Pan Tealight i Przedsprzedaż na wafel…

„No dobra.

Świat się zmieniał.

Świat ewoluował, ale cała reszta jakoś tak stanęła nagle w miejscu i zaczęła myśleć. Myśleć nazbyt i nie w te strony co trzeba.

Niestety.

Kompletnie nie w te strony co trzeba, a nawet co więcej, po prostu jakoś tak dookoła, na przełaj, a jeszcze na dodatek wszelako pokrętnie, po liniach wysoce krętych i szpulowych właściwie… więcej razy się cofał niż do czegoś dochodził. Znaczy, nie żeby był głupi, czy coś, ale jednak…

Ale jednak…

Świat nadmiernie myślał.

Pewno dlatego, że ludzie ucichli. Jakoś tak byli, cały czas istnieli, ale się zmienili, niestety ino ich niewielka część i to bardzo go martwiło. Że coś takiego, co nawiedziło Świat Współczesny sprawiło, że naprawdę wszyscy zrozumieli, że nie ma już czego ratować, poza oną garstką prostych ludków.

Sadzących drzewa, głaszczących kamienie…

Wiecie, bardziej wiejskie głupki, niż… no jak Wiedźma Pożarta, której się wafel marzył, znaczy te no, andruty, wiecie. Strasznie!!! Ale przecież siedziała w domu, znaczy, nie żeby to była jakaś dla niej różnica, ale poza tym była też chora i lekko, a może racej wysoce mocno, jakoś tak…

… się sypała.

Boleśnie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Wszystko dookoła rzeczywiście się zieleni.

Malutkie listki, kwiaty w końcu jakoś tak normalniej zaczynają wyglądać… wiecie, niby wiosna teraz mogłaby być, ale nic to, że przez ostatnie co dwa lata marzec był po śniegu… widać w tym roku nie pykło seryjnie.

Aż nazbyt.

No ale…

… co będziemy marudzić. Przecież zawsze może być gorzej. Zawsze, serio, uweirzcie mi. Niby mogą was pobić i tak dalej, mogą was okraść i wyłomotać, albo zostawić na środku morza, ale jeszcze na dodatek jak obsra was ptaszek, to seryjnie, naprawdę wtedy czujecie, że macie przejebane. Już nie ino przesrane, ale, lepiej nie będzie. Może i nigdy nawet, wiecie, może to już na zawsze…

Ale… wiosna.

Jakby nie patrzeć.

Przynajmniej ta kalendarzowa, a cała reszta, to wiecie, robi i leci jak jej się podoba. Marzec. Koty wyją mi pod oknem, a pies sąsiada, nie wiem dlaczego, dziwnie na mnie ujada. Żeby nie było, szczekanie psa jeszcze kilka lat temu było czymś, czego się zwyczajwowo nie słyszało. Wiecie, nie łamało onej pięknej, nastrojowej, lekko słonej ciszy… wyspowej ciszy. Ale teraz, widać świat się zmienił.

Ech…

Nie no, ja rozumiem, że on tam daje znak, ale serio? Na mnie drze japę, a na Chowańca, to się ino patrzy?

Serio!!!

Dlaczego?!!

Wiosna oczywiście oznacza prace w ogrodzie.

A teraz, gdy człek ma go więcej i właściwie wszystko może sobie w nim zrobić poza klubem porno tudzież wiecie, czymś w ten deseń? Chociaż, w szopie może by i uszło jakby nie było za głośno, sąsiadka już nas poinformowała, że radosna taka z onej wielkiej i przyjemnej dla niej okazji, wiecie, że my, one maluczkie osobniki… no, że my cisi jesteśmy. Tia, nez wzajemności, sama tak trzaska drzwiami od garażu i samochodu, że cholery można dostać! No naprawdę! Nie rozumiem baby!

Może chce zaznaczyć, że ona ma garaż, a my nie?

Chociaż według planu jest carport, ale wiecie…

LOL

No ale, poza ciszą i jej brakiem mamy żonkile i krokusy i one małe listki, które są słodkie i wszelako czaderskie, bo wiecie, w końcu ino nasze. Może nie wszystkie przez nas wsadzone, może jednak dopiero za rok ogród będzie wyglądał mniej więcej jak chcemy, ale przecież, czy trzeba się spieszyć?

Odpowiedź ma brzmi: trzeba.

Niektórzy nie są cierpliwi, kompletnie. Naprawdę. Jeżeli chodzi o mnie, to wszystko ma być teraz zaraz i w ogóle. Za grosz cierpliwości, chyba że chodzi o pędzle… oj tak, pędzel, albo fotografia, ech, cierpliwość jest, ale cała reszta, to raczej jakoś nie? No nie wiem, może genu mi brakuje?

Jakiegoś?

Genu cierpliwości.

Hihihi. A jak u was? Bo u nas Trolling Master Bornholm 2020 oczywiście odwołany. Wiadomo dlaczego…

PS. Wpis powstał kilka dni temu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.