Pan Tealight i Śpiewająca Kostucha…

„Rany, no przecież nic innego jej nie zostało!!!

Kompletnie nic!!!

Ni mięska na kosteczkach oni, ni nawet mięśni, więzadeł, czy nawet, wiecie, miała taką protezę, niewielką, ot taka tam blaszka i cztery śrubeczki, a jednak, wiecie, jakoś tak była do niej przywiązana… po tym wszystkim, jak dostała tę nową robotę, jak niedoczytała do końca umowy, nie skumała, jakie będą wszelakie konsekwencje tego, wiecie, kanonu mody w onym środowisku, tego garniturowego dystansu, onej szaty, kosy, ostrzałki przyczepionej do sznura, bo przecież szata nie mogła się rozchylać na przepisoowe trzy milimetry wyłącznie w rejonie przybrodowym, czy też przyłydkowym i to wyłącznie w dolnej ich części…

Przy kostkach.

Z drugiej strony przecież wszędzie miała kostki, ale wyglądać jak ten koleś z barku z obwisłym brzuchem, co to wszystkim pokazuje swoją pooperacyjną bliznę, no po wyrostku nie do końca orobaczkowym, ale lekarze inaczej mówili… no wiecie, ono wrażenie, widok… ale i tak jest to wysoce, i na zawsze drastyczne, gdy się na niego natknie, na oną jego nagość i jeszcze wiecie, no ten jego cienki płaszczyk, tak wyraziście żeńskiego kroju i do tego ogniście czerwony…

… wszelako…

… w końcu nie każdy rozumie performance i łkanie za narządem, który cię odrzucił. Który cię nie chciał, a przecież naprawdę go potrzebujesz, nie tak jak mówią…

Okłamują cię!!!

Tak się czuła chyba… jak ten facet.

Może?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

No ja już nic nie wiem, no kompletnie no!!!

Co ci wszyscy ludzie tutaj robią?

I te Christmasy wszędzie, jak u nas seryjnie w grudniu się zaczynały najwcześniej no i…

… na prawie rok most zamykają, mają go nawet chyba rozebrać, co bym obejrzała, ale wiecie… przecież mnie tam nie dopuszczą, przecież wiecie, chociaż z drugiej strony, może w weekedny, ciekawym bym było zobaczyć jak to będzie…

… jak go zdejmą.

Kurde, to króciutki most, więc po pierwsze pamiętajcie, że do Allinge nie dotrzecie szosą nadmorską z Gudhjem… oj nie, i to przez długi czas – a po drugie, wspomnijcie most, który może zginie… bo wiecie, nie no, oczywiście, że rozumiem bezpieczeństwo i tak dalej, ale w obrazie tego, co się dzieje dookoła, jakoś tego nie czuję. A po trzecie, wiecie, tulcie drzewa, bo strasznie znikają…

… strasznie strasznie.

Niby nie ma związku, ale ma, bo coś mi się wydaje, iż znowu, jak zwykle pójdą w tej robocie z mocą pełnego zniszczenia. Jak zwykle. Jakoś Dania lubi niszczyć, a potem płakać, że ojojojjj ups coś się stało. Ojojjjj… oni chcą to przywrócić do poprzedniego stanu, bo przecież nie to mieli na myśli, ojojojjj, co teraz?

No wiecie.

Taki duch w narodzie.

Rozumiem to, jak świeczki w oknach, jak dziwności wszelakich miejsc w Danii i jak to, że Szwecja ma kijową wodę, a myślałam, że to wina mojej skóry i żołądka. No szczerze, nie mogłam tam nic pić, jeść, gotować, tylko z kupionej wody, tylko z wody, którą sami wozimy w samochodzie, ale wiecie, wciąż się trzeba myć i jednak… hej, teraz się dowiaduję, po 10 latach myślenia, że to moja wina, iż to nie moja wina, ale Szwedzi zwyczajnie kłamią.

I to wszyscy.

Czuję się oszukana.

Łosie nie kłamią przecież!!!

No ale… co do reszty, to świat przyspiesza, połowa października i tak dalej. Wiecie, zwyczajne życie. Kolorowe liście, wiatry wiejące, więc znowu nie będzie jesieni takiej, wiecie, z drzewami kolorowymi, będzie może jesień podłogowa, czy też bardziej jakaś taka, ścieżkowa, no wiecie, naziemna wszelako…

Zobaczymy.

Znowu wieje, a wiatry piszczą duszami potępionymi…

No co? Fajnie brzmi, co nie?

Dusze, czy nie dusze, łeb trzaska, człowiek dziwnie się czuje i w ogóle. Bo wiatr jakoś go łachoce, jakoś tak abnormalnie i dziwaczenie może. Jakby żaden wiatr nie był powtarzalnym, jakby wiatr już nie mógł być taki, jak być powinien. Wiecie, znajomy… chociaż jakoś tak częściowo? Jakoś tak miejscowo chociaż. No przecież człek już przywykł do wiatrów.

Weźcie no, to nie pierwszy raz, nie wiadomo czy ostatni, czy nie…

Ech…

Fale, wiatr, liście upadające, jeszcze zielone, bidulki nawet się nie pozbawiły onej zieleni na gałęziach.

Aż mi ich szkoda.

Naprawdę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.