżyła na Grenlandii i mieszkając w Ameryce Północnej przekształca w ceramiczne cuda… niby formy się powtarzają, a jednak drzemie w tym siła. Helle spotkacie w Svaneke, mieszka w domu, w którym artystycznie spełniał się niegdyś Oluf Host… tak, ten od Muzeum w Gudhjem.

Sam dom też możecie kupić 😉

Potrzebuje na pewno opieki, ale tam się tworzy tak jakoś automatycznie, zwyczajnie nie można byc nudnym, normalnym i codziennym 😉

I oto Loczek – czyli kolejny skrzywdzony pluszak. Czeka mnie sporo pracy nad jego rozdartym noskiem… czasem naprawdę niecierpię bachorów! Jak można tak ranic pluszaki? No jak!!!??? Tak wiem, tylko ja mam historie z pluszakami zamiast z ludźmi…

Bo pluszaki są fajniejsze niż ludzie, są jak książki!!!

PS. Recenzja: „Bezduszna”. A ja kończę drugi tom i muszę przyznać, że świetnie się bawię, choć to znowu wampiry i wilkołaki!!!

A na koniec: nowe konkursy (Istoty ciemności :)) coś do poczytania – Papierowy Pies i wiele dziwacznych może bzdurności, może i mądrości Dziadka Jacka… bynajmniej warto!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz