Pan Tealight i Kontrolerka…

„Że niby niewymiarowa.

Że nos nie taki długi i zakrzywiony, miotły właściwie brak, jakaś miniaturka niby, więcej drewniany breloczek, czy inna abnominacja, ale eliksiry jej nie zwiększają, więc się nie liczy; no a kociołek, to wiecie, w każdym garnku, a przecież pewna koszerność w wiedźmostwie wymagana!

Ciuchy… no serio?

Gdie te szaty powłóczyste, gdzie respekt wzbudzany już samym aromatem specyficznym, gdzie one płomienie chociażby, klątwy, czy coś takiego… no i ten Chowaniec. Serio… taka forma? To już kota mieć nie można?

A co to kotów nie lubi, że wrony…

… ale kurcze, tutaj jakieś mewy, tutaj wielce na temat drzew wrażliwa, w temacie sadzenia wprost obsesyjna, więc… nie, no tak być nie może. Należy jak najszybciej zmiany wprowadzić, bo certyfikatu nie będzie. No i oczywiście za certyfikacik trzeba będzie i zapłacić i dopłacić.

No i się zmienić.

No niby wolność.

Niby ona całkowita swoboda w wiedźmostwie, ale są jednak jakieś normy i szabloniki, więc… może i ta wrona…

Niby może być, no ale…

Gdy na to wszystko Wiedźma Wrona Pożarta się zaśmiała tak nisko…

… tak nader, jak na nią nawet, dziwnie, popatrzyli na siebie Pan Tealight i Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane, po drugim… no powiedzmy sobie, że trzeciego już nie usłyszeli. Za to w Misiu, Wiedźmim Domku, pojawił się komin i biały dym zwiastował… powrót do zwyczajności. A potem… w kilku miejscach ogródka dobrze wszystko zaczęło rosnąć.

Nawet bardzo dobrze.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Dolina w lesie Gustafffa…

No dobra, tak naprawdę ten las, to właściwie spory zagajnik, drzewa dookoła dolinki niesamowitej, wzdłuż czegoś chyba bagnistego. Coś, czego nie udało mi się kupić, ale może kiedyś. Maleństwo, ale też nie mikroszkop jakiś. Bez urazy, ma swoją długość i szerokość i widoki ma swoje i zwierzątka wszelakie.

I pustkę zwykle.

Niesamowitą pustkę poza młodymi jelonkami, sarnami, zającami… ptakami oczywiście i robalami, no bez urazy, się już obudziły, choć nocami potrafi wciąż przymrozić, co zaskakuje wciąż. Mocno…

No ale…

By tu dojść, trzeba znać sposób. Bo wiecie, nie jest to popularne miejsce, nie jest to coś dla Turyścizny. Na pewno, inaczej by zadeptali i las i pola i oną szczelinę w ziemi. Fascynującą, niesamowitą, magiczną.

Inny wymiar myślenia.

Zawsze chciałam ją przejść, tak od początku do końca, ale wiadomo było, że nie będzie to zima, ni jesień, zawsze za mokro, znowu latem też dziwnie, przecież będzie żar z nieba, no i choć tam chłodniej, to jednak… wygrywała tylko sucha wiosna. No i mamy suszę, mamy wciąż wiosnę i białe pola zawilców wciąż jeszcze pełne i liście dopiero pojawiające się na niektórych drzewa.

No zwyczajnie, magia… natura.

Po prostu świat z innej bjki, pełen bąków, pszczółek, oraz śpiewu słowika nad zielonymi polami. Zielonymi mimo suszy, bo to one otaczają to miejsce, co nie zawsze dobrze działa na nos. Wiecie… nawożenie.

Ekhm…

Wonieje.

Ale w lesie już jesteś bardziej chroniony, a na dodatek, masz zejść do szczeliny i choć wciąż coś tam chlupoce, to wiecie… idziemy. Odważni, gotowi na brud i wszelakie niepewne, dotąd widzieliśmy tę szramę z góry. Zawsze przerażeni tym, że moglibyśmy tam spaść. Czas obejrzeć inaczej.

Od dołu.

Ale najpierw…

Najpierw zagubiam się pośród onych, dziwnie prostych tutaj drzew, jakby chciały pokazać, że kurde umnieją i tak. nie tylko wygibasy w te i wewte, ale te tak potrafią. Już przy wejściu człowieka atakują. I te pola, które tak pachną… wiem, że podobno zawilce nie pachną, ale w takiej kupie pachną jednak, no naprawdę pachną i to tak mocno, subtelnie, ale nie dają o sobie zapomnieć.

I uderza mnie wiadomość, oczywiście Chowaniec coś przywlókł, że otwierają u nas fryzjerów, paznokciowców, masażystów, fizjologiczne wszelakie tam…, no wiecie LOL fizjoterapie. Ludzie pobiegli chyba od razu, a przynajmniej część z nich. Co mnie serio wali po łbie. Mocno.

Czy próżność jest tak wielka?

Czy za często patrzę ino w drzewa?

A może…

Może w dzisiejszym czasie wszystko kręci się wyłącznie wokół jednostki? Może? Kto to wie tak naprawdę? Bo przecież kto mówi prawdę? No szczerze… kto mówi? Komu można ufać, a komu nie należy?

No ale…

Niemcy nas najechali, a wiecie, Chowaniec pracuje też przy portach, więc, więc od razu dziwnie się poczuł, jak zobaczył, że Niemcy się tam pojawili. Przecież wciąż obydwie granice są zamknięte, więc nie dość, że ludzie drogą wodną przekroczyli jedną, to jeszcze wpłynęli do innego kraju, który… nie oszukujmy się, wcale ich nie chce. Nie ma… No dobra, zawinęli do portu, ale tu od razu ich ułapali i… pozwolili się przespać, a potem odprowadzili z powrotem.

Co ci ludzie mają we łbach, to nie wiem.

Czy myślimy, że ten wirus jest, czy go nie ma, czy cokolwiek, wiecie, Potwór Spaghetti… to jednak prawo to prawo kurna!!!

I oczywiście to musieli być Niemcy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.