Pan Tealight i Znaczny Chaos…

„Bo on chciał podmuchać.

Chciał pochuchać i ogólnie mówiąc, wszelako zamiotać.

No wiecie, do tego się narodził, to mu wmawiano przez czasy dzieciństwa i szkoły. Najpierw Sławetni Dziadkowie Rozpuku… ale pytlowali. I jeszcze ubierali to w bajeczki i księżniczki tam były i inne wiecie, paskudztwa. Wiadomo, że nie każdy musi lubić wszystko, Wiedźma Wrona Pożarta na przykład Pinokia osobiście nienawidzi i gość wie, że się na Wyspie pojawić nie może…

Bo nie.

Lepiej nie.

Dla niego oczywiście, bo co do Wiedźmy Wrony, to martwiła się li ino azaliż o bałagan, jakiego mogłaby narobić. I potem by musiała sprzątać, a i tak, jako osoba kompletnie bezrobotna, roboty ma od groma i w kij od miotły. No szczerze, ona i Czas Wolny mijają się w wielkim dystansie, co może dla współczesności jest jak najbardziej okay, ale jednak dla niej mało zdrowo.

Znaczy…

Chaos, więc najpierw Dziadkowie, potem ich dzieci, czyli Rodzice Złudnego Naruszenia… rany Julek, Matka jak Matka, ale Ojcu to po prostu ryj się nie zamykał, że odpowiedzialność, że równowaga świata… że wszelakie zachowania i epidemie, że potworności, że nie ma dobra…

A on od małego ino koronczarką chciał zostać…

Z pamiętnika wielokrotnego użytku Pana Tealighta.

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Smögen.

Podobno 1307 mieszkańców…

… hmmm, no ja nie wiem, tłok był taki, ale wiadomo było, że to ino Turyścizna, czyli i my. LOL Tak, w końcu człowiek może być zwykłym… ech, no dobra, nie do końca zwykłym, bo unika ich, ucieka, nie włazi do sklepów, jakoś tak nie chce się dystansić i wszelko jakoś tak… nie wiem, ale my wciąż jakoś takoś zdyscyplinowani, a reszta świata jakoś tak niezbyt. Czy ja już oszalałam, czy może nie?

Może zwyczajnie mi ta dystansowność odpowiada?

Na pewno!!!

Ale… samo miasteczko i okolice, to skała i skały.

Po prostu coś niesamowitego. Domy stoją jeden na drugim właściwie, uliczki wąskie, przjeżdżacie przez most mijając w dole i wodę i jeszcze mniejsze skałki nawet z pojedynczymi chatkami, najczęściej czerownymi lub żółtymi, takie to wszystko… dziwnie napchane. Takie odmienne od kilkunastu kkilometrów w górę czy w dół, gdzie już zwykłe lasy i pola i wszystko to…

To, co zielone.

Ale…

… dojeżdżacie, znajdujecie miejsce parkingowe i od razu uswiadamiacie sobie, że co jak co, ale tutaj trzeba będzie wrócić, bo ta architektura, no serio, po prostu nie da się tego obejrzeć w dzień i raczej nie wtedy, gdy akurat traficie na tłum… tłum, który po chwili może i zniknie, ale czy dostatecznie szybko? Bo przecież chcę zobaczyć jeszcze to i tamto i jeszcze może… kurcze, można sobie wynająć łódkę, albo wykupić objazd dookoła. Albo też i przewieźć się już człowiekowo, bez auta, na kolejną wyspę i znowu…

Niedowierzać…

Bo tu wszystko chyba jest właśnie tym, niedowierzaniem.

Naprawdę, trudno opisać to miejsce.

Zapewne poza sezonem wygląda inaczej i rzeczywiście ma garść ogródkopodobnych przynależności do onej architektury, ale ta architektura, te skały, ona nowa droga zrobiona, wyżarta, wygryiona w skale, ten głaz w kształcie łba i moja opadająca szczęka, gdy uświadomiłam sobie, że jeszcze krok i przepaść, i woda może w dole, ale bym nie przeżyła, a tam łódka… podnoszę łeb, a tam najpiękniejszy przesmyk na świecie z widokiem nie tylko na cholerną wietrzność, bo ta towarzyszyła nam przez pierwsze dni wszędzie, ale przede wszystkim na ten niebieski dół i górę i one nudowości… jak to się mówi, kolor skóry, ciała, czy to w ogóle obecnie poprawne politycznie, wszelako, nie mam pojęcia…

Mało skór znałam…

Ale skały, widok, niebo, domki, szczęka…

I w końcu ta cała morskość tego miejsca i kontrastujący z nią przepych niektórych domków, sommerhusów i czegoś na kształt hoteli, chyba… dziwacznie nowoczesnych, a jednocześnie starajacych się kłamać i te domki z magnesa, który kupiliśmy, które udało nam się w końcu znaleźć i te kolory i odbicia w morzu i jeszcze…

Wszystko.

Tutaj trzeba wrócić, bo jeden z domów wyglądał jak większa wersja willi z Sabriny 0 nastoletniej czarownicy… serialu oczywiście.

No weźcie no…

Film jest dziwny… liżące dupę jakiemuś kolesiowi babki? Kto to widział? No szczerze, no ludzie no. Jako wiedźma składam protest… a poza tym włażę do jednej z tych morskich, czerwonych chatek przerobionych na galerię.

No po prostu…

Po prostu trzeba tam wrócić.

Koniecznie!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.