Pan Tealight i Zgubiona Choineczka…

„No przyszła za Wiedźmą Wroną Pożartą Choineczka z lasu… przyszła i posadziła się w doniczkę. I jakoś tak było jej dobrze i nagle…

Zaginęła.

A już jej szykowali miejsce w ogródku, a już miało być tak pięknie.

A miała być wielką i ochronną, ale jakoś tak… zniknęła. Już blisko było ziemi i wszelakiego stałego zatrudnienia, a ona… poczekała aż wejdą cebulki, potem większy krzaczek iglaczek, a potem… miała być ona.

Ale zniknęła.

Może przeniosła się w inny wymiar choinkowy, może nawet w choinkowy raj jeszcze, a może, może ją naprawde porwali jacyś popierdoleńcy? Wiecie, co to nie tolerują drzew? Albo te złażące się ostatnio sarny, co to zdeptały fioletowe krokusy… ale za to nie ruszyły żonkili, ni troszkę.

Naprawdę.

… więc, co się z nią stało? Czy kiedyś się pojawił? Nagle wystrzeli do góry z trawy czy kamyczkowej osłony, wyjdzie spomiędzy cebulek, korzeni drzew innych, jakoś tak się ukaże, czy jednak…

Nie będzie jej.

Nigdy?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Znowu mleko w powietrzu.

Temperatura spada i rośnie, człek nie nadąża z onymi jej wahaniami i zaczyna się zastanawiać, czy to wszystko się w końcu jakoś uspokoi? Może w końcu ucichnie, w końcu będzie jakieś takie codzienne, normalne i ustałe? No wiecie, wszelako choć trochę przewidywalne?

Zgodne z oczekiwaniami?

Ale, czy pogoda taka była kiedykolwiek?

I ta mgła, gęsta, że ino ją polewać syoepm klonowym i żreć. Zresztą, co do syropu, to serio on zawsze tak smakował? No wiecie, bardziej jak jakaś spalenina, niż coś słodkiego… właściwie w smaku nic to… ino taka lepkość lekka, próbowaliście? Serio? A może ten mój jakiś taki wybrakowany?

Ech!

No mniejsza…

Każdy ma swoje smaki i szaleństwa, jak ten dzień naleśników. Zauważyliście, że kurde teraz jakikolwiek dzień jest, to od razu trzeba to mieć. Dzień pączka, masz żryć, dzień naleśnika, endometrioza… no to wiadomo, kto już ma, to pewno zwolniony, a cała reszta, to jak ma czy nie ma, nie wiadomo, no ale… ten dziwny trollo-hejt, który się pojawia w mediach, jak tylko przyznasz się, że nie jadłeś naleśników w dzień naleśnika. Albo pączka nie żarłeś na te ostatki… i do razu pomora na ciebie.

Tak rozumiem, że to ludziom ma uświadamiać istnienie niektórych chorób, ale sorry, tyle gadania o depresji, a wciąż mówią mi, że na wiosnę mi się polepszy. Ha ha ha… idioci. Widać na kij im te dni…

… czy jak zwał…

Znaczy się, teraz rok pecha, bo człowiek do najbliższego pączka miał mile morskie?

Ech…

Mniejsza.

To tyle, jakby ktoś się pytał znowu, dlaczego są wyłączone komentarze. No właśnie z takiego powodu. Bo jakoś nikt nie kuma, że ten świat, to mimo globalizacji naprawdę inny świat. I podatki ma gigantyczne. I nie, nie ma tego samego w sklepach, pomijając już subtelny fakt rozmiaru Wyspy i ogólnej… małości sklepów.

Znaczy tych no, placówek handlowych.

Ciekawe, jak to będzie w tym roku?

Czy pojawią się nowe sklepy? A może jednak ten wirus w koronie, co znowu wyskakuje jak cokolwiek z pokrzywek, no wiecie, dojedzie nas tak, że aż się przyrąbiemy i sezonu nie będzie? Albo… nie wiem.

Właściwie tutaj wszystko jest możliwe.

A już ostatnio…

Niewyobrażalnie wszystko. Wolałabym ładny spadek, co to nawet po spłaceniu podatków ostanie się sumką na całe długie, zdrowe życie nasze i jeszcze kilka asów i posiadłości pod wynajem? No wiecie, można pomarzyć. No można. Pewno, że człek już niewierny, ale jednak, no weźcie no, może w końcu jakoś będzie?

I przestanie Wyspa płonąć.

Tyle już pożarów było, a to dopiero marzec. Kurde, biorąc pod uwagę ilość ludzi mieszkających tutaj, to serio podwyższamy średnią w onym kraju. I to mocno oraz, zarazem, li i wybitnie bardzo.

No i tyle…

I wieje! Hej!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.