Pan Tealight i Morska Kapustka…

„Podobno dobra była na kasę.

Na wszelakie podstawy magiczne, na zaklęcia i te i tamte…

Ale też wiecie, tak zwyczajnie, no podstawowo, to mogliście sobie ją do sałatki na świeżo, czy suszoną… ale, wszyscy o tym zapomnieli. Znaczy, no prawie wszystkim, bo Wiedźmę Wronę Pożartą Przez Książki Pomordowane coś tknęło i pochyliła się nad lekko ino poruszającym się lustrem morza, odważnie, wpatrzyła się w oną neonową drążącość i zapytała, czy można, czy naprawdę i za ile i jak…

Zapytała.

Nikt tego nie robił.

Nikt jej, zwykłej, morskiej roślinności ni o pozwoleństwo ni o zdanie nigdy nie pytał, no w ogóle, to było coś, co się nie wydarzyło i nigdy nie miało się zdarzyć i w ogóle, maskując wzruszenie i starając się nie zczerwienić…

Była zaskoczona… a potem powiedziała jej o wszystkim.

Wszystkim.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Autostopem przez galaktykę” – … no tak. Najpierw był film. Wiem, dziwnie, ale nie mogłam dostać książek! Serio! No i ten film, bez urazy, ale to jedno z onych dzieł, które uwielbiam i tak, głównie przez Marvina!

No co, depresyjne drzwi są boskie!!!

Ale… co do książki, to wiecie, jest taka jak film, ino trochę dziwna. Bo rozdzialiki są króciutkie jak… no wiecie, bardzo króciutkie i nagle, te same słowa, te same zdania, może niektóre elementy ino odmienne lekko, a jednak…

Nie wiem.

Nie mam pojęcia dlaczego, ale nie mogę się w nią wczuć. Bez urazy. Słowa tworzą intrygujący, fascynujący świat, komiczne sytuacje, wszelakie osobowości, które zwyczajnie aż proszą się o scenariusz i… no tak, to trochę bardziej scenariusz niż powieść, ale… wydaje mi się, iż to tylko i wyłącznie dlatego, że najpierw obejrzałam film.

Moja wina.

Wydanie piękne. Tłumaczenie super!

Polecam!!!

Słońce, trochę deszczu i już czerwiec.

Kiedy to wszystko minęło? Znowu tłoki w sklepach, znaczy tłok w sklepach, nie że ciągle siedzę w jakimś samochodowym z częściami… no co, tam nie dają tłoków? LOL Ale… oczywiście nikt nie zachowuje jakiś tam środków ostrożności, podobno otwarte granice hordy Niemców szturmują, bilety na promy wykupione…

No nie wiem.

Ech…

Zobaczymy jak to będzie.

Chociaż, przyznam się, że nie do końca wiem, czy chcę to wszystko oglądać. Trza będzie się chować przez dwa miesiące jak zwykle i tyle… jak na razie pogoda sprzyjające, nie mogę uwierzyć, że jeszcze nie pływałam. Ale jakoś… albo wiatr, lbo zimno nocą, albo jakoś tak człek kicha… no wiecie…

Ale…

Czerwiec, początek lata prawie, więc trzeba po prostu się odważyć i skoczyć, co nie? Na bombę… no może nie, bo przecież u nas raczej niewiele bezpiecznych miejsc do skakania… LOL raczej szczerze bym odradzała. Ale… niektórzy naprawdę próbują. W końcu mamy tutaj wszelakie sporty, wiecie, są i te falowe, niebezpieczne, znaczy na deskach, jest i inna deska i…

No deski są.

A na nich ludzie…

Trochę to zabawne.

Hmmm…

To wszystko, co się dzieje, tak naprawdę… jakoś dziwnie się dzieje. Niby niektórzy granice otwierają, ale nie wszyscy. Co mnie fascynuje, to w jaki sposób inni przejadą przez zamknięte granice, by dostać się do onych krain otwartych?

No wiecie…

Oficjalnie otwarci jesteśmy dla „wybrańców”. Norwegia podobno ino dla Skandynawii… spora część wciąż domaga się kwarantann, ale czy ktoś się podejmie kontrolowania tego? Bo nie oszukujmy się, ale, przecież świat się kręcić musi, a taki świat, jaki stworzyliśmy, oparty na otwartych granicach, cóż, nie istnieje już…

Ta dam!

Na dodatek nawet Empik podwyższył realizację zamówień z 24 godzin na 6-8 dni!!! Daczego? Przecież podobno wsio w Polsce okay? A może nie… nie wiem, boję się wiadomości wszelakich, uciekam od nich, nie chcę wiedzieć, jakoś… mam dość. Więcej, nie oszukujmy się, po prostu się boję, bo nic nie wygląda tak, jak powinno. Wiecie, jajko jak jajko, pomidor jak pomidor, nawet nie pachną już jak należy…

A może to ja nie znam onych nowych aromatów?

Wiem jedno, manipuacja ludźmi dzięki onym social mediom i tym podobnym, zapewne i telewizji czy co tam teraz jest, powtarzane te same zdania nawet w tak zwanych influencerskich vlogach, blogach i tym podobnych sprawia, że mój brak wiary ino się utwierdza. Czyli, jestem ofiarą onego chłopca, co to krzyczał, że wilk czy pożar, i znowu teraz może zacząć krzyczeć, ale tyle razy wpuścił mnie w maliny i jeżyny, że…

Odpuszczam.

Muszę zająć się sobą.

Swoją rodziną.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.