Pan Tealight i Święty Okił…

Święty Okił działa i czuwa!!!

Święty Okił nad tobą zawsze ma kciuka!!!

Święty Wielce na spoko i maksa!!!

Okił Święty… wiecie, ten od Wacka!

I Halleluja Świętemu, bo przecież wiecie, jakiś być musi, by się do niego zwrócić, lub za wszystko, co złe, no mu wdusić. Wkopać mu, wpierniczyć, wszelako… nawet jeśli ino słownie! Święci się przydają, jako worki przechodnie… albo czasem niektórym, jako ona nadzieja, że coś w końcu się zmieni…

Że może?

Ech, pierdzielę!!!

Zwyczajnie, no zwyczajnie, już Wiedźma nie wytrzymała i się wzięła ze Świętym, wiecie… serio go na walkę wyzwała. Że niby ona taka wierna, kurna wyznawczyni, a seryjnie oportunistka, oj nie tylko z portków się jej dymi. Bo Wiedźma to wiedźma, jednak dusza inaczej czysta, standardy ma dymiace, gdy w pobliżu świętość jakoś wiekuista, i choć nie chrześcijańska, to jednak wiecie…

Czasem niektórym wiedźmom, niewiele wystarcza by zadymić się!!!

Skończyło się na tym, że grill pierwszy zrobili, a potem i wędzarnię otwarli, bo się dymił i dymił, ów wiecie tył wiedźmi, no wciąż nie przestawał, aż Świętemu głupio było, w końcu on nie od ołtarzy, on ino od okejek. On tylko przyklepuje. No dobra, czasem na odwal, ale jednak, nie kciukuje nie dołuje!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Jak to wygląda?

No właśnie, jak to tak naprawdę wygląda? Jak zombieland. A święta już prawie tutaj, co oznacza oczywiście rodzinność. Tak, jak najbardziej ludzina wszelaka chce się zwalić na Wyspę, bo wiecie tak zawsze robią, ale jednak, Królowa prosiła, więc… no i jest jeszcze ten jeden aspekt, czyli morze.

Z pierwszej ręki.

Prom pływa jakoś tak od ósmej rano do ósmej wieczorem? No jakoś tak. Znaczy tylko do Ystad oczywiście i Køge. Żadnych niemieckich wypraw. Na prom wleźć może tylko około 600 osób i… tutaj nowość, możecie zostać w samochodzie. Szczerze nie polecam, chyba że macie ten taki sprzęt, którego używają wspinacze? Wiecie, one ocieplacze wszelakie i grube, ale lekkie śpiwory?

Bo wciąż jest dość zimno.

Wiatry wróciły jakieś takie wkurwione…

No ale… wyjechać z Wyspy możecie. Nie żebym polecała, ale niektórzy muszą, wiecie, są sprawy, które można załatwić tylko poza Wyspą, no i… oni wybywają. I choć zdaje mi się, iż część młodzieży wybywa jakoś tak rozrywkowo, to jedno przyznać należy, wszyscy wszystkich omijają łukiem i siadają w oddali.

Na wszelki wypadek.

Choć z głośniczka brzmi przypomnienie, że właściwie, to przecież i tak wszsycy jesteśmy już zarażenie – no dobra, nie powiedziała tego dosłownie, ale nakazała kilkukrotnie by trzymać się od siebie z daleka i łapy dezynfekować. I wciąż nie wiem jak żel antybakteryjny zabija wirusy? No ale… co ja tam wiem. W tych czasach, w tym świecie i bez penisa, raczej nic…

Wjeżdżacie do Szwecji, jeśli tylko nie dobiły was wiadomości puszczane na telewizorkach i nie rzuciliście się w lodowate tonie morskie, no to wjeżdżacie. Oczywiście stoją. Sprawdzają. Ale… ponieważ już nikt nie ukrywa, że podglądani są wszyscy, to wiecie, nie zatrzymują każdego. Jeśli masz duńskie czy szwedzkie numery i jesteś biały, no może ci się upiec. A jak masz jeszcze kobietę obok…

Może jednak ten penis miejscami jest przereklamowany?

Ale…

Szwecja.

JA PIERDOLE.

Nie przepraszam za przeklinanie, za stara na to jestem, a ono uczucie wymagałoby nawet JA PIERDOLE KURWA… bo serio ja kurwa pierdolę jakie uczucie. No niby ino kawałek morza, a uczucie w powietrzu… Pewno, że mniej samochodów, wiosna u nich taka jakby trochę mocniejsza, wszystko jakieś takie pełne…

Spokoju.

Normalności.

Sklepy otwarte, nikt cię nie wymija, nikt nie czeka aż twój zapach przestanie istnieć w przestrzeni… są wyznaczniki, jest hand sprit, ale poza tym, nie ma onej wrogości. Oczy tych ludzi są jakieś takie spokojne… jakieś takie wyluzowane, a może po prostu nie tak spanikowane jak nasze?

Co oni z nami zrobili?

Bo gdybyście nie wiedzieli, to Szwecja granic nie zamknęła. Oczywiście, że mają pewne ograniczenia, ale poza tym tulipany w Malmö kwitną, ludzie spacerują. Może wszystko jakoś tak wolniej działa, może wszystko mniej… jakoś tak, czasem niektórzy zastanowią się nad tym, czy smarknąć, czy nie, ale poza tym… pustka. Nie ma Turyścizny, sami mieszkańcy i wszelaka… wolność?

Czy to teraz jest wolność?

Czy ono wszystko nie jest tylko jakimś pojebanym eksperymentem, bo przecież, komu wierzyć? Tak szczerze? Komu?

Ale gdy załatwisz co miałeś i postoisz sobie w kompletnym odosobnieniu na piaskach białych, popatrzysz na Wyspę z tamtej strony, to jakoś tak, dziwnie ci. Chcesz do domu i zaczynasz się bać, bo co, jak nie wpuszczą? Jak się okazuje, samochodów cała masa. Ludzi też. Nie wiem dlaczego. Szwedzi?

Co oni chcą?

Już będą się wakacjonować?

Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Nie chcę by bujało, nie chcę się bać, chcę tylko do domu!!! A tam… wojsko. Aaaaa komitet powitalny, jak nie wiem co, po pierwszych kilku autach zaczyna się pościg i już wiesz, że są i policjanci, którzy łapią kogoś podobno nie do końca zarejestrowanego. Tym razem nie zjeżdżasz normalnie z trapu, ale powoli się ślamazażysz. Na szczęście nam się udało tylko pokazując żółte karty przez szybę. Ale to uczucie… no sorry, ale haltowanie na granicy…

To przeraża.

A w Szwecji wszystko było takie wyzwalająco wyluzowane. Nie no, oczywiście, że uważne i tak dalej, ale jednak…

Nie wiem jak to będzie.

Serio po 13tym nas otworzą?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.